Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Protokół przedmałżeński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Protokół przedmałżeński. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 marca 2017

Intymne pytania?



  Jedna z Czytelniczek uświadomiła mi jaki ja jestem stary, prawdziwy dinozaur, ale nie mam o to do niej pretensji, tak jak nie mam ich do swego życia. Wszystko przez Protokół przedślubny, który w pierwszej chwili skojarzył mi się z intercyzą. Proszę mi się nie dziwić, gdy ja brałem ślub (sakramentalny) wystarczyło trzy godziny nauk przedślubnych – i po bólu. W ogóle byłem nieświadomy istnienia czegoś takiego jak ten protokół.

  Musiałem sprawdzić i przecierałem oczy ze zdumienia1. Naprawdę nie wiem w jakich kategoriach ten dokument umieścić. Może jako spowiedź? Ale ta przecież zawsze jest tajemnicą, a ów dokument tego warunku nie spełnia, jest do dyspozycji Kościoła i nie bardzo wiadomo do czego służy. Zresztą trudno sobie wyobrazić spowiedź na piśmie. Niektóre pytania są wręcz kuriozalne, a pozostałe spełniają wszystkie cechy danych osobowych. Wymienię te, które wywołały moją największą konsternację.
- Czy uznaje zasady moralności chrześcijańskiej? – ta moralność nakazuje kochać wrogów i nadstawiać drugi policzek, co jeśli na to się nie godzę? Podobnych mógłbym wymienić jeszcze sporo;
- Od jak dawna narzeczeni się znają? – a co to kogo obchodzi? Co za różnica czy to będzie dwa lata czy dwa miesiące? W tej drugiej wersji ksiądz ślubu nie udzieli? Są jakieś normy czasowe znajomości, które upoważniają do zawarcia ślubu?
- Czy rodziny narzeczonych się znają? – co to znaczy się znają? Spotkali się może raz, czy to jest już znajomość i czy muszą ją kontynuować?
- Czy wyrażają zgodę? Jeżeli nie to dlaczego? – A muszą wydać taką zgodę i czy od takiej zgody jest uzależniona zgoda Kościoła na ślub?
- Czy narzeczony/a nie ma wątpliwości co do stanu swojego zdrowia? – I znów to samo. A co jeśli ma? Chorzy nie mają prawa do małżeństwa?
- Czy uważa, że będzie mógł/mogła mieć własne dzieci? – Aby to stwierdzić trzeba poddać się dość szczegółowym badaniom.  Czy te są obowiązkowe z punktu widzenia Kościołą?
- Czy nie ma wątpliwości co do zdolności do współżycia małżeńskiego? – To już jest pomieszanie z poplątaniem, gdyż moralność katolicka zabrania współżycia przed ślubem. Ktoś kto się do tego stosuje nie może wyrobić sobie na ten temat zdania.
- Czy narzeczeni znali się przed śmiercią współmałżonka? – to jak mniemam dotyczy wdowców i wdów. Ale nie rozumiem sensu tego pytania.
- Czy któryś z narzeczonych nie jest współwinnym tej śmierci? – tu się wyjaśnia. I powiem szczerze, że znów mi się ciśnie na usta przekleństwo. Gdyby ktoś był współwinny musiałby ponieść za to karę wynikającą z prawa karnego. Załóżmy, że jednak tak było. Skoro karę odbębnił nie jest to przeszkodą do zawarcia małżeństwa, a przynajmniej nie powinno być.
- Czy dopuszcza rozejście się czy separację w wypadku trudności w małżeństwie? – to jest już chwyt poniżej pasa. Na pewno nowożeńcy nawet nie biorą pod uwagę takiej możliwości. Rodzi się jednak pytanie, czy separacja, czyli też forma rozejścia się, jest przez Kościół negowana, ba!, o ile się orientuję jest wręcz zalecana, gdy grozi rozwód;
- Czy w rodzinie nie było wypadków choroby psychicznej? – to zakrawa o kpinę. Bo co z tego, że takie wypadki zaistniały? Jeśli moja ciocia (siostra mojej matki) jest chora psychicznie, to ślub jest niewskazany?;
- Czy narzeczeni nie tają przed sobą okoliczności mogących zakłócić wspólnotę życia małżeńskiego, np. niepłodności, nałogów, zobowiązań finansowych? – I tu to samo, skąd ktoś może wiedzieć, że jest niepłodnym, jeśli przed ślubem nie współżył i to z zamiarem spłodzenia potomka?;
- Czy zdaje sobie sprawę, że zgodne pożycie w małżeństwie jest zagrożone z powodu różnic w sprawach najbardziej wewnętrznych, czego z racji zaangażowania uczuciowego się nie dostrzega? – to dotyczy różnicy wyznań narzeczonych. To jest ordynarna indoktrynacja, mająca za cel rozbić związek nim się jeszcze usankcjonował!;

  Dość tej wyliczanki, choć mógłbym się przyczepić niemal do wszystkich punktów tego protokołu. Na innym forum2 spotkałem się z opinią, że skoro kogoś te punkty bulwersują, nie musi brać ślubu kościelnego. Niby racja, tyle, że większość tych pytań nie ma nic wspólnego z wiarą, ba! wydają się być jej zaprzeczeniem, gdyż są dyskryminujące przede wszystkim osoby chore lub mające w rodzinie chorych. Ten dokument mógłby w jakimś sensie przypominać złożenie przysięgi, ale tych dwoje jeszcze nic do takiej deklaracji nie zmusza. Akt małżeński jest dopiero zamiarem, a do ostatniej chwili ten zamiar może się zmienić. Co wtedy z tym protokołem? Pozostanie w archiwach Kościoła? Ciekawe po co? Bo nie sądzę żeby dało się go odzyskać, Kościół do takich działań nie jest skłonny, co widać wyraźnie przy próbie apostazji.