Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura i sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura i sztuka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 stycznia 2016

O teatrze słów kilka



  Miałem okazję zapoznać się z wywiadem, jakiego udzielił dyrektor Teatru STU Krzysztof Jasiński, a opublikowanym na portalu jagiellonski24.pl*, dotyczącym zarówno kondycji dzisiejszego teatru publicznego, jak i jego przyszłości. Moje dywagacje wynikają z kontekstu sensacyjnej wieści o odebraniu teatrom 10 tysięcy zł na uczelnię o. T. Rydzyka. Ale o tym ostatnim więcej już ani słowa.

  Pierwsze pytanie, i chyba najważniejsze w tym wywiadzie, dotyczyło misji teatru w Polsce. Tu posłużę się krótkim cytatem: „Misja teatru polega na tym, żeby utrwalać to, co najwartościowsze w sferze ducha, żeby następne pokolenia mogły czerpać z jakichś wzorców, żeby mogły budować na solidnych fundamentach, a nie na ruchomych piaskach albo gruzach”. Ja oczywiście nie mogę odebrać panu Jasińskiemu prawa do własnej oceny tego, co rozumie przez misję. Jednak mam prawo nie do końca się z tym zgodzić. Otóż to, co najwartościowsze w sferze ducha, mam na myśli ducha sztuki, zostało już właściwie dość dokładnie sprecyzowane, a jednak jest z tym pewien problem. Tak się bowiem dziwnie składa, że każde pokolenie, nie tylko uznanych artystów, czy mecenasów sztuki, w jakimś stopniu te wartości zmienia. I nawet nie tylko o pokolenia tu chodzi, ile nawet i o inne grupy animatorów sztuki, w tym teatralnej. I w mojej ocenie jest to zjawisko i zrozumiałe, i ze wszech miar korzystne, choć czasami prowadzi do takich paradoksów, jak zamieszanie wokół kanonu lektur obowiązkowych. Jestem przekonany, że nic tak sztuce nie szkodzi jak stagnacja, uznawanie pewnych kanonów za niezaprzeczalnie wartościowe i nie budzące żadnych wątpliwości. Gdyby tak miało być, w dalszym ciągu za najwartościowsze w sferze ducha musiałyby uchodzić „Iliada” i „Odyseja” Homera. Nic poza tym.

  A przecież sam Jasiński na następne pytanie odpowiada, że sztuka, a teatr przede wszystkim, musi odpowiadać na pytanie istotne dla społeczeństwa. Więc ja przewrotnie zapytam, czy na pytania o dzisiejszą egzystencję odpowie nam Mickiewicz w „Dziadach”? A może Wyspiański w „Weselu”? Oczywiście, przy naginanej interpretacji i tam znajdziemy odniesienia do teraźniejszości, lecz jak napisałem, trzeba się przy tym solennie nagimnastykować.

  Jasiński autorytatywnie stwierdza, że: „Teatr publiczny w Polsce jest teatrem Fredry, Mickiewicza, Słowackiego, Szekspira, Dostojewskiego, Witkacego i wielu innych wspaniałych autorów, to przede wszystkim teatr mądry. Zawsze powinien być zaangażowany.”  Aby była jasność, ja nie neguję ponadczasowości utworów wymienionych autorów, nie mam zamiaru też twierdzić, że to nie jest twórczość wręcz doskonała, a jednak twórczość teatralna na tych autorach się nie kończy. To nie jest zamknięta księga w jednonakładowym wydaniu, do której już nikogo nie można dopisać. Bo cóż z tego, że ci autorzy pozwalają na „przeobrażenie indywidualnego człowieka”? Czy to przeobrażenie ma się ograniczać li tylko do minionych, coraz bardziej archaicznych czasów? Jak na podstawie tychże angażować się we współczesne problemy tego świata, tak różne od poprzednich? By nie być gołosłownym zapytam: czy wśród twórczości wymienionych autorów możemy szukać odpowiedzi na taki problem, jak uchodźcy islamscy, problem laicyzacji świata lub zmiany postrzegania moralności?  W tym kontekście mówienie o „sztuce wysokiej, jako arcydramacie i dramacie klasycznym – weryfikowanym współcześnie” jest chyba nieporozumieniem. Weryfikować można to, co wcześniej się wydarzyło, aktualne, nowe, niespotykane dotąd problemy wymagają zupełnie nowego spojrzenia. Takie widzenie teatru, jakie proponuje Jasiński, zamyka drogę temu nowemu spojrzeniu.

  Jasiński stwierdza: „Jeśli się przyjrzymy teatrowi przez ostatnich 400 lat, zauważymy, że mijały różnego rodzaju gatunki, style i trendy, a teksty pozostały. To, co dzisiaj chce być takim modnym teatrem, nazwijmy ogólnie – postdramatycznym, zaczęło się więcej niż 50 lat temu i powoli odchodzi.” Ja się z tym w pełni zgodzę, ale warto zauważyć, ze te zmiany, ta różnorodność gatunków wynikały z szansy zaistnienia jaką im dano. To, że nie wszystkie kierunki teatru zostały zaakceptowane, jest zupełnie zrozumiałe, ale to nie powód, aby na tym poprzestać. Kulturalny obowiązek chodzenia na Mickiewicza, Wyspiańskiego, Witkacego, niech obowiązkiem pozostanie, ale taki samym obowiązkiem jest sprawdzenie, co oferuje nam nowa, obojętnie jak nazwana awangarda.

  Tu właśnie rodzi się konflikt o dofinansowanie sztuki, w tym szeroko rozumianego teatru publicznego. Teatr ambitny, nowatorski, nie ma najmniejszej szansy się przebić bez tego dofinansowania. Obcięcie dotacji na te nowe kierunki  w finalnym akcie uśmierci nie tylko teatr ambitny, ale, co może wydać się paradoksalne, również wypróbowany, sprawdzony teatr klasyczny. Bo ileż razy będę miał ochotę obejrzeć „Wesele” Wyspiańskiego, nawet jeśli mnie ta sztuka zachwyca? Czy koniecznie muszę ją obejrzeć, gdy zmieni się obsada lub reżyser? Chyba że Jasiński jest zwolennikiem nurtu „sztuka dla sztuki”, gdzie widz i jego pragnienia zupełnie przestają się liczyć.

  Spotkał mnie nie tyle zarzut, ile niepokój o to, kto ma decydować o tym, czy nowe jest nowatorskie i wartościowe. Otóż ja tu nie widzę żadnego problemu. Mamy całe zastępy krytyków i recenzentów w każdej dziedzinie sztuki. Ale aby mogli coś zrecenzować, poddać krytyce, to coś musi najpierw zaistnieć. W dodatku sztuka teatralna weryfikuje się sama poprzez ilość sprzedanych biletów. Jednak bez dotacji ze strony państwa – sama z siebie nie zaistnieje. Prywatny mecenat nie zechce zaryzykować, a przecież nawet jeśli trafi się tylko raz udany debiut na dziesięć prób, może się okazać, że ten raz wart był każdej zainwestowanej złotówki, nawet  w te nieudane próby. Śmiem twierdzić, że teatr z klasycznym repertuarem obroni się przed każdym kryzysem. Sam Jasiński oznajmia, że „Teatr STU jest ciągle jedynym teatrem w Polsce, który od wielu lat ogłasza repertuar z rocznym wyprzedzeniem i sprzedaje od razu bilety na cały sezon. (...)Teatr STU jest teatrem, który ma drogie bilety i najmniejszą dotację i w tych warunkach musi sobie radzić”. W czym więc problem Panie Jasiński, że tak bardzo pogardliwie wypowiada się Pan o pozostałych teatrach?

  Oczywiście, można biadolić, że poziom niektórych teatrów jest zbyt niski, że aktorstwo wielu aktorów pozostawia wiele do życzenia, że szkoły teatralne wypuszczają nieprzygotowanych do pełnienia misji aktorów i to będą zarzuty słuszne. Sam Jasiński stwierdza, że nakłady na sztukę przez duże „S” są zbyt małe, tylko czy sprawę na pewno rozwiąże ograniczenie tychże teatrów i angażów aktorskich? Słusznie też zauważył, że można o to obwiniać Ministerstwo Kultury, że zbyt ochoczo w promowanie sztuki włącza politykę, ale zawężanie repertuaru tylko do klasyki i arcydzieł sztuki teatralnej, tej sytuacji nie poprawi, uczyni ją elitarną, snobistyczną i skostniałą. Mam prawo się mylić, ale chyba nie o to w sztuce, w każdej formie jej wyrazu, chodzi.

Przypisy:
* - http://jagiellonski24.pl/2015/03/14/jasinski-teatr-arcydramatyczny/