Jeszcze
kilka lat wstecz czasami zaglądałem do „mojego” wiejskiego kościółka, który niczym
specjalnie się nie wyróżnia, po za tym, że do czasów wyzwolenia spod okupacji
niemieckiej, był świątynia ewangelicką. To w końcu ziemie odzyskane. Niestety,
najbardziej mnie zraziły pieśni religijne, choć mam do nich sentyment. Zraziły
mnie dlatego, że z powodu braku akompaniamentu (organy wymagają remontu i brak
organisty) wszystkie te pieśni śpiewane są a
capella, a wtedy wychodzi na jaw, że osiemdziesiąt procent śpiewających nie
ma głosu lub słuchu, a najczęściej ani jednego, ani drugiego. Masakra!
Raz,
podczas pogrzebu, zamawiający mszę sprawili sobie syntetyzator muzyki, czy też
organy elektryczne. Było od razu lepiej, ale to tylko raz. Zanim przejdę do
sedna proszę posłuchać tego:
Jakość może
nie ta, ale przyznam, że to wykonanie mi się spodobało, ba, nawet mnie wzruszyło. Przypuszczam, że wielu
z moich Czytelników je już oglądało. Warto jednak posłuchać jeszcze raz, bo
takie cudo, przynajmniej w Polsce, w polskim Kościele, nie będzie już możliwe.
Właśnie wydano „Instrukcję Episkopatu Polski o muzyce kościelnej”, z której
wynika, że takie instrumenty jak: gitara elektryczna; perkusja; fortepian
(sic!) i właśnie organy elektryczne to wynalazek diabła! Te instrumenty nie przystają
w „godności świątyni”1 i nie są zdolne „do wzmocnienia relacji z Duchem
Świętym”. Nie moja bajka, nie mój problem, ale przyznaję, właśnie odpadła jedna
z dwóch przyczyn, dla których czasami do kościoła zaglądam.
W tej instrukcji
czytamy: „Należy bezwzględnie stać na straży wykonywania takiej
muzyki liturgicznej, która jest autentyczną sztuką nakierowaną zawsze na
świętość kultu, i wprowadzać do liturgii tylko to, co odpowiada świętości
miejsca, godności obrzędów liturgicznych i pobożności wiernych (Musicam
sacram). Nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim”2.
Ok, nie mnie oceniać. Jeśli to wycie a
capella w „moim” kościółku jest autentyczną sztuką nakierowaną na świętość
kultu, to ja przepraszam, to ja wysiadam. Niestety, nie doczytałem, czy ten zakaz
obejmuje również różne koncerty muzyki religijnej, odbywającej się bez
celebracji mszy, czasami w kościołach organizowanych. Gdyby jednak dotyczył,
byłaby to prawdziwa zbrodnia na muzyce w ogóle. Na dodatek owo wyjaśnienie, że „na
piosenki Leonarda Cohena nie ma w katolickich świątyniach miejsca”3. Wiadomo, L. Cohen to Żyd, i co on może wiedzieć o pieśni
miłującej Boga. Więc posłuchajmy i tego, autorskiego wykonania:
Przypisy:
1 - https://koduj24.pl/nowa-instrukcja-zakaz-grania-na-perkusji-i-elektrycznej-gitarze-w-kosciolach/
2 - http://www.pch24.pl/episkopat-wydal-instrukcje-o-muzyce-koscielnej--koniec-poblazliwosci-dla-hallelujah-ze-shreka,55401,i.html
3 - ibidem;