Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religijny terror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religijny terror. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Bluźniercy, idziemy po was!




  Prof. Pawłowski twierdzi, że „Z natury jesteśmy teistami, wiarę mamy wdrukowaną w mózg. To bycie ateistą wymaga dużego wysiłku, niejako zerwania z naturą”1. I dodaje, że „(...) ci, którzy się nie boją Boga muszą być chyba nienormalni”. I ja się pod tymi stwierdzeniami podpisuję, nawet o tej nienormalności, bo normalność nie zawsze znaczy poprawność czy prawdziwość, czasami jest nią li tylko stereotypowość.

  Nie tak dawno Jarosław Kaczyński spotkał się z ks. Rydzykiem na antenie Telewizji Trwam, gdzie wypowiedział dość znamienne słowa: „Obronimy Polskę, ojcze dyrektorze! My to traktujemy jako swoją misję [podkreślenie moje]. (...) Jesteśmy rzeczywiście ostatni [prawdziwi chrześcijanie – dopisek mój], ale to nie oznacza, że nasza twierdza zostanie kiedykolwiek zdobyta. Musimy ją obronić dla Polski, dla Polaków i dla Europy. Po prostu dla ludzkości. Nie chcę wchodzić w nieswoją rolę, no ale szatan chodzi po świecie”2. I tu już zaczynam mieć problem z tą wdrukowaną wiarą w nasz mózg. Po prostu ta misja mnie osobiście przeraża. Dla większości wierzących katolików szatanem to nie tylko upadły anioł, ale również wszyscy ci, którzy są niewierzącymi lub wierzącymi inaczej, gdyż w nich szatan wstąpił. Łatwo stąd wyciągnąć wniosek, że J. Kaczyński, wespół z swymi poplecznikami, oraz T. Rydzyk z swymi fanami (fanatykami), będą bronić Polski przed takimi jak ja i mnie podobnymi. Rodzi się pytanie o metody tej obrony. Pewnie do masowej eksterminacji nie dojdzie, choć w kontekście słów z tego samego wywiadu: „Mam nadzieję, że te starania nam przyniosą ostatecznie efekty”, to wcale nie jest takie pewne. Mnie się to dziwnie, choć przypadkowo, kojarzy z „ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”. Bardziej realne wydają się być dwa inne rozwiązania: masowa deportacja, co już niektórzy posłowie i posłanki PiS publicznie sugerowali, czy zamykanie w obozach resocjalizacyjnych. Można powiedzieć, że fantazjuję i szczerze powiedziawszy sam bym chciał, aby to było science fiction.

  Problem w tym, że na pewnym portalu katolickim natrafiłem na dwa dziwne w swej wymowie artykuły. Pierwszy nosi tytuł „Deus vult albo śmierć Europie”, drugi „Bluźniercy, idziemy po was!”. Wprawdzie hasło „Deus volt” jest ściśle związane z krucjatą wobec islamu, jednak autor, Michał Wałach ewidentnie nawołuje do przywrócenia rycerski ideałów zbrojnej walki z niewiernymi. Pisze: „Daleko od ideałów rycerskich są liczni katolicy, od wiernych, przez księży i biskupów, na papieżu skończywszy. A przecież zwołujący I krucjatę Ojciec Święty Urban II jest dzisiaj błogosławionym, a twórca zwycięskiej pod Lepanto Ligi Świętej Pius V – świętym”3. Nic innego, szlachetna i zbrojna walka z niewiernymi prowadzi do świętości. W podobnym stylu, już bez odniesienia do islamu lecz konkretnie do niewiernych-bluźnierców, odnosi się Krystian Kratiuk: „Gdybyśmy byli społeczeństwem prawdziwie katolickim, nie umieścilibyśmy w naszym kodeksie karnym absurdalnego przepisu o obrazie uczuć religijnych, ale zawarlibyśmy zapis mówiący o ściganiu z urzędu bluźnierstwa – obrazy Pana Boga!”4. Wprawdzie po tym tekście nasuwa mi się pewna wątpliwość, gdyż najpierw należałoby udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że Bóg istnieje, co jeszcze nikomu się nie udało, nawet najwybitniejszym teologom. Wiara w Boga już z definicji jest domniemaniem. Nawet będąc najbardziej przekonanym, wciąż jest to tylko domniemanie. Powinienem się cieszyć, że gorliwy katolik wreszcie mówi prawdę o obrazie uczyć religijnych, mówiąc o absurdzie tej konstrukcji, rzecz w tym, że pobudki takiej oceny są zupełne odmienne od moich. Dla niego ten zapis jest po prostu zbyt mało restrykcyjno-represyjny.

  Na tym samym portalu pojawił się wczoraj jeszcze jeden, ciekawy w treści artykuł: „Chrześcijanie potrzebują ducha Wandei, aby przeciwstawić się ateizmowi”5. Przypomnę niezorientowanym. W departamencie Wandei wybuchło zbrojne powstanie przeciw Rewolucji Francuskiej. Samo krwawe, równie krwawo i brutalnie stłumione. Czytamy: „Kiedy chodzi o Boga, nie może być żadnego kompromisu. Wandejczycy nauczyli nas stawiać opór wszystkim rewolucjom”. Autor tych słów, kard. Robert Sarah mówi wprawdzie, że ten opór ma polegać na modlitwie, ale ów brak kompromisu brzmi dość dwuznacznie, tym bardziej, że podobno „praktyczny ateizm tłumi w nas życie” (sic!). Tylko we mnie rodzi się przekonanie, że jest akurat na odwrót. To religie tłumią w nas prawo do życia zgodnie z naszymi potrzebami i pragnieniami.

  Za epilog niech posłuży krótka historia, związana z moim pobytem w szpitalu. Do sześcioosobowej sali „ładuje się” się ksiądz z pytaniem, czy ktoś chce przyjąć komunię św. Ja to rozumiem, choć nie do końca, bo w szpitalu jest kaplica, gdzie co drugi dzień odprawia się mszę św., a wszyscy chorzy na sali są osobami „na chodzie”, przynajmniej w kwestii palenia papierosów. Ja zaś nie za bardzo przez pierwsze dni. Jest dwóch chętnych, reszta przynajmniej udaje – wstają, jeden klęka. Tylko ja, ta czarna owca, nie reaguję w ogóle i przeglądam sobie net, co przecież w niczym nikomu nie powinno przeszkadzać. Już po całej ceremonii mój wzrok napotkał wzrok księdza. Zapewniam, że ani miłości, ani współczucia w nim nie było, wręcz przeciwnie. Niemal słyszałem jak z wyrazem oburzenia chce mi powiedzieć, że mógłbym się chociaż przeżegnać. I tak co drugi dzień. Nawet miałem ochotę wychodzić na ten czas, tylko niby dlaczego? Z nas dwóch, to on był intruzem, bo szpitalna sala dla chorych nie jest kościołem, choć dziś do końca wcale nie jestem tego taki pewien.