Na początek zagadka. Kto wie czyje to słowa: „katolicy w Polsce są dziś mniejszością, niestety niezbyt znaczącą intelektualnie czy duchowo”? Ja się pod tymi słowami podpisuję, mając przede wszystkim na uwadze słowa abp Jędraszewskiego. Tym razem nie będę się nad nim personalnie pastwił. Co miałem na jego temat do powiedzenie wyraziłem w notce na blogu Zrzędy. Za to odniosę się do słów Jarosława Kaczyńskiego, w których straszy nas Irlandią, jako pustynią religijności katolickiej. Wprawdzie nie wiem, jak to tam jest, ale diagnoza guru polityki w naszym kraju jest całkowicie błędna. Ta pustynia to nie efekt wrogich katolicyzmowi ideologii, to Kościół tego katolickiego kraju sam sobie pustynię zgotował.
Irlandzcy wierni poczuli się oszukani i zmanipulowani przez instytucjonalny Kościół i polityków z Nim sympatyzujących, szczególnie w temacie pedofilii, choć nie tylko. Jeśli Kaczyński szuka przykładu z irlandzkiego społeczeństwa narodowo-katolickiego, to jest on zupełnie inny, niż sugeruje: to tolerowanie grzechów, zaniedbań, zaniechań i całej kultury milczenia wokół Kościoła. I tu mam złą wiadomość dla Jarosława. W Polsce, choć nie tak dynamicznie, dzieje się dokładnie to samo. Skutek będzie taki sam, staniemy się pustynią religijną, co akurat mnie nie martwi. Może jakaś oaza się ostanie, może nawet dwie... Na nic się zdadzą napomina, co bardziej trzeźwo myślących kapłanów, aby porzucić język konfrontacji i stygmatyzowania, aby zerwać z narodowo-katolicką ortodoksją, i aby odrzucić pseudonauki ultrakatolickich propagatorów kontrkultury. Te tendencje już tak wrosły w Kościół, że ich wyplenić się nie da. Trzeba by zaorać Kościół głęboką orką, spryskać środkami chwastobójczymi, co przy okazji wypleni ludowy katolicyzm. Też bez żalu, bo to jest skarłowaciała odmiana katolicyzmu.
W tym miejscu trzeba mi się odnieść do sławetnego określenia Kościół, jako zgromadzenia wszystkich wiernych, bez względu na zajmowaną w Nim pozycję. Zadałbym każdemu katolikowi, razem i osobno, trzy zasadnicze pytania. Pierwsze: czy czujesz się częścią tego Kościoła, który jest podobno jednym ciałem? Drugie: czy masz świadomość tego, co się w nim złego dzieje? I wreszcie trzecie: co zrobiłeś z tą świadomością? O ile na dwa pierwsze pytania odpowiedź jest przewidywalna i byłaby tylko potwierdzeniem, o tyle trzecie jest już bardziej niż kłopotliwe. Jeśli sobie odpowiesz zgodnie z prawdą, że nic z tym nie robisz – to masz problem. Dowodzi bowiem, że sumienia, które chciałbyś chronić jakąś dziwaczną klauzulą nie masz wcale. Jeśli odpowiesz, że się na taki stan rzeczy nie zgadzasz i zatrzymujesz to dla siebie – niewiele to zmienia. To już młodzi, masowo ignorując instytucjonalny Kościół i jego obrzędowość postępują bardziej uczciwie. Jeśli zasłaniasz Kościół wskazując na grzeszność innych, jest jeszcze gorzej – stajesz się faryzeuszem, twarzą nie tyle całego Kościoła, ile właśnie tej jego zepsutej moralnie części. Uczestniczysz każdej niedzieli w mszy świętej, starasz się rozwijać duchowo przyjmując sakramenty, tylko czy na pewno jesteś częścią wspólnoty, czy tylko snobem, dbającym o własne zbawienie? Nie znam żadnych statystyk, ale śmiem twierdzić, że ci drudzy stanowią zdecydowaną większość, w tej mniejszości, o której mówi zacytowane zdanie we wstępie tej notki. Gdyby było inaczej już dziś w polskim Kościele nie byłoby problemu pedofilii, jej krycia i odpowiedzialności. Gdyby było inaczej, dziś abp Jędraszewski łykałby ze wstydu swoje własne słowa o ideologiach, podobno zagrażających Kościołowi. Niestety, nic takiego się nie dzieje.
Na koniec jak zwykle odrobina sarkazmu. Dla zdecydowanej większości wiernych kościół, jako budynek sakralny, jest czymś na wzór supermarketu. Idzie na mszę, bo tam czuje się dobrze, czasami skorzysta z eucharystii niczym z hamburgera na stoisku Mac Donalda, albo wsłucha się w słowo boże kaznodziei, niczym w nachalną reklamę. Że w nich często o prawicowej poprawności politycznej, czy o owych wyimaginowanych zagrożeniach, kto by się tym przejmował, wszak i w supermarkecie trafi się wybrakowany towar w wyjątkowej promocji. Pójdę dalej w swym sarkazmie i zaapeluję: Jezu! Zrób rozpierduchę w tym Kościele1, bo to się skończy pustynią niczym w Irlandii.
Należy się moim czytelnikom odpowiedź na zadane pytanie we wstępie. To zdanie wypowiedział sam Tomasz P. Terlikowski na łamach Dziennika Gazeta Prawna, a które przedrukował portal Deon.pl2. Przypomnę, ten pan do niedawna należał do grupy najbardziej ortodoksyjnych katolików. Coś w nim pękło, skoro porzucił swoje dziecko Frondę i coraz częściej pisze krytycznie o Kościele w Polsce.
Przypisy:
1 - autorem tego apelu jest Tomasz Kwaśniewski, redaktor „Wyborczej”.
2 - https://deon.pl/kosciol/terlikowski-katolicy-w-polsce-sa-dzisiaj-mniejszoscia,991856