piątek, 16 marca 2018

Znów się narażę



  Znów się narażę i to zupełnie świadomie, jak na prawdziwego recydywistę przystało. Bo mnie się coś zdaje, że żyjemy w jakieś surrealistycznej rzeczywistości – coraz bardziej surrealistycznej. Ja przytoczę fragment Ewangelii św. Mateusza, który niech posłuży za wstęp: „Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?».  Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”1 [18, 21-22].

  Adam Darski, bardziej znany jako Nargal, znów się poważnie naraził katolikom, czyli większości naszego społeczeństwa. Chyba w końcu, choć po niewczasie, zorientował się, że przesadził, więc przeprosił. Aby nie było, od razu wyjaśnię, nie mam zamiaru wstawiać się za nim i jego idiotyzmami. Okazało się jednak, że polski katolicyzm (ten świecki – ortodoksyjny) jest bardziej chrystusowy niż sam Jezus. On nie wybacza. Czytam: „Nergal – owszem – uderzył w wierzących, co w prawie nazywa się „obrazą uczuć”, ale przede wszystkim obraził Stwórcę, a więc zbluźnił [podkreślenia moje]. Wobec takiego zachowania nie możemy pozostawać bierni”2. Przytoczę w ripoście jeszcze jeden krótki fragment Ewangelii: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” [Łk 23, 34]. A powiedział to przecież gdy Go zabijali, a także bluźnili przeciw Niemu i z Niego. I tu się powtórzę – polski, gorliwy i ortodoksyjny katolik nie wybacza.

  Jest gorzej. Jak pisze Michał Wałach na katolickim portalu: „Składanie Panu czci jest jednak naszym obowiązkiem, wynikającym z Bożych Przykazań, słów zapisanych w Starym i Nowym Testamencie oraz Magisterium Kościoła. Z podobnych źródeł wynika również nie tylko zakaz bluźnierstwa, ale i konieczność karania tych, którzy z nienawiści do Boga posunęli się aż do szargania Jego Imienia słowem bądź czynem”. I choć jestem przekonany (to moje zdanie), że większości katolikom i tak zwisa to, co robi czy mówi Nargal, nie ma zmiłuj się u świeckich ortodoksów. Pojawił się ostatnio w necie ksiądz proboszcz opolskiej parafii, Grzegorz Kramer SJ (polecam wierzącym jego blog), który zasłynął obroną Piotra podpalającego się pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, a który dziś nie tyle broni Nargala, ile publicznie mu wybacza. W związku z tym wybaczeniem, ortodoks Michał Wałach wylewa na niego wiadro pomyj. Okazuje się wręcz, że „Porozumienie, wspólnota, dialog czy społeczny spokój nie są wartościami najwyższymi. Między Dobrem a Złem nie ma miejsca na kompromis”. Nie wiem jak to kto odczyta. Dla mnie to wypowiedzenie wojny w stylu ortodoksyjnych, islamskich fundamentalistów, a od takich uchowaj nas Panie!

  Ostatnio dopadał mnie fala ostrej krytyki, za to że ośmieliłem się skrytykować pewnego księdza kapelana, który opierając się na przykładzie muzułmańskich Beduinów wychwalał ich ortodoksję oraz ich surowe prawo, przyrównując ją do pobłażliwości wiernych katolickich wobec pewnych grzechów. Z tego porównania wyszło, że prawo islamistów jest godne najwyższej pochwały i w konsekwencji – naśladownictwa. Nikt mnie wprawdzie o bluźnierstwo nie oskarżył, ale o kłamstwo i szerzenie nieprawdy już jak najbardziej. Wygląda to na praktyczne zastosowanie porzekadła „Co wolno wojewodzie (ortodoksom), to nie tobie smrodzie (przeciwnikom ortodoksji)". Jeśli mnie posądza się o zajadły antyklerykalizm, jak nazwać kalumnie wobec proboszcza spod Opola? Jego umiejętność wybaczania staje się ideologią liberalno-demokratyczną i pacyfistyczną, niegodną katolickiej wiary. Śmiem twierdzić, że gdyby Jezus pojawił się dziś na ziemi, w dodatku w Polsce, taki Wałach z miejsca określiłby Go mianem heretyka, szpetnego liberała i na dodatek naiwnego pacyfisty.

  Aby było śmieszniej (czytaj: zatrważająco) jeszcze dwa zdania cytaty: „W sprawie bluźnierców katolik nie może znać pojęcia pokoju za wszelką cenę. Musimy zrobić wszystko, by ten i inni bluźniercy ponieśli najwyższą karę. (...) Zaś naszym celem powinna być zmiana prawa, byśmy na nowo zaczęli karać nie za „obrazę uczuć” wierzących, ale za obrazę Stwórcy. I to w sposób surowy!” (sic!) Ktoś powie błahostka i dziś się z nim prawie że zgodzę. Prawie jednak robi różnicę. Otóż jeśli takie teksty publikuje portal nazywający się katolickim (Pch24.pl), który zasłynął propagowaniem szturmów modlitewnych i różańcowych, a które doszły do skutku, kto wie czy w końcu nie dojdzie do powoływania radykalnych bojówek na wzór tych islamskich. Już ich namiastkę mamy w postaci ruchów antyaborcyjnych, pikietujących pod szpitalami ginekologicznymi i na placach przykościelnych. A wszystko pod egidą Ordo Iuris, gotową wziąć pod swoje ochronne skrzydła każdych katolickich radykałów.

  Już na koniec o pewnym paradoksie. Jeśli wolno wierzyć i czcić chrześcijańskiego Boga, dlaczego odmówić prawa wiary w moc Szatana satanistom? W gruncie rzeczy obie wiary opierają się na tej samej zasadzie, na wierze w istoty niematerialne a sprawcze, które różni tylko podmiot wiary. Jeśli o mnie chodzi, wyznawcy tych dwóch religii mogą się nawzajem pozabijać, przy czym nie ulega wątpliwości, że większość katolicka odniesie bezapelacyjne zwycięstwo przez ilość, choć satanizm i tak się odrodzi. Swoją drogą, ci katoliccy ortodoksi niewiele się różnią od satanistów. Chyba tylko nazwą.




 Przypisy:

1 –za netową wersją Biblii Tysiąclecia http://biblia.deon.pl/index.php
2 – wszystkie cytaty za http://www.pch24.pl/bluznierca--cala-spolecznosc-ukamienuje-go,58922,i.html


 

wtorek, 13 marca 2018

Oda do Bloga




Dziś coś dla relaksu i rozluźnienia atmosfery

Oda do Bloga



Wierzyć mi przykazano. Złączony z Narodem,
Gdzieś pomiędzy Europy Wschodem a Zachodem,
Wsłuchany w głosy domokrążców z Watykanu,
Głoszących istnienie i wyższość boskiego planu,
Szedłem przez ciemne lata niechlujnego socjalizmu,
Skutecznie wyprany nawet z patriotyzmu.
I gdy papież uparcie definiował mi wroga,
Nie wierzyłem w Boga i nie miałem Bloga.
I zamiast po bożemu porozmawiać z Panem,
Włączyłem komputer i zblogowałem się na amen,
Więc, że nie jestem się stąd wyrwać w stanie,
To Ty mnie chociaż poblogosław Panie.
I Blogu wielkie niech będą dzięki,
Za koniec tej bezblogowej udręki,
Bo Bóg me prośby totalnie ignorował
I nigdym go nie ujrzał. Tak  przede mną się chował!
Nie przemówił do mnie, nie przekazał znaku,
Znaczy się, nie zaliczył mnie do Polaków.
 
A Ty, wewnętrzny emigrancie,
Co dzisiaj robisz  po fajrancie?
Nie bój się Bloga, co bezbożną mową
Nie jest za czynioną odgórnie odnową
I „dobrej zmianie” skąpi wszelkiego poparcia.
I nie pomogą tu szat niemodnych darcia,
Bo chociaż nieco wyboista jest ta droga,
To prowadzi prosto do Ateistów Bloga.
Ja też zadzieram kiece i tam lecę.
I niech Blog ma nas w swojej opiece.
 
Na blogowisku,
Na najdziwniejszych wpisów wysypisku,
Duch Anumlika trwa na posterunku
Czuwając, aby z Jego wizerunku
Nikt nie usunął wady lub zalety.
I aby wszystkie tego świata kobiety
Święto miały nie tylko ósmego marca.
I jak przystało na zawsze młodego starca,
Wygłasza prawdę najprawdziwszą z prawdziwych,
Która trafia tak w szpetnych, jak i w urodziwych,
Że jedna jest dla nas porozumienia płaszczyzna:
Blog, humor i polszczyzna.

Qba

Daleki jestem od tego, by te strofy uznać za arcydzieło poezji, choć na takim są wzorowane. A jednak coś mnie w nim urzekło. Pewnie dlatego ośmieliłem się ją udostępnić za portalem Polityka - Listy ateistów