Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Bóg szukający człowieka". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Bóg szukający człowieka". Pokaż wszystkie posty

środa, 10 sierpnia 2016

Biblijna ciekawostka



  Jestem w trakcie lektury książki rabina, Abrahama J. Heschela „Bóg szukający człowieka”. Radzę zwrócić uwagę na tytuł, bo to nie o człowieku, który szuka Boga. Pozornie jest akurat odwrotnie, w tej książce niemal wszystko dotyczy Boga „widzianego” oczyma człowieka, ale nie to autor ma na myśli.

  Jeszcze nie dobrnąłem do końca, w końcu to opasłe tomisko, w dodatku wymagające wytężonej uwagi, ale już mi się nasunęła pewna dziwna refleksja. Gdybym miał się nawrócić na wiarę, wybrałbym judaizm, i to nie dlatego, że Żydzi to naród wybrany. Nigdy nie będę Żydem, nawet gdybym się dał obrzezać. Rzecz w tym, że ta religia jest zdecydowanie bardziej dla ludzi myślących. Opiera się na trzech filarach. Pięcioksięgu (Tora), filozofii religii i na wierze wynikającej z własnych rozmyślań i spostrzeżeń. W niej jest tylko jeden dogmat: Bóg jest. Cała reszta podlega dyskusji i interpretacji. Szczególnie interpretacji i jeśli masz mocne argumenty, możesz swoją interpretację szerzyć i jej bronić. Nikt nikomu nie zarzuci herezji tylko dlatego, że jest niezgodna z ogólnie przyjętą linią. Dowodem jest Talmud, dzieło mędrców, rabinów, wprawdzie nie posiadający statusu pisma natchnionego, ale stanowiący zbiór interpretacji Tory. Coś jak katolicki katechizm, choć nie do końca. Brak dogmatów czyni tę religię bardziej żywą niż chrześcijaństwo. Wprawdzie ortodoksja judaistyczna też istnieje, ale nie ma takiego znaczenia, jak w każdej innej religii, bardziej ogranicza się do obrzędowości.

  A ciekawostka? Zawsze, gdy omawiałem przykazania Dekalogu w odniesieniu do ludzkiej moralności, starannie pomijałem pierwsze trzy (w wersji katolickiej). Trudno je bowiem uznać za uniwersalne, bo mogą się odnosić tylko do wiary i wierzących. Katolicyzm je zresztą zmanipulował tak, że daleko im do pierwowzoru. Nie będę jednak wnikał w szczegóły. Rabin A. J. Heschel zwrócił mi uwagę na dość znamienny fakt wynikający z całego Dekalogu. Nigdzie w nim nie jest napisane, że należy, że trzeba czcić Boga (sic!) Jest: „Jam jest Pan (...)”1; „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”; „Nie uczynisz sobie obrazu...”; „Pamiętaj dzień święty święcić”, ale ani słowa o oddawaniu Mu czci. O tym jest dosłownie mowa tylko w jednym przykazaniu i tylko w stosunku do ojca i matki swojej. Nawiasem mówiąc w katolickiej wersji Dekalogu jest podobnie.

  Pozwolę sobie przytoczyć część trzeciego przykazania z oryginalnej wersji Dekalogu: „Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył [podkreślenie moje]. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia (...)” Przyczyna usunięcia tego fragmentu z Dekalogu katolickiego wydaje się oczywista. Cała kultowość i obrzędowość chrześcijaństwa, ze wskazaniem na katolicyzm, musiałaby zostać poddana strasznym ograniczeniom. Nie znalibyśmy dziś pojęcia katolicyzmu ludowego, musiałby zniknąć tabuny świętych i błogosławionych, świętych obrazów, nikt nie święciłby wozów strażackich i pomników, zakładów przemysłowych ani autostrad. Wiele cudów (jeśli nie wszystkie) przestałoby być cudami, bo według judaizmu, cały świat jest cudem. Według tego samego judaizmu Bóg jest Tajemnicą, której nie należy poznawać przez znaki (cuda?), bo to jest niemożliwe. Tej Tajemnicy nigdy nie da się poznać, ją należy przyjąć, bo gdybyśmy ją poznali, przestałaby być Tajemnicą.

  To ma większy sens niż czczenie obrazów, odbywanie pielgrzymek, szukanie cudów czy zachwyt nad nieśmiertelnością, której tu na ziemi i tak nikt nie pozna. Kulty i dogmaty paradoksalnie odwodzą wiernych od istoty wiary. Jeszcze bardziej szukanie cudów Bożych, bo dla wierzącego cały świat powinien być cudem samym w sobie. To nawet dla mnie, ateisty, jest jakby oczywiste, choć ja tę cudowność nie personifikuję z niematerialnym bytem. Czymże jest ów świat, lub bardziej Kosmos, jeśli nie piękną ale bezduszną i nieczułą formą istnienia? Kosmos nie zna poczucia litości, nie rozróżnia dobra od zła, nie interesuje go przeszłość ani przyszłość. Jest zależnością przyczyny i skutku, ale nie szukaj w niej sensu. To Kosmos jest przyczyną naszej możliwość abstrakcyjnego myślenia, i jak w myśli greckiej, „jest sumą i substancją wszystkiego, co istnieje, nawet bogowie są raczej jego częścią niż przyczyną.”2 To dopiero religia uznała, że Bóg przekracza to, co dane jako rzeczywistość, nie jest ostateczne. Nawet Biblia nie kwestionuje faktu realności wszechświata. Nasza duchowość tej realności podlega, pozwala już rozróżniać dobro od zła, ale z tego wynika prosty fakt, wbrew twierdzeniom religii, że jeśli brak realności istnienia – duchowość jednostki też przestaje istnieć.

  Że trudno się z tym pogodzić? A kto nam powiedział, że będzie łatwo i przyjemnie?

Przypisy:
1 – Wszystkie fragmenty Dekalogu pochodzą z Wikipedią.
2 – za „Bóg szukający człowieka”, A. J. Heschel,