Padł zarzut, że nie stać mnie na obiektywizm wobec chrześcijaństwa, szczególnie zaś jego katolickiej odmiany. Nie mam sobie nic do zarzucenia, niemniej postaram się udowodnić, że podważanie mojego obiektywizmu jest bezzasadne. Akurat trafił mi się świetny artykuł ks. Przemysława Szewczyka o świętym Kościoła katolickiego, mnichu Szarbelu. Życiorys można znaleźć w Wikipedii, od siebie dodam tylko, że nie obfitował w zbyt wiele dramatycznych wydarzeń. Wyróżnia go pustelnicze życie i na potrzeby wspomnianego obiektywizmu nie będę takiego życia oceniał.
Jak pisze ks. Szewczyk „Szarbel stał się chrześcijaninem dużo szybciej niż każdy z nas, nasze „wierzę, chcę, pragnę” w nim było „widzę, kosztuję, posiadam””1. Dodaje też, że „Szarbel niczego nie nauczał, nic nie napisał, nie założył ruchu religijnego czy społecznego, nie przyniósł programu działania, nie ogłosił żadnego manifestu. Dał się poznać światu nie jako maronita, ale jako obywatel nieba”. Trudno mi jednoznacznie określić, dlaczego Kościół uczynił go świętym, więc ograniczę się do znanych faktów. Z kamiennego grobowca zaczęła sączyć się lepka ciecz (cudownie ozdrawiający olejek), a gdy otwarto grobowiec, okazało się, że ciało świętego jest w nienaruszonym stanie po 52 latach od dnia śmierci. Niestety, to sprawdzanie stanu jego zwłok mu nie służyło, gdyż w 1976 roku pozostał już tylko szkielet.
Teraz obiektywne fakty odnośnie tego, jak wygląda kult tego świętego. Za ks. Szewczykiem: „W rodzinnej wiosce mnicha słynącego z heroicznego posłuszeństwa ludzie odmówili posłuszeństwa zaleceniom sanitarnym związanym z epidemią koronawirusa. Dziś wioska jest jednym z centrów epidemii w Libanie”. To właściwie nie dziwi, wszak nawet niektórzy wykształceni ludzie nie wierzą w istnienie pandemii. Jedną z praktyk pielgrzymów przybywających do klasztoru świętego Szarbela jest jedzenie ziemi z jego grobu, zaś najcenniejszy jest olej wypływający z tego miejsca. Aby zachować obiektywizm nie napiszę złego słowa o tych praktykach, ocenę, mam nadzieję obiektywną, zostawiam Czytelnikom. A w Polsce? W Polsce kult świętego ma się dobrze. „NaszDziennik” opisuje wiele cudów tego świętego, wśród nich ten: „Święty Szarbel w 1993 roku zoperował 52-letnią wówczas Libankę, matkę 12 dzieci. Zostawił też przesłanie: Zoperowałem cię, aby ludzie się nawracali, widząc, że zostałaś cudownie uzdrowiona”2. Też dla obiektywizmu nie skomentuję, choć wydaje mi się, że święci nie mają możliwości czynienia cudów, mają możliwość wstawienniczą, czyli prosić o cud Boga, ale to jakby już nie moja sprawa.
Na koniec pozwolę sobie na subiektywną puentę ks.
Szewczyka: „(...) trudno oprzeć się
wrażeniu, że w Kościele w Polsce Szarbel jest przyjmowany, kochany i czczony
jako cudotwórca a nie mnich, jako dawca zdrowia ciała a nie przewodnik do
przebóstwienia duszy, jako bóstwo opiekuńcze naszych doczesnych planów a nie
jako człowiek bardziej zanurzony w wieczność niż doczesność”. Dla zachowania obiektywności też pominę moją opinię na ten temat.
Cóż, niech
będzie jedna, tym razem moja osobista refleksja. Bardzo starałem się
być obiektywny, mimo to przypuszczam, że po lekturze tej notki wierzący, jak
również poplecznicy katolicyzmu uznają jednogłośnie, że obiektywizmu nie ma tu
za grosz. Tylko dlaczego?
Przypisy:
1 - jeśli nie jest zaznaczone inaczej, wszystkie cytaty pochodzą z: https://deon.pl/wiara/duchowosc/co-robimy-z-szarbelem,947281
