Kocham takie wstrząsające tytuły i jeszcze bardziej takie świadectwa. Będzie o dwóch, choć wiem, że znów zostanę posądzony o
próbę ośmieszania wiary katolickiej. Od razu uprzedzę takie insynuacje: to nie
ja ośmieszam, to ta wiara sama się ośmiesza. Ja tylko o tym informuję, oczywiście
na swój specyficzny sposób. Ale tego nie da się skomentować inaczej.
Na początek fragment „Dzienniczka” św. siostry
Faustyny: „Kiedy
weszłam na chwilę do kaplicy, powiedział mi Pan: Córko moja, pomóż mi
zbawić pewnego grzesznika konającego; odmów za niego tę koronkę, której cię
nauczyłem. Kiedy zaczęłam odmawiać tę koronkę, ujrzałam tego konającego w
strasznych mękach i walkach. Bronił go Anioł Stróż, ale był jakby bezsilny wobec wielkości nędzy
tej duszy; całe mnóstwo szatanów czekało na tę duszę. Jednak podczas odmawiania
tej koronki ujrzałam Jezusa w takiej postaci, jak jest namalowany na tym
obrazie. Te promienie, które wyszły z Serca Jezusa ogarnęły chorego, a moce
ciemności uciekły w popłochu. Chory oddał ostatnie tchnienie spokojnie”1
[Dz. 1565]. W tym krótkim tekście same herezje, choć mnie się kojarzą ze
światem fantasy. Jezus, Bóg nad
bogami, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, który wskrzeszał umarłych i
chodził po wodzie, prosi zwykłą zakonnicę o moc, aby mógł odpędzić moce ciemności (sic!) No przecież bez wsparcia modlitewnego tej siostruni nie dałby
rady. Nawet z Aniołem Stróżem do spółki...
Nie będę taki, ja tej Faustynie
wybaczam, wszak cierpiała na jakieś zaburzenia psychiczne. Niemniej czytałem wczoraj
na podobno poważnym portalu katolickim, że ruszyła akcja „Adoptuj konającego”. Normalnie
mnie zatkało. To bardzo łatwe. Wystarczy do zakonu siostrzyczek Zgromadzenia
Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie wysłać sms z dowolnym imieniem umierającego
z powodu zarazy, a one tę koronkę odmówią. Wtedy Jezus konającego uwolni od mocy ciemności i..., i pozwoli mu oddać
ostatnie tchnienie. On czeka tylko na sygnał, by przystąpić do akcji
ratowania grzesznej duszy, oczywiście tylko takiej duszy, za którą ktoś odmówił
koronkę, autorstwa siostruni Faustyny. Myślałem, że śnię, ale to się dzieje naprawdę...
Jeszcze bardzie wstrząsające świadectwo dał
podobno pewien włoski lekarz, który od dłuższego czasu nie wychodzi w ogóle ze
szpitala w zawiązku z koronawirusem. Chyba niepotrzebnie dali mu dzień wolnego,
powinni dać dwa. Jeden by przyszedł do siebie, odpoczął, a w drugim by się
odrobinę zastanowił, aby nie pleść, co ślina na język przyniesie. Tymczasem zamiast
się położyć i zregenerować siły, od razu usiadł przy laptopie, by przez
Facebook oznajmić światu, że on i jego koledzy zrywają z ateizmem (sic!) Przypuszczam, że ja też po
siedmiodniowym dyżurze non-stop mógłby wygadywać podobne, albo i jeszcze większe głupoty. Tym bardziej, że lekarz wyjaśnia dalej: „Codziennie szukamy pokoju, prosząc Pana, by pomógł nam się na Nim
oprzeć, byśmy mogli opiekować się chorymi”2. To zdanie dowodzi,
że był już krańcowo wyczerpany, i fizycznie, i psychicznie. Jeszcze, gdyby
pisał o pokoju światowym, takim między narodami, ale on prosi Pana o
pomieszczenie, gdzie mógłby się na Nim oprzeć. Jego wcześniejszy ateizm budzi
moje poważne wątpliwości. Prawdziwy ateista szukałby w takich chwilach piersi młodej lekarki, w
najgorszym razie pielęgniarki, co bez wątpienia dodałoby mu energii do dalszej
pracy. Można, nomen omen, bosko
odpocząć na tych piersiach, nawet jeśli tylko przez chwilę. Ok, odrobinę
przesadziłem, ale tylko odrobinę. Jeszcze lepiej odpoczywałoby się na łonie
tych lekarek.
Tych nawróconych ateistów podobno do
wiary przekonał widok kapłana, hospitalizowanego z powodu koronawirusa, który
choć sam umierający, pomagał innym konającym oddać ostatnie tchnienie. Mam lekko mieszane odczucia, gdyż z jednej
strony rozumiem tego księdza – takie ma powołanie – a pewnie konający czeka na
jakieś pocieszenie. Wszystko gra do momentu stuprocentowej kompatybilności księdza
i umierającego. Ale jeśli tego brak? Już o tym kiedyś pisałem, więc tym razem
sobie daruję.
Jeszcze tylko jeden krótki cytat z tego
lekarza, już nie ateisty: „Nigdy
w najmroczniejszych koszmarach nie wyobrażałem sobie, że mogę
zobaczyć i doświadczyć tego, co dzieje się tutaj w naszym
szpitalu od trzech tygodni. Koszmar płynie (...)”3. Widać z
tych słów, że facet młody i niedoświadczony. Nie takie kataklizmy spadały na
ludzkość i nie na takie cierpienia lekarze musieli patrzeć. Ledwie kilka dni
temu oglądałem film, gdzie była scena ze szpitala w czasie nalotu na Pearl
Harbour, tak realistyczna, że cała reszta fabuły przestała się liczyć. Mnie w
takich momentach zawsze nachodzi pytanie: gdzie jest ten Bóg? Czyżby czekał na
koronkę od św. Faustyny?
Przypisy:
1 - https://deon.pl/kosciol/ruszyla-inicjatywa-adoptuj-konajacego-mozesz-pomodlic-sie-za-umierajacych-na-koronawirusa,809340
2 - https://www.pch24.pl/niezwykle-swiadectwo-lekarza-z-lombardii--ciesze-sie--ze-powrocilem-do-boga,74814,i.html
3 - ibidem
1 - https://deon.pl/kosciol/ruszyla-inicjatywa-adoptuj-konajacego-mozesz-pomodlic-sie-za-umierajacych-na-koronawirusa,809340
2 - https://www.pch24.pl/niezwykle-swiadectwo-lekarza-z-lombardii--ciesze-sie--ze-powrocilem-do-boga,74814,i.html
3 - ibidem