No i mają katolicy, szczególnie w
Polsce, problem z papieżem Franciszkiem. Wiem, pilnie czytam różne artykuły na
ten temat. Jeden z nich jest o komunii święta dla będących w zawiązkach
porozwodowych. Nie mój problem, nigdy po rozwodzie nie miałem nawet ochoty
przystępować do tego sakramentu, ale sam temat jest w gruncie rzeczy bardzo
ciekawy.
Właśnie trwa akcja zbierania podpisów
pod listem do papieża, przeciw możliwości udzielania tej komunii. Autorzy
uważają, że to zbyt daleko posunięta liberalizacja dogmatów wiary, a znając
Kościół niemal od podszewki, śmiem twierdzić, że jest w tym coś na rzeczy.
Kościół nie przywykł do tak radykalnych zmian w tak krótkim czasie. Już
wyjaśniam. Jest propozycja, aby wybranym grzesznikom, żyjącym w związku
porozwodowym, po dokładnym przeanalizowaniu sprawy, jednak tej komunii
świętej udzielić. Chodzi tu przede wszystkim o takich, którzy w drugim
małżeństwie mają dzieci, którym rodzice powinni dawać przykład religijnego
życia. Teoretycznie sprawa jest przegrana. Współżycie w drugim związku małżeńskim
(już i tak niesakramentalnym) jest cudzołóstwem. Z drugiej strony, pewne kręgi
uznają, że Bóg jest na tyle miłosierny, że może grzesznikom ten grzech darować,
jeśli wyrazi skruchę. I też jest w tym trochę racji, gdyż podobno On daruje
nawet mordercom, jeśli tą skruchą emanują. Biskupi
argentyńscy, to oni są za liberalizacją, wychodzą z założenia, że wobec „grzeszników”
trzeba okazywać współczucie i miłosierdzie, a tych, którzy są przeciwni temu
rozwiązaniu, nazywają wręcz psami ogrodnika, bo ich temat nie dotyczy, a
zabraniają czegoś dobrego innym. Polscy katolicy (nie wiem czy wszyscy, jak na razie
daleko do tysiąca podpisów) są jednak odmiennego zdania i stanowczo takiemu
rozwiązaniu się przeciwstawiają. Mają ku temu kilka ważnych argumentów. Zajmijmy
się kilkoma.
Podobno
rozluźnienie rygorów skutkuje wzrostem pewnych (złych) zachowań, natomiast
większy rygoryzm ma służyć zmniejszaniu tych zjawisk. Ta teza trochę mnie
zdumiewa, szczególnie w kontekście rozwodów i zawierania związków
niesakramentalnych. Bo liczby są nieubłagane. Rozwodów i związków
porozwodowych w Polsce stale przybywa. Przeciętnie jedna z trzech par po
ślubie sakramentalnym i tak się rozwodzi, a związki niesakramentalne stanowią
blisko połowę wszystkich małżeństw. Tego trendu nie zmieni
kategoryczny zakaz udzielania komunii św. dla par porozwodowych, przecież on
obecnie istnieje. Natomiast kompletnie nie rozumiem zarzutu, że komunia św.
udzielana tym parom pozbawiałoby jakichkolwiek praw związki sakramentalne, to tak jak straszenie, że związki partnerskie zagrażają instytucji małżeństwa. Posłużę
się cytatem, gdyż jest ciekawy: „Odmowa udzielania Komunii Świętej czy nakaz życia w czystości po rozwodzie
mają również funkcję odstraszającą [podkreślenie moje]. W momencie kryzysu w małżeństwie ludzie
wiedzą, że opuszczenie rodziny nie pomoże, tylko pogorszy sytuację. Daje to
motywację do pokonania trudności. W ten sposób Kościół uratował miliony rodzin
przed rozpadem”. Po pierwsze,
kojarzy mi się to z młotem na czarownice, po drugie, ktoś tu fantazjuje z tym
ratowaniem milionów małżeństw. Dlaczego młot na czarownice? Wydawało mi się do
tej pory, że małżeństwo w rozumieniu religii to świętość i moiłość. Okazuje się, że tę
świętość osiąga się metodami (funkcjami) odstraszającymi. (sic!) A gdy piszę, że religie opierają się na strachu i groźbach, nikt mi
wierzyć nie chce, co mnie już dawno nie dziwi, bom przecież ateista.
Jeszcze jedna ciekawa teza: „Usprawiedliwienie i utwierdzenie w
niewierności uzyskuje jeden z małżonków, drugi jest nadal związany przysięgą
małżeńską. Sytuacja drugiego małżonka robi się dramatyczna, gdyż Kościół
właśnie pogrzebał ostatnie nadzieje na naprawę małżeństwa i taka osoba jest
dożywotnio związana przysięgą wierności wobec kogoś, kto od Kościoła usłyszał,
że nie musi być mu wiernym i może go „legalnie” zdradzać oraz że rzekomo Pan
Bóg tak chce. Taki Bóg jest nie do obronienia w ludzkim sercu i musi być
odrzucony”. I znów czegoś nie rozumiem. Małżonkowie się rozeszli, jedno z
nich wzięło ślub cywilny – na co może mieć nadzieję drugie? Na „naprawę
małżeństwa”? Kogoś znów poniosła fantazja. Czy tej osobie w nowym związku, z
nowymi dziećmi, zostanie udzielony sakrament komunii św., czy nie, drugiemu małżonkowi
nie grozi żadna naprawa i o tym jestem, nomen
omen, święcie przekonany. Zapytam też przekornie, czy taki Bóg, który nie
godzi się na zerwanie przysięgi małżeńskiej, w sytuacji kiedy nie ma szans nawet
na normalne, wspólne życie (alkoholizm ze skrajną biedą, sadyzm, awantury), jest
na pewno do obronienia? Czytam dalej: „Osoba
porzucona nie ma [raczej nie będzie miała – dopisek mój] żadnej możliwości
obrony, apelacji, a biskupi nie mają nad tym procesem żadnej kontroli”. I
znów rodzi się pytanie – a jakie teraz ta osoba ma możliwości? Pójdzie do
biskupa na skargę, a ten „ojcowskim pouczeniem” zmusi niewiernego/-ną do
powrotu na łono sakramentalnego związku?
Jest jednak w tej liberalnej interpretacji Amoris laetitia pewien szkopuł z pozoru niedostrzegalny. Adhortacja
nie znosi sakramentu małżeństwa, nie ma w niej nic z instytucji rozwodu
kościelnego. Zezwolenie na przystąpienie do sakramentu komunii św. jest poprzedzone
spowiedzią i błogosławieństwem. Innymi słowy, osoba rozwiedziona w związku
porozwodowym może być przez to dopuszczenie traktowana jako usankcjonowana bigamista/-ka.
Oczywiście tylko w sensie moralności katolickiej, bo prawnie o żadnej bigamii
nie ma mowy. Tym sakramentem komunii św. sankcjonuje się nowy związek, tym
samym oba związki są jakby moralnie i religijnie uświęcone, choć w różny
sposób. Tu już świadomie ucieknę od próby odpowiedzi na pytanie: co zrobić z
tym fantem? Prozaicznie stwierdzam – nie moja bajka, nie ja nawarzyłem
tego piwa. Mogę jedynie parafilozoficznie stwierdzić – życie doczesne uciekło
Kościołowi daleko do przodu. Tego nie da się załatwić jakimiś wyjątkami, bo przypomina to łatanie starych spodni pstrokatymi łatami.
Już tak zupełnie na marginesie, choć i wciąż w temacie.
Jest wiele przysięg, od których jakieś organa są w stanie zwolnić. Weźmy
takiego prokuratora St. Piotrowicza. Kiedyś ślubował komunie, a dziś? I nikt nie
widzi w tym problemu, ba, dla wielu jest wzorem cnót obywatelskich. A ilu mamy konwertytów z innych religii na katolicyzm i odwrotnie? Nikt za to nie grozi wiecznym potępieniem.
PS. Całość oparta na artykule: http://www.pch24.pl/czy-kosciol-ma-blogoslawic-bigamie-,58565,i.html
Również cytaty pochodzą z tego artykułu.