Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Lewandowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Lewandowski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

Erystyka głupiego ateisty


  Wyjaśnię – erystyka to sposób doprowadzenia sporu do korzystnego dla siebie rozwiązania, bez względu na prawdę materialną. Można powiedzieć, że opanowałem tę sztukę doskonale, choć akurat uważam, że nie w dziedzinie dowodów materialnych, a polemiki ideologicznej. Ja się nie chwalę, ja po prostu mam talent...

  Poszło o drobiazg. Ci głupi ateiści wymyślili twierdzenie. że nie da się udowodnić nieistnienia czegoś, co nie istnieje. Twierdzenie, które zwalnia ich z obowiązku udowodnienia, że Boga nie ma. Prostota tego argumentu jest tak porażająca, że niektórych przeciwników ateizmu doprowadza czasami do białej gorączki. Właśnie czytam anons o dwóch książkach Jana Lewandowskiego (do tej pory mi nieznanego) o dziwnych tytułach: „Przeciw ateistom. 52 odpowiedzi na najczęstsze zarzuty ateistów i antyklerykałów” oraz „Błędy ateistów. 6o najczęstszych pomyłek logicznych”. Bez wątpienia kupię, już chociażby z powodu wstępu samego autora „W niniejszej pracy podejmuję więc rękawicę rzuconą wierzącym przez wszelkiej maści wojujących ateistów, racjonalistów, humanistów i wolnomyślicieli”.

  Wróćmy do owego dowodzenia nieistnienia. Lewandowski opisuje to tak: „(...) naukowcy dowodzą na przykład nieistnienia zarazków w wodzie, albo nieistnienia możliwości zawalenia się mostu. Zaś ateiści jednak idą często na łatwiznę”. Szczęka mi opadała...  Otóż, jeśli przeszukać wszechświat tak jak naukowcy szukają w wodzie zarazków, to ewidentnie Boga się nie znajdzie, już przez samo założenie, że On jest niematerialny. Zarazki owszem. Natomiast sprawa mostu jest jeszcze bardziej oczywista. Naukowe obliczenia dowodzą przy jakich parametrach most się nie zawali. Ponad te bezpieczne parametry jest potrzebna interwencja niebios i jak do tej pory jeszcze jej nie zaobserwowano. Ząb czasu i nadmierne przeciążenia powodują niechybnie katastrofę.

  To nie koniec. Aby się przekonać, że w jakimś pomieszczeniu nie ma dymu wystarczy zainstalować odpowiedni czujnik. Genialne! W jakimś amerykańskim filmie, chyba „Ghost Busters”, takie czujniki stosowano do wykrywania duchów. Ja bym je od tych filmowców wypożyczył i zainstalował w dużych ilościach w kilku kościołach. Wiecie co pokażą? Tak, tak, pokażą, że Boga nie ma... Jest jeszcze taki sposób jak rzut monetą. Ja nie żartuję. I nie chodzi tu o to jaka strona monety wypadnie. Jeśli orzeł, na pewno z drugiej strony jest reszka – to tak zwany problem symetryczny – lustrzane odbicie antytezy. Co to znaczy, nie podejmuje się wyjaśnić, nie mam zielonego pojęcia, jestem tylko głupim ateistą. Jedno jest pewne, każda moneta ma rewers i awers, bez względu na to ile razy będę nią rzucał. Kolejnym argumentem ma być prawo logiki, a logiką ateiści się posługują. Chodzi o zasadę niesprzeczności, czyli coś nie może być jednocześnie prawdą i fałszem. Skoro logika to udowadnia, może zatem udowodnić, że coś nie istnieje. Dla zobrazowania Lewandowski podaje przykład z jednorożcem. Jeśli jednorożec istniał, powinien istnieć zapis kopalny. Skoro nie ma zapisów kopalnych, jednorożce nie istniały. Udowodniliśmy nieistnie jednorożców. Szach mat ateiści, można? Można! Ok, idźmy tym samym tropem. Skoro Bóg istnieje (pominę już zapisy kopalne) powinniśmy Jego ślady znaleźć na ziemi. Takich ewidentnie prawdziwych śladów nie ma. Zatem Bóg, jak ten jednorożec, nie istnieje! Czy o to na pewno Lewandowskiemu chodziło?

  Najzabawniejszy wydaje mi się przykład ze słynnym już latającym czajniczkiem (pierwowzór Latającego Potwora Spaghetti). Posłużę się atrakcyjnym cytatem: „Bertrand Russell twierdził bowiem, że skoro teista żąda od ateisty udowodnienia nieistnienia Boga, to ateista może też żądać od teisty udowodnienia nieistnienia takich abstrakcyjnych bytów jak czajniczek latający wokół orbity okołoziemskiej, albo krasnoludków [dla mnie bomba z tymi krasnoludkami]. Jest to jednak erystyka. Nie potrzebujemy dowodu na ich nieistnienie gdyż po prostu wiemy, że one nie istnieją” (sic!) Proste jak amen w pacierzu. Teista nie musi udowadniać istnienia krasnoludków bo to erystyka, za to ateista konieczne powinien udowodnić nieistnienia Boga, bo to już erystyką nie jest. Dalej jest już gorzej, gdyż Lewandowski wręcz obraża wierzących podając przykład małpy. Niewiarygodne, ale on przyrównuje poszukiwanie istnienia Boga do poszukiwania nieistniejącego, a przynajmniej nieznanego gatunku małpy w dżungli. Ok, załóżmy, że owo porównanie jest przypadkowe, bo ja na jego miejscu wybrałbym jakiś nieznany gatunek pięknego motyla (jeszcze trudniej znaleźć, a prawdopodobieństwo istnienia większe niż przy małpie). Ja z ręką na sercu przyrzekam, że jeśli Lewandowski znajdzie w tej dżungli Boga, to ja w tego Boga uwierzę. Właściwie już byłem bliski uwierzyć, bo nie dalej jak wczoraj znalazłem informację, że w dżungli amazońskiej znaleziono szkielety stu kilkunastu dzieci, które złożono w ofierze bogu. Tylko pewnie nie o tego boga Lewandowskiemu chodzi...

  Już te kilka przykładów sprawiają, że nie mogę doczekać się lektury obu książek, gdzie takich argumentów jest w sumie ponad sto. Zapewniam, że tymi najciekawszymi się podzielę, nawet gdyby się miały okazać dla mnie druzgocące.



PS. Wprowadziłem pewne ograniczenia dla komentujących (anonimowych). Nie znam skutków tego ograniczenia. Gdyby ktoś miał problemy z wstawieniem komentarza, proszę o informację na moim profilu. Za utrudnienia przepraszam.