Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Wolak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Wolak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 czerwca 2019

Nowy Testament jak Koran, a może na odwrót?


  Od razu przyznam się bez bicia – nie znam Koranu, ba! nie mm zamiaru wnikać w jego treść, tak jak kiedyś w Biblię. To, co wiem o Koranie pochodzi z licznych opinii znajdywanych w necie, a wśród nich nawet takie, że ta Księga to „Mein Kampf” islamu. Nawet jeśli odrzucić skrajności, bo znalazłem też opinię, że Koran to Księga miłości, ogólnie rzecz ujmując, odbiór jest negatywny. Da się to ująć w jednym zdaniu: Koran mówi, że trzeba mordować niewiernych. Dostateczny powód, aby się bać i nienawidzić islamistów.

  Ci, którzy tworzą taką opinię o Koranie, jednocześnie wychwalają Nowy Testament, jako kwintesencję Bożej Miłości ucieleśnionej w Bożym Miłosierdziu. Gdybym stwierdził, że to nie do końca jest prawda, uznano by mnie za bluźniercę, tego, co to obraża uczucia religijne katolików, więc tak na wszelki wypadek, unikam skrajnie negatywnych opinii o tej części Pisma Świętego. Okazuje się, że... niepotrzebnie. Oto, niekwestionowany lider skrajnie ortodoksyjnego, świeckiego nurtu katolicyzmu, redaktor naczelny portalu Pch24.pl, niejaki Jerzy Wolak, w artykule „Po co Kościołowi Duch Święty”1, udowadnia ponad wszelką wątpliwość, że Nowy Testament to taki zawoalowany Koran. A ja miałem do tej pory obiekcje...

  Już wstęp bulwersuje: „Jezus Chrystus założył Kościół Walczący, którego zadaniem jest podbić Królestwo Niebieskie i zesłał Parakleta, aby ten Kościoła bronił i wspierał w nieustannej ofensywie przeciwko siłom tego świata2. Nie wiem jak komu, mnie słowo ofensywa, nawet jeśli wsparte słowem „obrona” bardzo źle się kojarzy, nawet jeśli jak mówi NT „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” [Mk 16, 15]. W tych słowach jeszcze nie ma groźby czegoś złego, ale Jerzy Wolak podpiera je słowami „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” [Hi 7, 1], i teraz  zaczyna już być groźnie. Jeśli jeszcze tu można mieć wątpliwości, to fragment: „Sam Założyciel Kościoła obiecał mu nieustanne zmaganie.Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię” – upomina wszystkich zbaczających na irenistyczno-pacyfistyczne manowce – albowiem „nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” [Mt 10, 34]. (...) „Przyszedłem poróżnić…” – mówi dalej Jezus – a to znaczy, że się nie obejdzie bez konfrontacji. Również tej grożącej śmiertelnym niebezpieczeństwem – wszak „kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” [Mt 10, 39]. W jakich zaś okolicznościach łatwiej stracić życie niż w walce?”, rozwiewa wszelkie wątpliwości. Jezus założył nową religię po to, aby gwałtem przymuszać do przyjęcia tej religii jako jedynie „prawdziwą”.

  Koran mówi: „I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili. Prześladowanie jest gorsze niż zabicie” [rozdz.2 w. 191] czy: „A kiedy miną święte miesiące, wtedy zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki!” [sura 9, w. 5]. Zapytam: czym się to różni od interpretacji fragmentów NT Wolaka? A co myśleć o słowach: „Apostołowie się już nie boją! Ani Żydów, ani Rzymian, ani nikogo. Odważnie wychodzą z kruchty i wkraczają w przestrzeń publiczną. Ci jeszcze wczoraj zatrwożeni i wylękli prostaczkowie z Galilei, zamknięci ze strachu na cztery spusty, dziś stają śmiało wobec możnych tego świata, by ich prosto w twarz napominać, iż trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”? Wolak uważa, że Kościół musi być walczący, bo tylko taki Kościół zdolny jest do ekspansji, wpisanej w podstawowy cel Jego misji. I tej ekspansji, niezależnie od tego, czy z mieczem i ogniem, czy tylko podpartej sankcjami prawnymi, bo Prawo Boże ma być ponad prawem stanowionym, należy się obawiać najbardziej. Nie przekonuje mnie twierdzenie, ze religia katolicka jest przejawem dobroci, miłości, piękna, cnotliwości, pokoju, Prawdy i rzekomej wolności. Skoro jest wymuszana (na różne sposoby), nic to wspólnego z wolnością nie ma. Skoro nie ma wolności, pozostałe argumenty jakimi podpiera się katolicyzm, stają się po prostu fałszywą papką nic nie znaczących frazesów.

  Jerzy Wolak ma pretensje do Biblii Tysiąclecia, że tłumaczy Paraklet (Duch Święty) na „pocieszyciel”. Według niego bardziej adekwatnym tłumaczeniem jest określenie Ducha, który wrogów położy jako podnóżek pod stopy Pana. Cóż, nikt chyba nie podsunął mi lepszych argumentów na to, że Nowy Testament to nie tylko pierwowzór Koranu. Ironicznie: można wręcz rzec, że jest niedoścignionym wzorem dla świętej Księgi islamu.



Przypisy:
1 - https://www.pch24.pl/jerzy-wolak--po-co-kosciolowi-duch-swiety-,52034,i.html
2 - wszystkie cytaty z wyjątkiem wersów z Koranu, pochodzą z tego artykułu


czwartek, 23 listopada 2017

Agenci Lucyfera



  Miłośnicy muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, nie wspominając tej heavy-metalowej, mam dla Was złe wieści, gorzej, straszne wieści! Otóż udowodniono już wcześniej, że niewiara w diabła jest najlepszym dowodem na jego istnienie, bo on chce, żeby w niego nie wierzyć. Taka z niego zmyślna bestia. Wymyślić taki majstersztyk logiczny to sztuka godna samego mistrza Lucyfera. Ale jak to się ma do tej muzyki? Już wyjaśniam, no nie do końca ja, ja to wyjaśnienie tylko powielam na swoim blogu.

  Niejaki Jerzy Wolak, gorliwy katolik, który już gościł na moim blogu, tym razem postanowił nam wyjaśnić, jak zgubna jest dla nas, miłośników i słuchaczy, muzyka z gatunku rozrywkowej. Ale uprzedzam, będzie mocno i strasznie. Zaczyna się tak: „Każdy, kto choćby powierzchownie „liznął” temat tak zwanej muzyki rozrywkowej, dostrzeże w całej historii tej dziedziny sztuki rozliczne akcenty piekielne, nawiązania do mrocznych kultów i pogańskich rytuałów, predylekcję do okultystycznych symboli czy ezoterycznej „wiedzy”, słowem: diabeł i ciemne sprawki jego do wyboru, do koloru (choć kolory w zasadzie dominują dwa: czerń i czerwień)”. Samo określnie „muzyka rozrywkowa” pachnie diabłem, bo przecież wywodzi się w znacznej mierze „z pogranicza murzyńskiego folkloru” (sic!) To również sfera estetyki, „wtórna do założeń filozoficznych, które wyraźnie cuchną siarką”. Ta muzyka bowiem wyrasta z ludowej tradycji czarnych niewolników, i tu już nie mogę się powstrzymać od drobnego wtrętu – katolik neguje tradycję! Ale ok, wiadomo, punkt widzenia tradycji zależy od punku siedzenia, więc nie każda tradycja musi być w porządku. Tylko nie bardzo rozumiem, dlaczego J. Wolak przyczepił się do tych czarnych niewolników. Po części tłumaczy to fakt, że większość z nich była wyznania protestanckiego, co nie tyle wynikało z ich potrzeby na taką religię, ile z woli ich panów. Tak jak dziecko nie ma wpływu na to, jakiego wyznania są jego rodzice, tak owi murzyni sami nie mogli decydować o wyborze religii.

  Ja bym temu J. Wolakowi darował, ale on najbardziej przyczepił się do mojego ulubionego bluesa i to w sposób bardziej niż haniebny. Ci „pomarszczeni Afroamerykanie” oparli swoją muzykę na najbardziej diabolicznym instrumencie jaki podsunął człowiekowi diabeł – bęben. (sic!)  Owóż ten bęben za „podstawowe zadanie ma wprowadzić słuchacza w trans. A trans to jeden z odmiennych stanów świadomości. A to już domena demona”. Przyznam, że w tym miejscu lektury tekstu, musiałem włączyć sobie bluesy Muddy Watersa. On nie był pomarszczony, bo miał zbyt pulchną buzię. Włączyłem bo: „wzbudzony rytmicznym łoskotem trans ułatwia transfer wszelkich treści do odrętwiałego serca, ogłupionego mózgu i uśpionej świadomości”. Inaczej tekstu do końca bym nie strawił. A dalej jest równie inspirująco: „Książę Ciemności ma bezpośredni dostęp do duszy każdego człowieka i od nas samych wyłącznie zależy, czy pozwolimy, by Master of Puppets uczynił z nas swoje marionetki. (...) wspomniane powyżej gremia bezsprzecznie istnieją – diabeł bowiem jako wytrawny totalitarysta nie może się przecież oprzeć żądzy szeregowania swoich wyznawców, karcerowania swych ofiar”. Ok, ok, jestem owładnięty tym diabłem, więc pozostawmy tę muzykę pomarszczonych murzynów, którą i tak nie każdy lubi.

  I teraz najważniejsze. Diabeł jest świadom, że są różne upodobania, więc zaczął mieszać również w muzyce łatwiejszej i bielszej (w sensie skóry wykonawców), w dodatku bez zmarszczek. „Kiedy zatem rozpoczął się szatański marsz przez muzykę? W połowie XX stulecia, gdy Lucyfer wyczerpał możliwości trzech swych najwierniejszych żołnierzy: Włodzimierza Iljicza, Adolfa i Józefa Wissarionowicza, a Zachód wciąż trzymał się chrześcijańskiego dziedzictwa przodków. Wtedy sięgnął po piątą kolumnę” (sic!) Kim jest ta piąta kolumna? Jej początkiem byli tacy agenci Lucyfera jak: The Beatles, Elvis Presley, Scott McKenzie, The Eagles, Bob Dylan oraz już bardziej jawni jak: The Rolling, King Crimson, Ozzy Osbourne. Jeśli któryś z tych wykonawców ci się podobał, wiedz, że coś się dzieje..., opętał cię diabeł. Jeszcze dwa cytaty: „Plan Belzebuba jest prosty. (...) Muzyka młodzieżowa od samego swego zarania stanowi wyraz buntu nowego przeciw tradycyjnemu, młodych przeciw starszym. Więcej, jest tego buntu zarzewiem, narzędziem i owocem. A gdzie bunt choćby najsłabiej się tli, tam się demona spodziewajcie”, nic innego, następne pokolenia buntowników muzycznych, to też dzieło Szatana. Na koniec ostateczna diagnoza: „Książę Ciemności odpowiada za stworzenie nowej kategorii socjologicznej – młodzieży, rozumianej jako grupa całkowicie odrębna od pokolenia rodziców, oddzielona odeń barierą kulturową, nieczerpiąca z jego doświadczenia, a wręcz przeciwnie – przekonana o własnej wyższości nad „wapniakami”, pełna pretensji i roszczeń. Gwałtownie domagająca się wyzwolenia z „ucisku” rodziny, Kościoła, cywilizacji. Odpowiednio przygotowana do zbliżenia z Kozłem.”

  Z oczywistych względów musiałem pominąć wiele innych ciekawych kwestii nawiedzonego katolika, Jerzego Wolaka. Szczerze polecam lekturę w całości. Choć ja przez cały czas ryczałem ze śmiechu, naszła mnie jednak na koniec bardzo smutna refleksja. Gdyby ten gość pisał takie teksty na swoim blogu, pewnie bym się tylko uśmiechnął. Ale on je publikuje na dość poczytnym i żywotnym portalu katolickim! Ośmiesza ten Kościół w sposób skandaliczny i bardziej skuteczny, niż by to robiło dziesięciu Dawkinsów. Jeśli się promuje takie głupoty, to mnie nie dziwi postępująca sekularyzacja. Kto z rozsądnych wierzących zechce się identyfikować z takimi oszołomami, namaszczonymi przez Kościół?