Miłośnicy muzyki lekkiej, łatwej i
przyjemnej, nie wspominając tej heavy-metalowej, mam dla Was złe wieści,
gorzej, straszne wieści! Otóż udowodniono już wcześniej, że niewiara w diabła jest
najlepszym dowodem na jego istnienie, bo on chce, żeby w niego nie wierzyć. Taka
z niego zmyślna bestia. Wymyślić taki majstersztyk logiczny to sztuka godna samego
mistrza Lucyfera. Ale jak to się ma do tej muzyki? Już wyjaśniam, no nie do
końca ja, ja to wyjaśnienie tylko powielam na swoim blogu.
Niejaki Jerzy Wolak, gorliwy katolik, który
już gościł na moim blogu, tym razem postanowił nam wyjaśnić, jak zgubna jest
dla nas, miłośników i słuchaczy, muzyka z gatunku rozrywkowej. Ale uprzedzam,
będzie mocno i strasznie. Zaczyna się tak: „Każdy,
kto choćby powierzchownie „liznął” temat tak zwanej muzyki rozrywkowej,
dostrzeże w całej historii tej dziedziny sztuki rozliczne akcenty
piekielne, nawiązania do mrocznych kultów i pogańskich rytuałów,
predylekcję do okultystycznych symboli czy ezoterycznej „wiedzy”, słowem:
diabeł i ciemne sprawki jego do wyboru, do koloru (choć kolory
w zasadzie dominują dwa: czerń i czerwień)”. Samo określnie „muzyka
rozrywkowa” pachnie diabłem, bo przecież wywodzi się w znacznej mierze „z pogranicza murzyńskiego folkloru” (sic!) To również sfera estetyki, „wtórna do założeń filozoficznych, które
wyraźnie cuchną siarką”. Ta muzyka bowiem wyrasta z ludowej tradycji
czarnych niewolników, i tu już nie mogę się powstrzymać od drobnego wtrętu –
katolik neguje tradycję! Ale ok, wiadomo, punkt widzenia tradycji zależy od
punku siedzenia, więc nie każda tradycja musi być w porządku. Tylko nie bardzo
rozumiem, dlaczego J. Wolak przyczepił się do tych czarnych niewolników. Po
części tłumaczy to fakt, że większość z nich była wyznania protestanckiego, co
nie tyle wynikało z ich potrzeby na taką religię, ile z woli ich panów. Tak jak
dziecko nie ma wpływu na to, jakiego wyznania są jego rodzice, tak owi murzyni
sami nie mogli decydować o wyborze religii.
Ja bym temu J. Wolakowi darował, ale on najbardziej
przyczepił się do mojego ulubionego bluesa i to w sposób bardziej niż haniebny.
Ci „pomarszczeni Afroamerykanie” oparli
swoją muzykę na najbardziej diabolicznym instrumencie jaki podsunął człowiekowi
diabeł – bęben. (sic!) Owóż ten bęben za „podstawowe zadanie ma wprowadzić słuchacza w trans. A trans to
jeden z odmiennych stanów świadomości. A to już domena demona”.
Przyznam, że w tym miejscu lektury tekstu, musiałem włączyć sobie bluesy Muddy
Watersa. On nie był pomarszczony, bo miał zbyt pulchną buzię. Włączyłem bo: „wzbudzony rytmicznym łoskotem trans ułatwia
transfer wszelkich treści do odrętwiałego serca, ogłupionego mózgu
i uśpionej świadomości”. Inaczej tekstu do końca bym nie strawił. A
dalej jest równie inspirująco: „Książę
Ciemności ma bezpośredni dostęp do duszy każdego człowieka i od nas samych
wyłącznie zależy, czy pozwolimy, by Master of Puppets uczynił z nas swoje
marionetki. (...) wspomniane powyżej gremia bezsprzecznie istnieją – diabeł
bowiem jako wytrawny totalitarysta nie może się przecież oprzeć żądzy
szeregowania swoich wyznawców, karcerowania swych ofiar”. Ok, ok, jestem
owładnięty tym diabłem, więc pozostawmy tę muzykę pomarszczonych murzynów,
którą i tak nie każdy lubi.
I teraz najważniejsze. Diabeł jest świadom, że są różne
upodobania, więc zaczął mieszać również w muzyce łatwiejszej i bielszej (w
sensie skóry wykonawców), w dodatku bez zmarszczek. „Kiedy zatem rozpoczął się szatański marsz przez muzykę? W połowie
XX stulecia, gdy Lucyfer wyczerpał możliwości trzech swych najwierniejszych
żołnierzy: Włodzimierza Iljicza, Adolfa i Józefa Wissarionowicza,
a Zachód wciąż trzymał się chrześcijańskiego dziedzictwa przodków. Wtedy
sięgnął po piątą kolumnę” (sic!)
Kim jest ta piąta kolumna? Jej początkiem byli tacy agenci Lucyfera jak: The
Beatles, Elvis Presley, Scott McKenzie, The Eagles, Bob Dylan oraz już bardziej
jawni jak: The Rolling, King Crimson, Ozzy Osbourne. Jeśli któryś z tych
wykonawców ci się podobał, wiedz, że coś się dzieje..., opętał cię diabeł.
Jeszcze dwa cytaty: „Plan Belzebuba jest
prosty. (...) Muzyka młodzieżowa od samego swego zarania stanowi wyraz buntu
nowego przeciw tradycyjnemu, młodych przeciw starszym. Więcej, jest tego buntu
zarzewiem, narzędziem i owocem. A gdzie bunt choćby najsłabiej się
tli, tam się demona spodziewajcie”, nic innego, następne pokolenia buntowników
muzycznych, to też dzieło Szatana. Na koniec ostateczna diagnoza: „Książę Ciemności odpowiada za stworzenie
nowej kategorii socjologicznej – młodzieży, rozumianej jako grupa całkowicie
odrębna od pokolenia rodziców, oddzielona odeń barierą kulturową, nieczerpiąca
z jego doświadczenia, a wręcz przeciwnie – przekonana o własnej
wyższości nad „wapniakami”, pełna pretensji i roszczeń. Gwałtownie
domagająca się wyzwolenia z „ucisku” rodziny, Kościoła, cywilizacji.
Odpowiednio przygotowana do zbliżenia z Kozłem.”
Z
oczywistych względów musiałem pominąć wiele innych ciekawych kwestii
nawiedzonego katolika, Jerzego Wolaka. Szczerze polecam lekturę w całości. Choć
ja przez cały czas ryczałem ze śmiechu, naszła mnie jednak na koniec bardzo
smutna refleksja. Gdyby ten gość pisał takie teksty na swoim blogu, pewnie bym
się tylko uśmiechnął. Ale on je publikuje na dość poczytnym i żywotnym portalu
katolickim! Ośmiesza ten Kościół w sposób skandaliczny i bardziej skuteczny,
niż by to robiło dziesięciu Dawkinsów. Jeśli się promuje takie głupoty, to
mnie nie dziwi postępująca sekularyzacja. Kto z rozsądnych wierzących zechce
się identyfikować z takimi oszołomami, namaszczonymi przez Kościół?
Przypisy:
1 - http://www.pch24.pl/diabel-z-gitara,56313,pch.html
1 - http://www.pch24.pl/diabel-z-gitara,56313,pch.html