Apage Statnas z łacińskiego da się
przetłumaczyć na: „odejdź Szatanie!”. Do tej notki skłoniła mnie polemika na
blogu Aisab1 oraz artykuł na portalu Pcha24.pl zatytułowany „Ciemna
strona Marcina Lutra”2. Nagonka, przynajmniej w naszej polskiej,
katolickiej rzeczywistości, ma ścisły związek z pięćsetleciem
Reformacji. Nie mam się za wielkiego znawcy protestantyzmu, ani historyka
czasów, gdy ten się tworzył, więc proszę poniższy tekst traktować wyłącznie w
kategoriach osobistych refleksji w tym temacie.
Ten niemiecki reformator religijny
uchodzi za prowodyra największego rozłamu w Kościoła chrześcijańskiego. Nie chcę się spierać
o liczby, ale to nie był pierwszy taki rozłam w tym Kościele. Pierwszy i równie
poważny nastąpił w XI wieku, gdy od zależności Kościoła rzymskokatolickiego
odłączyło się prawosławie, a ten akt spowodował, że oba Kościoły wzajemnie
obłożyły się apotemą, choć poszło niemal o to samo, o prymat biskupa Rzymu. Wróćmy do Lutra. Ten mnich augustiański,
bakałarz Pisma Świętego, wcale nie uchodził za kogoś ważnego, ot jeden z wielu
bezimiennych sług Tronu piotrowego. W 1510 roku Luter udał się do papieża w
pewnej drobnej sprawie i to, co tam zobaczył, mocno nim wstrząsnęło. Papież
Juliusz II, prowadzący w tym czasie wiele wojen, bezceremonialnie odnosił się do
kapłanów i nie miał żadnego szacunku do sakramentów. Najbardziej wstrząsnęło Lutrem to, że księżą odprawiający mszę wzajemnie się poganiali, sam usłyszał z ust
innego księdza: „Pośpiesz się! Inni czekają!” To jeszcze nie miało znaczenia
dla powstania luteranizmu, ale dało Lutrowi obraz tego, co dzieje się również w
jego Kościele.
Prawdziwym powodem zatargu ze Stolicą piotrową
stały się kupowane za mamonę odpusty, ustanowione przez papieża Leona X,
prawdziwa plaga ówczesnego Kościoła. Z dzisiejszego punktu widzenia było to coś
na wzór obligacji na odkupienie grzechów i wieczne Zbawienie, przy czym słowo „odkupienie”
należy rozumieć dosłownie. Idea tych odpustów była wręcz nieprawdopodobna.
Otóż, jak wynikało z wyjaśnień inspiratorów tej akcji, żyjący do tej pory
święci , a przede wszystkim sam Chrystus, podczas swego życia na ziemi, zrobili
więcej dobrego niż im było potrzeba. I tym naddatkiem
dobra Kościół postanowił handlować, za konkretną gotówkę (sic!). Jakbyśmy to dziś powiedzieli, „ciemny lud” to wyjaśnienie kupił.
Wyznaczono nawet rangę listów odpustowych oraz zapewniano, że nabywca nie musi oddawać
się pokucie ani żalowi za grzechy. To wtedy uknuto powiedzonko: „Skoro
pieniądz w szkatule zadzwoni, duszę z czyśćca do nieba wygoni”. Na początku stosunek Lutra do tego procederu był dość dwuznaczny. Samej idei
nie negował, potępiał tylko jarmarczny sposób rozprowadzania tych listów odpustowych. W roku 1517 (stąd tegoroczna rocznica)
opracował 95 postulatów, które przybił na drzwiach kościoła w Wittenberdze i
rozesłał do ważnych osobistości Kościoła, papieża nie wyłączając. Początkowo nic złego się nie zapowiadało, ale
po kilku latach, mimo podjętym próbom zahamowania tego procesu, ruch luterański,
jeszcze nieznany jako protestantyzm, był już nie do powstrzymania, nawet przez
samego Lutra.
W 1525
roku wybuchła w Niemczech wojna chłopska na bazie społecznego niezadowolenia.
Jak to wtedy bywało, potrzebne było „wsparcie duchowe” więc przywódcy obrali
sobie nauki Lutra. Ten początkowo próbował wstawić się za buntownikami, później
ich samych ostudzić, a i gdy to na nic się nie zdało, wezwał do pomocy wojsko
przeciw buntownikom. W efekcie ta wojna pochłonęła 150 tys. ofiar. W 1555 roku,
po sejmie w Augsburgu podpisano pokój między katolikami a protestantyzmem i to
wtedy powstała maksyma „Czyja władza, tego religia”. Mimo to, protestantyzm
tępiono, co w końcu, w 1618 roku skutkowało wybuchem wojny trzydziestoletniej.
Zwycięstwo odnieśli protestanci i tak nastąpił drugi formalny podział Kościoła
chrześcijańskiego. Najistotniejsza różnica doktrynalna między katolicyzmem a protestantyzmem
wtedy polegała na zmianie podejścia do Zbawienie. Protestanci uznali, że nie
służą temu dobre uczynki a wiara. Wiara oparta dosłownie na przekazie Pisma
Świętego. Nawet kult maryjny nie był wtedy przez nich potępiany, sprzeciw wobec
tego kultu narodził się później, w różnych odłamach tej religii.
Warto też
wiedzieć, że Luter miał dość kontrowersyjne poglądy w różnych sprawach. Początkowo
darzył Żydów sympatią, ale gdy ci pogardzili nową religią tak samo jak
katolicyzmem, zmienił zdanie i nawoływał do ich dyskryminacji i potępienia,
zgodnie z tezami i działaniami Kościoła katolickiego. Również na początku Luter był
pobłażliwy wobec heretyków, wszak sam został za takiego uznany. Później jednak
i tu zmienił zdanie i pozwalał na banicję innowierców a nawet stosowanie wobec
nich kary śmierci. Natomiast jego stosunek do czarownic i inkwizycji był
dokładnie taki sam jak Kościoła katolickiego. Czarownice należało palić...
I choć to
postać mocno niejednoznaczna, mnie jednak zdumiewa pogląd niektórych
katolickich publicystów, że Luter i protestantyzm to tylko „ciemna strona mocy”.
Tak jakby w tamtych czasach Kościół chrześcijański głosił i stosował hasło: „niech (jasna) moc będzie z wami” i nic więcej. W końcu Luter chciał ów Kościół
oczyścić z powszechnej nieprawości, a tylko zbieg wydarzeń doprowadził do
powstania nowej religii. Innymi słowy, to nie Luter jest tu winien, winnym sam
sobie był Kościół rzymskokatolicki. Jeszcze bardziej zdumiewa mnie zdanie abp.
Jędraszewskiego, z którego wynika, że powstanie protestantyzmu to nie powód do
świętowania okrągłej rocznicy powstania protestantyzmu, gdy stwierdza wprost: „(...)
to nie moment wielkiego świętowania, to raczej pokazanie kolejnego sprzeniewierzenia się chrześcijan wobec
testamentu, jaki zostawił nam Pan Jezus w Wieczerniku w swojej modlitwie
arcykapłańskiej, w której modlił się o jedność”3.
Racja, ale to tylko wersja dla Kościoła katolickiego, bo to On wtedy sprzeniewierzył
się naukom Jezusa. I zdumiewa mnie jeszcze bardziej jego, arcybiskupa, opinia,
tak charakterystyczna w zrzucaniu winy na innych, kiedy stwierdza, że „w tym
czasie nastąpił dynamiczny rozwój nauki, a zwłaszcza mechaniki. Uważano wręcz,
że jest ona kluczem do zrozumienia świata, a nawet człowieka. Jeżeli wydawało
się, że mechanika jest w stanie odpowiedzieć na tak skomplikowane sprawy, jak
procesy zachodzące w ludzkim ciele, to dlaczego nie stwierdzić, że ten Bóg,
którego wszyscy możemy przyjąć rozumem, jest takim wielkim zegarmistrzem,
wielkim mechanikiem, który skonstruował i wprawił w ruch świat. Tak się począł
deizm”. Abp. Jędraszewski
bije się w piersi, tyle, że cudze. Arcybiskupie: czy to deizm wymyślił listy
odpustowe?!
PS.
Wypadałoby w tym poście poruszyć dokładniej kwestię 95 tez Lutra, ale nie chcę
aż tak zanudzać. Może przy innej okazji.
Przypisy:
1 - http://ocalic-od--zapomnienia.blog.pl/?p=4367#comments
2 - http://www.pch24.pl/ciemna-strona-marcina-lutra-,55541,i.html
3 - http://www.fronda.pl/a/abp-jedraszewski-reformacja-to-tragiczny-podzial-nie-powod-do-swietowania,101255.html
1 - http://ocalic-od--zapomnienia.blog.pl/?p=4367#comments
2 - http://www.pch24.pl/ciemna-strona-marcina-lutra-,55541,i.html
3 - http://www.fronda.pl/a/abp-jedraszewski-reformacja-to-tragiczny-podzial-nie-powod-do-swietowania,101255.html
PS. Najwięcej informacji o Lutrze zaczerpnąłem z Wikipedii pod hasłem: Marcin Luter