Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspólnota Trudnych Małżeństw "Sychar". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspólnota Trudnych Małżeństw "Sychar". Pokaż wszystkie posty

środa, 18 kwietnia 2018

Małżeńskie problemy


  Za wstęp niech posłuży dialog trzech facetów o swoich małżonkach, w knajpie, a jakże, przy piwie:
„Adam: My ze sobą nie śpimy. Czasami myślę, że jak ona się przez chwilę do mnie mile odezwie, to pójdę do jej sypialni. Od dwóch lat takiej chwili nie było...
Wiktor: U nas nawalił kalendarzyk małżeński, ale coś mi się zdaje, że to ona przy nim majstrowała
Paweł: Oświadczyła mi, że od tej pory każdy wytrysk będzie się kończył w pochwie, bo tak chce Bóg1.
Mówiąc szczerze, nie wiem na ile ten dialog jest prawdziwy, ale z takim Adamem, czy Wiktorem, to moglibyśmy sobie ręce podać. Co do Pawła miałem całkiem odwrotnie. Żona powiedziała mi pewnego razu, że jak będę miał wytrysk w pochwie, to mi łeb ukręci, i wcale nie miała na myśli tego na moim karku. Ale kobiety różne są i wcale takiej sytuacji jak u tego Pawła nie wykluczam.

  Tych trzech facetów ma jednak przerąbane z zupełnie innego powodu. Ich żony są członkiniami Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”. Warto bliżej poznać historię czwartego faceta, Piotra, którego żona też tam należy. Ani przed, ani po ślubie nie chodzili zbyt często do kościoła. Mają dwójkę dzieci, dobrze im się powodzi, ona, Marta, nie pracuje zawodowo. Udzielała się za to towarzysko i tak trafiła do tej Wspólnoty. Piotr nie bez zdziwienia i z lekkim oporem, ale w końcu godził się na pomysły żony. Zaczęli co tydzień chodzić do kościoła, a raz w miesiącu do spowiedzi św. Trochę trudniej było mu przełknąć sytuację, gdy Marta zmuszał go wieczorami do czytania na głos Pisma Świętego. Z tym, że Marcie wciąż było mało. Zaczęły się awantury o piwo w sobotnie popołudnia. On oburzony podnosi glos, ona wzywa od razu policję i tłumaczy, że „jest uzależniony. Teraz wypija dwa, za chwilę będzie wypijał dziesięć. To grzech zniewolenia”. Zaczęło jej  przeszkadzać, że nie chce z nią chodzić na Odnowę w Duchu Świętym. Może nie w każdym szczególe, ale tak jakbym czytał historię o swoim pierwszym małżeństwie, choć wtedy nie było tej Wspólnoty. Byłem w gorszej sytuacji. Nieopatrznie na początku małżeństwa zgodziłem się na to, by to żona decydował o budżecie domowym. Tego już nie dało się odkręcić... Dalsza lektura historii Piotra dowiodła, że jednak może być gorzej niż moje perypetie. Marta postawiła ultimatum, albo pójdą razem  na tę Odnowę w Duchu Świętym, albo niech się wyprowadzi z domu. Poszedł. Tam usłyszał o warsztatach dwunastu kroków i spotkaniach z moderatorką, zawodową psychoterapeutką. Poszedł na to spotkanie i tam dowiedział się, że wszystkiemu winni są jego rodzice. Powinien się od nich całkowicie odciąć. Ich wina polegała na tym, że ojciec jeździł w delegacje do ZSRR, a matka, gdy dorabiała, oddawał Piotra w opiekę do babci. Piotr się odciął, ale od psychoterapeutki. Za to w domu żona zaprowadziła cichą mszę. Odwilż nastała, gdy poszedł na wspólną modlitwę. Tam patrzył ze zdumieniem, jak modlący się w ekstazie padają na podłogę. Już w domu zadał żonie kilka pytań związanych z ratowaniem ich małżeństwa:
- czy wystarczy, że zamiast na wczasy pójdą na pielgrzymkę do Częstochowy?
- czy wystarczy jak codziennie będę czytał dzieciom Biblię?
- czy wystarczy jak będę co drugi dzień chodził do kościoła?
- czy będę prawdziwym katolikiem jak zapiszę się do męskiej róży różańcowej?
- dlaczego nie wystarczy ci, że cię kocham, dbam o dom, o dzieci i o ciebie samą?
W odpowiedzi, na drugi dzień, po powrocie z pracy zastał w przedpokoju spakowane swoje walizki, z liścikiem: „Walczę o Twoje nawrócenie. Trzeba wszystko zburzyć abyś się nawrócił”.

  Wspólnota Trudnych Małżeństw „Sychar” to ruch katolicki, który powstał u księży pallotynów w Warszawie w 2003 roku. Jest kopią podobnej Wspólnoty w Niemczech. Jego celem jest ratowanie małżeństw sakramentalnych w czasie kryzysu, a nawet faktycznego rozpadu. Nie chcę go oceniać, nie znalazłem nigdzie statystyk obrazujących skutki takiej działalności. Niemniej przyznaję, nawet gdyby były to skutki niewielkie, to i tak są warte pochwały i zachodu. Zastanawiam się jednak, ile jest takich sytuacji jak ta opisana powyżej, kiedy to zamiast naprawy następuje całkowity rozłam i krach małżeństwa? Mam mieszane uczucia, bo gdy przejrzałem kilka internetowych stron tej Wspólnoty, odniosłem wrażenie, że aby odnieść sukces, oboje małżonków musi być gorliwymi wierzącymi. Każda odchyłka musi się skończyć tragicznie. I jeszcze jedna refleksja. Jak to jest, że ci gorliwie wierzący małżonkowie mimo wszystko muszą się posiłkować wsparciem Wspólnoty? Czyżby wspólne modlitwy w rodzinie nie były skuteczne? Ale ja tego nie rozstrzygnę. 

  Wypada zakończyć czymś mocnym. Na jednej ze stron Wspólnoty czytam: „Wola Boża zapisana w słowach przysięgi małżeńskiej dotyczy każdej sytuacji, także tej najbar­dziej kryzysowej, gdy dochodzi do przemocy, zdrady, rozwodu, wejścia w drugi związek, nawet gdy w drugim związku pojawia­ją się nieślubne dzieci. „Co Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela” – czyli również dziecko z niesakramentalnego związ­ku nie może rozdzielać małżonków sakramentalnych. Mamy nadzieję, że jeśli będziemy żyć w zgodzie z prawem Bożym, Pan Bóg wszystko poukłada i wszystko obróci w dobro, również sytuację tych dzieci2. Tylko nieśmiało zapytam: czym to dziecko zawiniło, że trzeba rozbić dobry związek niesakramentalny, aby powrócić do chorego związku sakramentalnego?
 
  Z ostatniej chwili:
Ordo Iuris (muszę poświęcić tej organizacji osobną notkę) jest autorem projektu ustawy3, który trafił do Ministerstwa Sprawiedliwości, a który dotyczy obowiązkowych mediacji przed rozwodowych, które do tej pory były dobrowolne. Tak się zastanawiam. Może od razu wprowadzić prawny zakaz rozwodów? Jeśli już, to tylko rozwód katolicki, przy czym piszę „rozwód” z premedytacją, bo forma „unieważnienie małżeństwa” - to dziś tylko ściema dla grzecznych (nie mylić z grzesznymi) owieczek.