Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alegoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alegoria. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 listopada 2017

Smutno mi Boże



  Nie tak dawno powiedziano mi, że jako ateiście nie wolno mi się odnosić się do Słowa Bożego, ani cytować, ani tym bardziej nim się posługiwać. Na przekór napiszę jeszcze raz, i pewnie nie ostatni: „Smutno mi Boże!” To nie mój Bóg, bo dla mnie nie istnieje, ale podobno wszyscy wokoło są nie tylko przekonani o Jego istnieniu, ale całkowicie tego pewni. Mają do tego prawo, nie mam najmniejszego zamiaru ich przekonywać, że się mylą. Zwracam się do tego Boga, którego tak są pewni, a którego nauki tak perfidnie wykoślawili. Wiem, gdyż kiedyś dano mi tych nauk zakosztować.

  W Ewangelii św. Jana jest napisane: „teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”1 [J 13, 33-35]. Treść wydaje się prosta i jasna, nie wymagająca żadnych wyjaśnień. Ileż razy słyszę, że Słowo Boże jest święte, bo natchnione, a to co mówi to Słowo, jest dla chrześcijanina drogą, z której nie wolno zboczyć. Smutno mi Boże, bo te Twoje owieczki, choć ciągle beczą te Twoje Słowa, wręcz je tratują jak w jakimś amoku i z tej drogi zbaczają, a to w chaszcze, a to w bagno, czasami nawet w przepaść. Owieczki i pasterze mający ich strzec, za nic mają Twoje słowa. Gdy wszystkie na raz, ale bez składu beczą „My chcemy Boga!”, wychodzi z tego „śmierć wrogom ojczyzny!”, czasami „Polska katolicka, nie laicka”. Bywa gorzej, wręcz obrazoburczo, gdy taki pasterz woła „Ave Jezus Rex”, owieczki zamiast Chwała Tobie Panie odpowiadają „wypierdalać, bo cię zabiję”.

  Smutno mi Boże, bo mówiłeś im: „Idźcie i nauczajcie”. Nie sprecyzowałeś chyba dokładnie, albo Cię nie zrozumieli, bo oni nauczają, że „wszyscy równi, wszyscy biali”. Doszło do tego, że nauczają, ale i wymagają, wręcz wymuszają od innych posłuszeństwa, sami czyniąc zło lub za tym złem optują, jeśli to zło z ich stada wychodzi. Gorzej, bo tym własnym złem obrzucają innych. Na zło własne, wzruszają ramionami, bo to podobno normalne, że w każdym stadzie jest kilka „czarnych owiec”. Chętnie idą ślepo śladem tych czarnych, wystarczy, że jest zawołanie „My chcemy Boga!”. Jeszcze wczoraj dziwiłem się skąd to zawołanie, przecież mają Cię Boże pod dostatkiem, dziś jestem niemal pewny, że to zawołanie ma sens, choć oni go nie znają. Zatracili Cię Boże, zgubili, jak gubi się parasolkę, której teraz nie potrafią odnaleźć. I to wszyscy, nie tylko te czarne owce. Ciebie Boże, który wzgardziłeś ziemskim bogactwem i zaszczytami, chcą dziś przyodziać w złote szaty, dać Ci do ręki złote berło, a na głowę nasunąć złotą koronę z diamentami, która będzie Cię bardziej uwierać niżli ta cierniowa. Uczynią Cię jak błazna, bo błaznom hołdują. Uczynią z Ciebie złotego cielca, bo od starożytnych czasów zawsze chcieli czcić bożków, którym się kłaniają, a których się nie boją. Im niepotrzebne są Twoje nauki, im wystarczy to, że mogą Cię chwalić. Nie potrzebują Twojego przekazu miłości bliźniego, milsze są im słowa nienawiści do bliźniego. Zamiast składać dłonie do modlitwy, wolą palcami wskazywać tych, których chcieliby Panie, abyś ukarał już teraz, natychmiast i przykładnie, w myśl słów Arnauda Amaury: „Zabij wszystkich Panie, Ty poznasz swoich przed bramą do nieba”2.

  Smutno mi Boże, bo ich słowa są przepełnione straszną nienawiścią. We wszystkim widzą szatana i pragną go zmiażdżyć, pragną widzieć jego upadek, więc każą, ba!, rozkazują Ci Panie, abyś tylko dał przyzwolenie, najszybciej jak to możliwe, by mogli wreszcie zaspokoić swoje rządze unicestwienia wszystkiego, co nie jest po ich myśli. Chyba tylko po to, aby im nie psuć własnego samouwielbienia. Mają się za prawych, sprawiedliwych i miłosiernych, ale nie tak jak Ty Panie nauczałeś, ale jak sami to chcą widzieć. Jestem grzeszny Panie, bo się Ciebie wyparłem, nie tak jak Piotr – trzy razy, tylko raz, ale ostatecznie. Bo ja nie chcę być w stadzie owieczek, którym pycha pomieszała w głowach, których oślepiła nie wiara w Ciebie, a we własne bałwochwalstwo, którym wydaje się, że są bardziej boscy od Ciebie, którym wydaje się, że różaniec to miecz, a modlitwa jest zaklęciem, którym można razić bliźniego. Ma też wynieść ich samych do Królestwa, razem z ich własnymi grzechami.

Smutno mi Boże...

PS. Ten alegoryczny tekst oparłem na wydarzeniach z 11 listopada i zapowiedzianego odnowienia uznania Chrystusa królem Polski.


Przypisy:
1 – za Biblią Tysiąclecia;
2 – to parafraza. W oryginale: „Zabij wszystkich, Bóg pozna swoich”