Nie, nie będę reklamował tej formy antykoncepcji, jaką jest prezerwatywa. Nie mam w tym interesu, cokolwiek to znaczy. Kiedyś w młodości, zresztą krótko eksperymentowałem, ale z fatalnym skutkiem. Podobno teraz ich jakość jest dużo wyższa, ale szczerze mówiąc tak nie za bardzo widzę okazji by to sprawdzić w praktyce. A szkoda. O tej prezerwatywie będzie w zupełnie innym kontekście, na podstawie polemiki dwóch kaznodziejów, w dodatku teologów. Owa polemika dotyczy spraw wyższych, wątek prezerwatywy jest jakby wątkiem pobocznym. Poszło o interpretację opinii byłego papieża Benedykta XVI na temat tego środka antykoncepcji, która przypomnę, jest przez Kościół bezwzględnie potępiana nie tylko w tej formie.
Chodzi o słowa: „Mogą występować pojedyncze usprawiedliwione przypadki, na przykład kiedy prezerwatywy używa prostytutka i może to stanowić pierwszy krok w kierunku moralizacji, pierwszy odruch odpowiedzialności, by rozwinąć nową świadomość faktu, że nie wszystko wolno i że nie można robić wszystkiego, na co ma się ochotę”1. Można tę wypowiedź rozumieć na trzy sposoby, przy czym od razu uprzedzę, żaden z tych „sposobów rozumienia” nie jest mojego autorstwa. To polemiczne wersje ks. Jarosława Kupczaka OP2.
Pierwsza interpretacja opiera się na tezie, że używanie prezerwatyw czy innych środków antykoncepcyjnych przez osoby uprawiające prostytucję nie jest rzeczą niemoralną, bowiem jak mówi encyklika Humanae vitae papieża Pawła VI z 1968 roku, tylko w stosunkach małżeńskich antykoncepcja jest niedopuszczalna. Nie wszyscy katolicy o tym wiedzą, ja do tej pory też nie wiedziałem. Jest jednak ciekawiej. Ks. Kupczak ripostuje dość zabawnie: „zapytano mnie, czy w czasie seksu homoseksualnego można używać prezerwatywy. Jeśli dobrze pamiętam, odpowiedziałem, że można używać dowolnej formy antykoncepcji”, niemniej nawet ta ironia nie przesłania faktu, że w seksie pozamałżeńskim antykoncepcja ma rację bytu. Nawet to, że Katechizm KK nie akceptuje seksu pozamałżeńskiego ma tu niewielkie znaczenie. Z takiego grzechu można się zawsze wyspowiadać, a rozgrzeszenie wraz z pokutą ma się jak w banku. Mam na myśli stosowny przelew, który ma niejednokrotnie wpływ na spowiednika.
Drugi sposób zrozumienia słów Benedykta XVI też zaskakuje. Załóżmy, że małżonek zrobił tak zwany „skok w bok” i w poczuciu odpowiedzialności o zdrowie żony od tego momentu współżyje z nią zabezpieczając się prezerwatywą. W końcu, przy odrobinie dobrej woli to da się podciągnąć pod pojedyncze usprawiedliwione przypadki, o jakich mówi były papież. Bo prezerwatywa nie służy wtedy jako środek antykoncepcyjny, lecz jest środkiem zabezpieczającym przed zarażeniem HIV. Że temu brak sensu? No, nie do końca. Jeśli kobiecie lekarz przepisze lek, którego jednym ze składników jest środek antykoncepcyjny, ale ratujący jej zdrowie, to przecież mamy do czynienia z tak zwaną wyższą koniecznością i jest to moralnie dopuszczalne. Podobnie jak szczepionki przeciw Covid-19, o czym niedawno zapewniało Magisterium KK.
Trzecie rozumowanie mnie najbardziej przekonuje. Używanie prezerwatywy przez mężczyznę, niekoniecznie żonatego, a korzystającego z dobrodziejstw prostytucji i okazjonalnego seksu może być wyrazem szczególnej ostrożności i wrażliwości czy dbania o higienę osobistą, co należy szczególnie docenić, i to z praktycznego punktu widzenia. Fakt, że Katechizm KK potępia seks przedmałżeński, pozamałżeński i prostytucję, co jeszcze raz podkreślę, ma tu drugorzędne znaczenie. Owo Magisterium Kościoła może potępiać w czambuł, ale tych zjawisk nie da się w żaden sposób wyeliminować. Nie ma takich mocnych. W tym miejscu muszę dodać, że choć ks. Kupczak OP te interpretacje sam przywołał, to się z nimi nie zgadza. Po prostu sam pokłócił się ze sobą, mnie się to też niejednokrotnie zdarza, więc niech nikt mnie nie posądza o to, że się wyśmiewam.
Lekka ironia będzie dopiero teraz. Jak się do tego ma moje osobiste rozumienie słów Benedykta? Cóż, on się po prostu lekko zafiksował z powodu podchwytliwego pytania dziennikarza i ja papieżowi to akurat wspaniałomyślnie wybaczam. Kościół w swym stanowczym sprzeciwie wobec antykoncepcji oparł się tylko na jednym przekazie biblijnym: „Idź do żony twego brata i dopełnij z nią obowiązku swego brata, a tak sprawisz, że twój brat będzie miał potomstwo. Onan wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego brata, unikał zapłodnienia, aby nie dać potomstwa swemu bratu. Złe było w oczach Pana to, co on czynił, i dlatego także zesłał na niego śmierć” [Rdz 38, 8-10]. Tak na marginesie, zawsze się zastanawiałem, dlaczego Bóg nie uchronił Era, brata Onana przed śmiercią, a przecież mógł? Widać strasznie lubił komplikować życie ludziom. Z punktu widzenia prawa, również kanonicznego, związek z bratową jest to przypadek powinowactwa w linii bocznej, czyli legalny. Jednak w tej historii Bóg zaznacza, że potomstwo Onana nie będzie jego. To tak jakbym ja pracował ciężko w pocie czoła na dole kopalni, a zarobek, o żonie już nawet nie wspomnę, będzie się należał memu bratu, stojącemu całymi dniami pod budką z piwem. Zaiste godne to i sprawiedliwe, i wyjątkowo logiczne. I chyba w tym sprzeciwie wobec antykoncepcji najważniejsza jest właśnie ta logika. Nic dziwnego, że i sam papież się pogubił.
Przypisy:
1 - https://info.wiara.pl/doc/674798.Papiez-o-stosowaniu-prezerwatyw
2 - https://wiez.pl/2021/05/21/kto-ma-racje-o-kupczak-czy-ks-tykfer-polemika/