Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez trybu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez trybu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 maja 2020

Opowiem Wam naprawdę piękną historię


  Za górami, za lasami..., stop! Wróć! W Radomiu, w katolickiej rodzinie urodziła się dziewczynka. W Krakowie ukończyła Akademię Sztuk Pięknych i jak sama dziś mówi – była zatwardziałą ateistką. Za pracę dyplomową dostała w 1980 roku nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Na pewno wyszła za mąż i na pewno dostała kolejną nagrodę w 1998 roku Fundacji Polska-Japonia im. Miyauchi. Na pewno też urodziła dwóch synów, których wychowała babcia, którzy zostali ochrzczeni, i przystąpili do I Komunii świętej. Kolejne etapy je życiorysu nie są do końca jasne, można rzec śmiało – zależne od tego, dla kogo ten wywiad.

  W tej bardziej romantycznej wersji1 dostała w 2001 roku od znajomej bilet na pielgrzymkę do Włoch, żeby zobaczyć freski Giotta w Asyżu. Trochę to dziwne jak na pięćdziesięcioletnią ateistkę, ale nie wnikam, wszak ona malarką jest, a artyści miewają różne fanaberie. Dość że w czasie tej pielgrzymki wzięły się za nią anioły i to całkiem materialne. Siedziały obok niej dwie rycerki św. Michała Archanioła, oraz małżeństwo o nazwisku Anioł. W kościele na Monte Casino zaczęła płakać, i tak płakała przez cztery dni, aż ją wyspowiadał jakiś ksiądz, dokładnie o piętnastej (godzina Miłosierdzia Bożego). Uświadomiła sobie, że życie bez Boga „To stałe trwanie w lęku, przejmowanie się czymś pozornie ważnym. Brak perspektywy, bo wszystko wydaje się nieważne, jeśli po drugiej stronie nie ma nic2. Narzuciła sobie ascezę – codziennie chodziła na Mszę świętą, przestała malować i pić alkohol. Aha, odstawiła od łoża męża na pięć lat, gdyż uświadomiła sobie, że żyli w grzechu bez sakramentu ślubu, bo on też była ateistą, którego od tego momentu zmuszała do chodzenia na niedzielną mszę świętą. Po pięciu latach jego ateizm skapitulował. Huczne i wystawne wesele zorganizowali w symbolicznym miejscu – w Kanie Galilejskiej.

  Teraz bardziej dramatyczna wersja3. Pielgrzymka do Rzymu jest opisana mniej obrazowo, to znaczy bez szczegółów. Była i się nawróciła. Bardziej dramatycznie jest przedstawiona historia z mężem. Odstawiła go od łożą, aby móc przystępować do sakramentu Komunii świętej. Musiał z nią chodzić, co tydzień do kościoła, ale podobno za nic w świecie nie chciał się nawrócić. Wreszcie doszło do otwartego z nim konfliktu i groził im rozwód, bo modlitwy nie pomagały. Aż któregoś dnia znalazła modlitwę Jana Pawła II do Świętej Rodziny. Od tego dnia modliła się do św. Józefa tą właśnie modlitwą. I wtedy nastał trudny czas dla jej rodziny. W odróżnieniu od pierwszej wersji nie porzuciła malowania, tyle, że nikt tych obrazów nie chciał kupować, więc popadli wręcz w nędzę. I choć modliła się również o to, aby znalazł się kupiec, nic takiego się nie stało. W końcu straciła cierpliwość i zamiast błagalnych modłów pojawiła się pretensja, i to jest delikatne określenie: „Święty Józefie, to ja się modlę i modlę do Ciebie, a Ty nic i nic. Już więcej do Ciebie modliła się nie będę4. I wiecie co?! Ten św. Józef się... przestraszył. Pięć godzin po tej groźbie zadzwonił telefon z informacją, że trzy obrazy zostały sprzedane (sic!) Uszczęśliwiona, za te pieniądze wykupiła pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Na niewiele to się zdało, bo jej sytuacja właściwie nie uległa zmianie. Mąż wciąż był ateistą. Po roku kolejna pielgrzymka do Kany Galilejskiej. Ktoś jej powiedział, że dobrze byłoby gdyby na następną pielgrzymkę zabrała męża, by tam wziąć z nim ślub kościelny. Problem w tym, że on o niczym nie wiedział. Z pomysłodawczynią podjęły decyzję o odprawieniu dziewięciodniowej nowenny. Malarka do św. Józefa, nowa przyjaciółka do Miłosierdzia Bożego. I ten mąż już takiego szturmu modlitewnego nie wytrzymał. Opisu wspaniałości ślubu nie opiszę, ciekawych odsyłam do linku. W każdym razie mąż mógł wrócić do łoża, a ona do picia wina.

  Już kiedyś opisałem pewne świadectwo nawrócenia znanej osoby, celebrytki, może nawet bardziej kontrowersyjne. Właściwie powinienem zostawić tę historię bez komentarza, bo co mnie to obchodzi, że ktoś tam się nawrócił i po czterdziestu latach związku wziął ślub sakramentalny. Mam jeden, bardzo ogólny wniosek. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tacy ludzie się tym chwalą, kiedy im sławy nie brakuje? I po kiego diabła mieszają w to ateizm? Wychodzi mi, że dla jeszcze większej sławy i jeszcze większego suspensu. Jakoś tak wychodzi, że ci neofici są zawsze na piękniejszym świeczniku niż zwykli wierni, a ich wiara jakby większa. Inaczej te historie byłyby tragicznie nudne – bardziej nudne niż harlekiny. 

PS. Nie podaję w notce nazwiska malarki, autorki tych obrazów. Można je znaleźć w linkach.