Za górami, za lasami..., stop! Wróć! W Radomiu, w katolickiej
rodzinie urodziła się dziewczynka. W Krakowie ukończyła Akademię Sztuk Pięknych
i jak sama dziś mówi – była zatwardziałą ateistką. Za pracę dyplomową dostała w
1980 roku nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Na pewno wyszła za mąż i na pewno
dostała kolejną nagrodę w 1998 roku Fundacji Polska-Japonia im. Miyauchi. Na
pewno też urodziła dwóch synów, których wychowała babcia, którzy zostali
ochrzczeni, i przystąpili do I Komunii świętej. Kolejne etapy je życiorysu nie
są do końca jasne, można rzec śmiało – zależne od tego, dla kogo ten wywiad.
W tej bardziej romantycznej wersji1 dostała w
2001 roku od znajomej bilet na pielgrzymkę do Włoch, żeby zobaczyć freski
Giotta w Asyżu. Trochę to dziwne jak na pięćdziesięcioletnią ateistkę, ale nie
wnikam, wszak ona malarką jest, a artyści miewają różne fanaberie. Dość że w czasie tej pielgrzymki wzięły się za nią
anioły i to całkiem materialne. Siedziały obok niej dwie rycerki św. Michała
Archanioła, oraz małżeństwo o nazwisku Anioł. W kościele na Monte Casino
zaczęła płakać, i tak płakała przez cztery dni, aż ją wyspowiadał jakiś ksiądz,
dokładnie o piętnastej (godzina Miłosierdzia Bożego). Uświadomiła sobie, że
życie bez Boga „To stałe trwanie
w lęku, przejmowanie się czymś pozornie ważnym. Brak perspektywy, bo
wszystko wydaje się nieważne, jeśli po drugiej stronie nie ma nic”2.
Narzuciła sobie ascezę – codziennie chodziła na Mszę świętą, przestała
malować i pić alkohol. Aha, odstawiła od łoża męża na pięć lat, gdyż uświadomiła sobie, że żyli w
grzechu bez sakramentu ślubu, bo on też była ateistą, którego od tego momentu zmuszała do
chodzenia na niedzielną mszę świętą. Po pięciu latach jego ateizm skapitulował. Huczne i
wystawne wesele zorganizowali w symbolicznym miejscu – w Kanie Galilejskiej.
Teraz bardziej dramatyczna wersja3.
Pielgrzymka do Rzymu jest opisana mniej obrazowo, to znaczy bez szczegółów. Była i się nawróciła. Bardziej
dramatycznie jest przedstawiona historia z mężem. Odstawiła go od łożą, aby móc
przystępować do sakramentu Komunii świętej. Musiał z nią chodzić, co tydzień do
kościoła, ale podobno za nic w świecie nie chciał się nawrócić. Wreszcie doszło
do otwartego z nim konfliktu i groził im rozwód, bo modlitwy nie pomagały. Aż
któregoś dnia znalazła modlitwę Jana Pawła II do Świętej Rodziny. Od tego dnia
modliła się do św. Józefa tą właśnie modlitwą. I wtedy nastał trudny czas dla jej
rodziny. W odróżnieniu od pierwszej wersji nie porzuciła malowania, tyle, że
nikt tych obrazów nie chciał kupować, więc popadli wręcz w nędzę. I choć
modliła się również o to, aby znalazł się kupiec, nic takiego się nie stało. W
końcu straciła cierpliwość i zamiast błagalnych modłów pojawiła się pretensja,
i to jest delikatne określenie: „Święty
Józefie, to ja się modlę i modlę do Ciebie, a Ty nic i nic. Już więcej do
Ciebie modliła się nie będę”4. I wiecie co?! Ten św. Józef się...
przestraszył. Pięć godzin po tej groźbie zadzwonił telefon z informacją, że
trzy obrazy zostały sprzedane (sic!)
Uszczęśliwiona, za te pieniądze wykupiła pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Na
niewiele to się zdało, bo jej sytuacja właściwie nie uległa zmianie. Mąż wciąż
był ateistą. Po roku kolejna pielgrzymka do Kany Galilejskiej. Ktoś jej
powiedział, że dobrze byłoby gdyby na następną pielgrzymkę zabrała męża, by tam
wziąć z nim ślub kościelny. Problem w tym, że on o niczym nie wiedział. Z pomysłodawczynią
podjęły decyzję o odprawieniu dziewięciodniowej nowenny. Malarka do św. Józefa,
nowa przyjaciółka do Miłosierdzia Bożego. I ten mąż już takiego szturmu
modlitewnego nie wytrzymał. Opisu wspaniałości ślubu nie opiszę, ciekawych odsyłam
do linku. W każdym razie mąż mógł wrócić do łoża, a ona do picia wina.
Już kiedyś opisałem pewne świadectwo
nawrócenia znanej osoby, celebrytki, może nawet bardziej kontrowersyjne. Właściwie
powinienem zostawić tę historię bez komentarza, bo co mnie to obchodzi, że ktoś
tam się nawrócił i po czterdziestu latach związku wziął ślub sakramentalny. Mam
jeden, bardzo ogólny wniosek. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tacy ludzie się
tym chwalą, kiedy im sławy nie brakuje? I po kiego diabła mieszają w to ateizm?
Wychodzi mi, że dla jeszcze większej sławy i jeszcze większego suspensu.
Jakoś tak wychodzi, że ci neofici są zawsze na piękniejszym świeczniku niż zwykli wierni, a ich wiara jakby większa. Inaczej te historie byłyby tragicznie nudne – bardziej nudne niż harlekiny.
PS. Nie podaję w notce
nazwiska malarki, autorki tych obrazów. Można je znaleźć w linkach.
Przypisy:
1 - https://www.gosc.pl/doc/1411102.On-ja-zna
2 - ibidem;
3 - https://deon.pl/wiara/slub/wszystko-dzieki-sw-jozefowi,329493
4 - ibidem
1 - https://www.gosc.pl/doc/1411102.On-ja-zna
2 - ibidem;
3 - https://deon.pl/wiara/slub/wszystko-dzieki-sw-jozefowi,329493
4 - ibidem