Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrystianizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrystianizacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2020

(Re)Chrystianizacja w praktyce


  Kilka zdań wstępu w formie cytatu: „Na fali protestów ruchu Black Lives Matter, władze miasta Ventura w Kalifornii usunęły pomnik św. Junipera Serry, franciszkańskiego misjonarza i założyciela amerykańskiego miasta San Francisco. To kolejna kuriozalna decyzja podjęta pod presją liberalnych i lewicowych organizacji. Pomimo wielkich zasług dla rozwoju społeczeństwa [podkreślenia moje], miasta i rozwoju duchowego wiernych, od kilku tygodni ten święty zakonnik stał się obiektem ataków. Warto przypomnieć, że św. Juniper Serra został beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II w 1988 roku1. Ze mną nie tak łatwo, więc mówię sprawdzam, i stąd dzisiejsza notka.

  Z netem też nie jest łatwo. Musiałem się przebić przez dziesiątki artykułów gloryfikujących tego świętego. Nawet cioteczka Wiki mi nie pomogła. Św. Junioper Serra to prawdziwy święty misjonarz, niosący oprócz Słowa Bożego również oświatę i cywilizację chrześcijańską pogańskim Indianom, którzy na takiego właśnie misjonarza czekali przez całe wieki. Taka jest powszechna narracja. Fakty historyczne jakby temu zaprzeczają, ale jak to w porzekadle jest powiedziane – tym gorzej dla faktów. Warto się przyjrzeć tym faktom, ale przedtem jeszcze jedna laurka: „Siał ziarna chrześcijańskiej wiary w momencie fundamentalnych zmian, które przyniosło przybycie Europejczyków do Nowego Świata. To zadanie misyjne wymagało cierpliwości, wytrwałości, pokory a także wizji i odwagi”. To słowa Jana Pawła II podczas mszy beatyfikacyjnej w San Carlos.  Trudno o większe bluźnierstwo z ust któregokolwiek z papieży w drugiej połowi XX wieku, gdyż JP II znał, musiał znać dokumentację zebraną na temat Serry. Niestety, papież Franciszek nie okazał się lepszy, kanonizując Serrę na świętego, tym razem w Waszyngtonie, aby nie dosięgły go protesty, jak jego świętego poprzednika na papieskim tronie. Za to w Boliwii miał powiedzieć: „Wiele grzechów zostało popełnionych przeciw rdzennym mieszkańcom Ameryki w imię Boga. Proszę pokornie o wybaczenie”, co w związku z ta kanonizacją zakrawa na ordynarną kpinę.

  Nie będę pisał życiorysu św. Junipera Serra, łatwo znaleźć go w Wikipedii. W XVIII wieku twierdził wbrew teorii kopernikowskiej, że ziemia jest epicentrum wszechświata. Franciszkanin był ascetą i rozkoszował się fizycznym cierpieniem ciała, nie tylko własnego. W Meksyku oskarżył dwie kobiety o kontakty z diabłem, za co został mianowany specjalnym wysłannikiem Świętej Inkwizycji na Nową Hiszpanię. Po przybyciu do Kalifornii zakładał misje na wzór średniowiecznych klasztorów. Indiańskich neofitów, chrzczonych właściwie na siłę i przez „łapanki” skazywał na stały pobyt w tychże misjach i za każde, najdrobniejsze przewinienie stosował kary cielesne. Szczególnie zaś w tych karach upodobał sobie indiańskie kobiety widząc w nich uosobienie Ewy winnej grzechowi pierworodnemu. Takie wykroczenia jak ucieczka z misji, lenistwo, kłótnie, kradzież, hazard, cudzołóstwo, nieobecność na mszy, nie odmawianie modlitwy karano chłostą od 50 do 100 batów. Matki, które spontanicznie poroniły, lub nie mogły zajść w ciążę czekała sroga kara. Głowę golono na łyso, poddawano chłoście przez okres do piętnastu dni, zakuwano w kajdany na okres do trzech miesięcy, a ubrane w worek pokutny musiały stać u drzwi kościoła w każdą niedzielę. Jakbym ponownie oglądał serial „Bitwa o tron” i Lenę Headey w roli upokorzonej Cersei. Sam Serra niczemu nie zaprzeczał, ale usprawiedliwiał powołując się na pierwszą fazę kolonializmu hiszpańskiego. W roku 1780 pisał: „To że ojcowie duchowni karzą swoich synów, Indian, chłostą wydaje się być równie stare jak podbój tych królestw [Ameryki]: jest to tak powszechne, że i święci nie są tu wyjątkiem”. Nigdy nie przyszło mu do głowy, aby wątpić w jego absolutne prawo do chłosty neofitów za choćby najdrobniejsze przewinienie w sprawach wiary. W jego mniemaniu był tylko jeden cel godny życia – spełnianie religijnych obowiązków – i tylko jeden sposób na jego osiągnięcie – bezwzględne i całkowite podporządkowanie się zasadom franciszkanów.

  W efekcie takiej chrystianizacji, w porównaniu z okresem przed przybyciem świętego Serry do Kalifornii populacja Indian zmniejszyła się kilkadziesiąt procent, a biorąc pod uwagę działalność jego następców do 1900 roku pozostało ich tylko pięć procent! W tym kontekście powiedzenie, że dobry Indianin, to martwy Indianin nabiera zupełnie innego sensu, bo trzeba dodać, że chodzi o ochrzczonego Indianina. Grzeszna natura Indian była dla franciszkanina nie tylko usprawiedliwieniem przemocy, ale także uzasadnieniem przymusowych redukcji na terenie misji, bowiem jak twierdził, uczynić z Indianina człowieka można tylko poprzez pełną „denaturalizację” (sic!)

  Konkluzja po lekturze treści na temat św. Junipera2 jest taka, że na dźwięk hasła Rechrystianizacja Europy Zachodniej w ustach naszych polityków jedynie słusznej partii, wyznających jedynie prawdziwą religię, można dostać odruchów wymiotnych, albo i gorzej: biegunki ze strachu. Bo wprawdzie metod św. Junipera dziś już nikt nie będzie stosował, ale skutki mogą okazać się całkiem podobne, zaś Morawieckiego z Dudą papież Franciszek albo jego następca, może uznać za świętych. W tym miejscu nie mogę uciec od sarkazmu: Boże, chroń nas przed rechrystianizacją!