Kilka zdań wstępu w formie cytatu: „Na fali protestów ruchu Black Lives Matter, władze miasta Ventura w
Kalifornii usunęły pomnik św. Junipera Serry, franciszkańskiego misjonarza i
założyciela amerykańskiego miasta San Francisco. To kolejna kuriozalna decyzja
podjęta pod presją liberalnych i lewicowych organizacji. Pomimo wielkich
zasług dla rozwoju społeczeństwa [podkreślenia moje], miasta i rozwoju
duchowego wiernych, od kilku tygodni ten święty zakonnik stał się obiektem
ataków. Warto przypomnieć, że św. Juniper Serra został beatyfikowany przez
papieża Jana Pawła II w 1988 roku”1. Ze mną
nie tak łatwo, więc mówię sprawdzam, i stąd dzisiejsza notka.
Z netem też nie jest łatwo. Musiałem się przebić przez
dziesiątki artykułów gloryfikujących tego świętego. Nawet cioteczka Wiki mi nie
pomogła. Św. Junioper Serra to prawdziwy święty misjonarz, niosący oprócz Słowa
Bożego również oświatę i cywilizację chrześcijańską pogańskim Indianom, którzy
na takiego właśnie misjonarza czekali przez całe wieki. Taka jest powszechna
narracja. Fakty historyczne jakby temu zaprzeczają, ale jak to w porzekadle
jest powiedziane – tym gorzej dla faktów. Warto się przyjrzeć tym faktom, ale
przedtem jeszcze jedna laurka: „Siał ziarna chrześcijańskiej wiary w
momencie fundamentalnych zmian, które przyniosło przybycie Europejczyków do
Nowego Świata. To zadanie misyjne wymagało cierpliwości, wytrwałości, pokory a
także wizji i odwagi”.
To słowa Jana Pawła II podczas mszy beatyfikacyjnej w San Carlos. Trudno o większe bluźnierstwo z ust
któregokolwiek z papieży w drugiej połowi XX wieku, gdyż JP II znał, musiał
znać dokumentację zebraną na temat Serry. Niestety, papież Franciszek nie
okazał się lepszy, kanonizując Serrę na świętego, tym razem w Waszyngtonie, aby
nie dosięgły go protesty, jak jego świętego poprzednika na papieskim tronie. Za
to w Boliwii miał powiedzieć: „Wiele
grzechów zostało popełnionych przeciw rdzennym mieszkańcom Ameryki w imię Boga.
Proszę pokornie o wybaczenie”, co w związku z ta kanonizacją
zakrawa na ordynarną kpinę.
Nie będę pisał życiorysu św. Junipera
Serra, łatwo znaleźć go w Wikipedii. W XVIII wieku twierdził wbrew teorii
kopernikowskiej, że ziemia jest epicentrum wszechświata. Franciszkanin był
ascetą i rozkoszował się fizycznym cierpieniem ciała, nie tylko własnego. W
Meksyku oskarżył dwie kobiety o kontakty z diabłem, za co został mianowany
specjalnym wysłannikiem Świętej Inkwizycji na Nową Hiszpanię. Po przybyciu do
Kalifornii zakładał misje na wzór średniowiecznych klasztorów. Indiańskich
neofitów, chrzczonych właściwie na siłę i przez „łapanki” skazywał na stały
pobyt w tychże misjach i za każde, najdrobniejsze przewinienie stosował kary
cielesne. Szczególnie zaś w tych karach upodobał sobie indiańskie kobiety
widząc w nich uosobienie Ewy winnej grzechowi pierworodnemu. Takie wykroczenia jak
ucieczka z misji, lenistwo, kłótnie, kradzież, hazard, cudzołóstwo, nieobecność
na mszy, nie odmawianie modlitwy karano chłostą od 50 do 100 batów. Matki,
które spontanicznie poroniły, lub nie mogły zajść w ciążę czekała sroga kara.
Głowę golono na łyso, poddawano chłoście przez okres do piętnastu dni, zakuwano
w kajdany na okres do trzech miesięcy, a ubrane w worek pokutny musiały stać u
drzwi kościoła w każdą niedzielę. Jakbym ponownie oglądał serial „Bitwa o tron”
i Lenę Headey w roli upokorzonej Cersei. Sam Serra niczemu nie zaprzeczał, ale usprawiedliwiał
powołując się na pierwszą fazę kolonializmu hiszpańskiego. W roku 1780 pisał: „To że ojcowie duchowni karzą swoich synów,
Indian, chłostą wydaje się być równie stare jak podbój tych królestw [Ameryki]:
jest to tak powszechne, że i święci nie są tu wyjątkiem”. Nigdy nie
przyszło mu do głowy, aby wątpić w jego absolutne prawo do chłosty neofitów za
choćby najdrobniejsze przewinienie w sprawach wiary. W jego mniemaniu był tylko
jeden cel godny życia – spełnianie religijnych obowiązków – i tylko jeden
sposób na jego osiągnięcie – bezwzględne i całkowite podporządkowanie się
zasadom franciszkanów.
W efekcie takiej chrystianizacji, w
porównaniu z okresem przed przybyciem świętego Serry do Kalifornii populacja
Indian zmniejszyła się kilkadziesiąt procent, a biorąc pod uwagę działalność
jego następców do 1900 roku pozostało ich tylko pięć procent! W tym kontekście
powiedzenie, że dobry Indianin, to martwy Indianin nabiera zupełnie innego
sensu, bo trzeba dodać, że chodzi o ochrzczonego Indianina. Grzeszna natura
Indian była dla franciszkanina nie tylko usprawiedliwieniem przemocy, ale także
uzasadnieniem przymusowych redukcji na terenie misji, bowiem jak twierdził, uczynić
z Indianina człowieka można tylko poprzez pełną „denaturalizację” (sic!)
Konkluzja po lekturze treści na temat św.
Junipera2 jest taka, że na dźwięk hasła Rechrystianizacja Europy
Zachodniej w ustach naszych polityków jedynie słusznej partii, wyznających jedynie
prawdziwą religię, można dostać odruchów wymiotnych, albo i gorzej: biegunki ze
strachu. Bo wprawdzie metod św. Junipera dziś już nikt nie będzie stosował, ale
skutki mogą okazać się całkiem podobne, zaś Morawieckiego z Dudą papież
Franciszek albo jego następca, może uznać za świętych. W tym miejscu nie mogę
uciec od sarkazmu: Boże, chroń nas przed rechrystianizacją!
Przypisy:
1 - https://www.pch24.pl/kolejna-odslona-walki-z-pomnikami--wladze-miasta-ventura-usunely-monument-sw--junipera-,77429,i.html
2 - całość na podstawie: http://www.tierralatina.pl/2015/09/indian-lives-matter/
1 - https://www.pch24.pl/kolejna-odslona-walki-z-pomnikami--wladze-miasta-ventura-usunely-monument-sw--junipera-,77429,i.html
2 - całość na podstawie: http://www.tierralatina.pl/2015/09/indian-lives-matter/