Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyściec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyściec. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Relacja z podróży



  Nie tak dawno pisałem o rozwodach, bardziej w ujęciu społecznym. Dziś dla odmiany w nieco innym, bardziej kuriozalnym. Ale nim o istocie sprawy, kilka uwag. Większość z nas lubi podróżować i pewnie tyle samo wciąż ma, jeśli nie w planie, to przynajmniej marzenia o tym, aby się wybrać w ściśle określone miejsce, a nawet w kilka. Przyznam, że sam miałem takie „marzenie”, problem w tym, że nieziszczalne i to nawet nie z tak przyziemnego powodu jak kasa. Gdzie tu związek podróży z rozwodami? Spieszę wyjaśnić. Tu muszę jeszcze tylko dodać, że chętnie bym zwiedził, po tym jak zacząłem wątpić, to jedno z trzech mitycznych miejsc – niebo, piekło lub czyściec.

  Marzenie ściętej głowy, tym bardziej, że w istnienie tych miejsc już nie wierzę. Ale są tacy, co mieli to szczęście i to jeszcze za życia ziemskiego, te miejsca odwiedzili. Tak, tak, byli tacy szczęściarze. Jedną z nich była niejaka Zofia Wyskiel, zwana siostrą Medardą, mieszkanka Poznania; zmarła w 1973 roku w opinii wielu jako święta i tylko Watykan tej świętości uznać nie chce. I zdała dość dokładną relację* z pobytu w czyśćcu. Okazuje się, że ten czyściec jest podzielony i opisała tylko dwa miejsca, tam gdzie przebywają aborterzy – matki, ojcowie i lekarze, oraz drugie, gdzie są... rozwodnicy. Opis jest tak realistyczny, że trudno mu cokolwiek zarzucić, bo choć niewiele dotyczy samego miejsca, to już opis cierpień rozwodników jest tak plastyczny, że mucha nie siada. Przytoczę kilka fragmentów, które szczególnie mnie ujęły: „Widziałam w czyśćcu także dusze, które zerwały Sakrament Małżeństwa. Dusze te związane są jakby ognistymi łańcuchami… chcą oderwać się od siebie, aby być swobodne, ale to jest niemożliwe. Im więcej chcą się oderwać tym bardziej cierpią… bo się szarpią… Cierpienie to jest okropne! Gdzie jedna dusza się ruszy tam druga iść musi za nią. (...) Widziałam inne osoby, które zerwały Sakrament Małżeństwa żyjąc w rozpuście, popełniając grzech wiarołomstwa przez powtórne związki cywilne, nielegalnie żyjąc cudzołożyli ciągle popełniając grzech śmiertelny. Osoby te były w świętokradztwie. Dusze ich wtrącone były w takie otchłanie, że patrzyłam z przerażeniem i myślałam, że to dno piekła… panowały tam okropne ciemności”. Tu już nie mogę się powstrzymać od drobnej uwagi. Co siostra Medarda widziała, skoro tam były nieprzeniknione ciemności? Na razie w takie szczegóły nie będę wnikał. Ale co te dusze robią w czyśćcu, skoro popełniły grzech śmiertelny, tego już sobie w żaden sposób wyjaśnić nie potrafię.

  Dalej jest podobnie: „Dusze matek, które pozostawiły swe dzieci bez opieki i poszły za popędem zmysłowym dając zgorszenie swoim własnym dzieciom, tak samo i ojców, którzy nie opiekowali się dziećmi zostawiając żony z dziećmi na pastwę losu miały za to jeszcze dodatkową pokutę: – ciągle miały przed oczyma swoje dzieci, (...) co sprawiało im, wielkie męczarnie. (...) Najwięcej cierpiały kobiety, które przez swoją kokieterię i wyuzdanie zdradzały mężów a innych mężów odciągały od ich żon i ogniska domowego, (...) Takie kobiety, które nazwać można diabłami a nie kobietami, które potrafiły rozbić ogniska domowe, cierpią tutaj najwięcej”. Z tego opisu wynikają dwa istotne wnioski. Pierwszy, że kobiety cierpią częściej i bardziej za swą rozpustę, choć mnie się wydawało, że więcej jest rozwodów z winy facetów. Drugi, związany z tymi ognistymi łańcuchami – po cholerę było mi zawierać sakramentalny związek małżeński? Jedno pocieszenie, że to tylko czyściec i kiedyś pewnie te męki się skończą, a wtedy hulaj dusza, piekła nie ma. Łańcuchy znikną i już po problemie. Może jedynie kobietom, które rozbiły inne małżeństwa, grymas bólu i cierpienia na twarzy zostanie..., ale to już nie będzie mój problem. 

  Mnie w tym opisie zastanawiają jednak bardziej dwie inne sprawy. Pierwsza dotyczy duszy, bo to ona będzie w tym czyśćcu, a nie ciało. Zastanawiam się, jak jest w ogóle możliwe spętanie niematerialnej istoty materialnym łańcuchem? Podobno te dusze mogą przenikać ściany, ba! grube mury, czymże jest wobec tego taki łańcuch, nawet jeśli rozpalony? Ok, może tego nie zrozumiem nigdy, natomiast bardziej mnie zastanawia pobyt w tym czyśćcu dusz dzieci z rozbitych małżeństw i tych abortowanych, o których nie wspomniałem. Czymże one zawiniły, aby oglądać męki rodziców i nie móc się z tego miejsca wyzwolić? Nasuwa mi się taki wniosek, że nawet gdybym się nie rozwiódł i tak bym tam się znalazł, bo moi rodzice się rozwiedli, zgodnie ze swoiście pojmowaną odpowiedzialnością zbiorową, ściślej – odpowiedzialnością rodzinną. Pokuszę się też o zacytowanie pewnego komentarza spod artykułu: „Należy jeszcze raz zapoznać się z tekstem jeżeli nadal nie wierzycie. Człowiek obdarzony widzeniem czyśca i piekła to największy skarb [podkreślenie moje]. Bóg nam chce poprzez mądrych ludzi ukazać zło jakie czeka nas jeżeli będziemy popełniać te błedy.  Strzeszmy się Sądu Bożego i samego Boga . Jak dobrze że takie widzenia były teraz możemy się dowiedzieć co nas czeka jeżeli będziemy popełniać te grzechy” (pisownia oryginalna). Ja też uważam, że dobrze, że takie teksty się publikuje. Umacniają mnie w przekonaniu, że mój ateizm był dobrym wyborem. Strzeszmy się Boga i bogów.

  Swoją drogą zastanawia mnie ta siostra Medarda. Ja też wprawdzie miewam koszmary, czasami śni mi się moja była już żona, jak nade mną wrzeszczy, ale to tylko wtedy, gdy zjem na kolację coś niestrawnego i w dodatku za dużo. W innych okolicznościach śnią mi się piękne kobiety, w sytuacji raczej dwuznacznej, zarówno te, które znałem, jak i te, których nie poznałem. Dlatego od pewnego czasu jem tylko lekkostrawne kolacyjki w umiarkowanych ilościach...Polecam.