Nie tak
dawno pisałem o rozwodach, bardziej w ujęciu społecznym. Dziś dla odmiany w
nieco innym, bardziej kuriozalnym. Ale nim o istocie sprawy, kilka uwag.
Większość z nas lubi podróżować i pewnie tyle samo wciąż ma, jeśli nie w
planie, to przynajmniej marzenia o tym, aby się wybrać w ściśle określone
miejsce, a nawet w kilka. Przyznam, że sam miałem takie „marzenie”, problem w
tym, że nieziszczalne i to nawet nie z tak przyziemnego powodu jak kasa. Gdzie
tu związek podróży z rozwodami? Spieszę wyjaśnić. Tu muszę jeszcze tylko dodać,
że chętnie bym zwiedził, po tym jak zacząłem wątpić, to jedno z trzech
mitycznych miejsc – niebo, piekło lub czyściec.
Marzenie
ściętej głowy, tym bardziej, że w istnienie tych miejsc już nie wierzę. Ale są
tacy, co mieli to szczęście i to jeszcze za życia ziemskiego, te miejsca
odwiedzili. Tak, tak, byli tacy szczęściarze. Jedną z nich była niejaka Zofia
Wyskiel, zwana siostrą Medardą, mieszkanka Poznania; zmarła w 1973 roku w
opinii wielu jako święta i tylko Watykan tej świętości uznać nie chce. I zdała
dość dokładną relację* z pobytu w czyśćcu. Okazuje się, że ten czyściec jest
podzielony i opisała tylko dwa miejsca, tam gdzie przebywają aborterzy – matki,
ojcowie i lekarze, oraz drugie, gdzie są... rozwodnicy. Opis jest tak
realistyczny, że trudno mu cokolwiek zarzucić, bo choć niewiele dotyczy samego
miejsca, to już opis cierpień rozwodników jest tak plastyczny, że mucha nie
siada. Przytoczę kilka fragmentów, które szczególnie mnie ujęły: „Widziałam w czyśćcu także dusze, które
zerwały Sakrament Małżeństwa. Dusze te związane są jakby ognistymi łańcuchami…
chcą oderwać się od siebie, aby być swobodne, ale to jest niemożliwe. Im więcej
chcą się oderwać tym bardziej cierpią… bo się szarpią… Cierpienie to jest
okropne! Gdzie jedna dusza się ruszy tam druga iść musi za nią. (...) Widziałam
inne osoby, które zerwały Sakrament Małżeństwa żyjąc w rozpuście, popełniając
grzech wiarołomstwa przez powtórne związki cywilne, nielegalnie żyjąc
cudzołożyli ciągle popełniając grzech śmiertelny. Osoby te były w
świętokradztwie. Dusze ich wtrącone były w takie otchłanie, że patrzyłam z
przerażeniem i myślałam, że to dno piekła… panowały tam okropne ciemności”.
Tu już nie mogę się powstrzymać od drobnej uwagi. Co siostra Medarda widziała,
skoro tam były nieprzeniknione ciemności? Na razie w takie szczegóły nie będę wnikał.
Ale co te dusze robią w czyśćcu, skoro popełniły grzech śmiertelny, tego już
sobie w żaden sposób wyjaśnić nie potrafię.
Dalej jest
podobnie: „Dusze matek, które pozostawiły
swe dzieci bez opieki i poszły za popędem zmysłowym dając zgorszenie swoim
własnym dzieciom, tak samo i ojców, którzy nie opiekowali się dziećmi
zostawiając żony z dziećmi na pastwę losu miały za to jeszcze dodatkową pokutę:
– ciągle miały przed oczyma swoje dzieci, (...) co sprawiało im, wielkie
męczarnie. (...) Najwięcej cierpiały kobiety, które przez swoją kokieterię i
wyuzdanie zdradzały mężów a innych mężów odciągały od ich żon i ogniska
domowego, (...) Takie kobiety, które nazwać można diabłami a nie kobietami,
które potrafiły rozbić ogniska domowe, cierpią tutaj najwięcej”. Z tego
opisu wynikają dwa istotne wnioski. Pierwszy, że kobiety cierpią częściej i
bardziej za swą rozpustę, choć mnie się wydawało, że więcej jest rozwodów z
winy facetów. Drugi, związany z tymi ognistymi łańcuchami – po cholerę było mi zawierać
sakramentalny związek małżeński? Jedno pocieszenie, że to tylko czyściec i
kiedyś pewnie te męki się skończą, a wtedy hulaj dusza, piekła nie ma. Łańcuchy
znikną i już po problemie. Może jedynie kobietom, które rozbiły inne
małżeństwa, grymas bólu i cierpienia na twarzy zostanie..., ale to już nie
będzie mój problem.
Mnie w tym opisie zastanawiają jednak bardziej dwie inne
sprawy. Pierwsza dotyczy duszy, bo to ona będzie w tym czyśćcu, a nie ciało.
Zastanawiam się, jak jest w ogóle możliwe spętanie niematerialnej istoty
materialnym łańcuchem? Podobno te dusze mogą przenikać ściany, ba! grube mury,
czymże jest wobec tego taki łańcuch, nawet jeśli rozpalony? Ok, może tego nie
zrozumiem nigdy, natomiast bardziej mnie zastanawia pobyt w tym czyśćcu dusz
dzieci z rozbitych małżeństw i tych abortowanych, o których nie wspomniałem.
Czymże one zawiniły, aby oglądać męki rodziców i nie móc się z tego miejsca
wyzwolić? Nasuwa mi się taki wniosek, że nawet gdybym się nie rozwiódł i tak
bym tam się znalazł, bo moi rodzice się rozwiedli, zgodnie ze swoiście pojmowaną
odpowiedzialnością zbiorową, ściślej – odpowiedzialnością rodzinną. Pokuszę się
też o zacytowanie pewnego komentarza spod artykułu: „Należy jeszcze raz zapoznać się z tekstem jeżeli nadal nie wierzycie.
Człowiek obdarzony widzeniem czyśca i piekła to największy skarb [podkreślenie moje]. Bóg nam chce
poprzez mądrych ludzi ukazać zło jakie czeka nas jeżeli będziemy popełniać te
błedy. Strzeszmy się Sądu Bożego i
samego Boga . Jak dobrze że takie widzenia były teraz możemy się dowiedzieć co
nas czeka jeżeli będziemy popełniać te grzechy” (pisownia oryginalna). Ja
też uważam, że dobrze, że takie teksty się publikuje. Umacniają mnie w
przekonaniu, że mój ateizm był dobrym wyborem. Strzeszmy się Boga i bogów.
Swoją drogą
zastanawia mnie ta siostra Medarda. Ja też wprawdzie miewam koszmary, czasami śni
mi się moja była już żona, jak nade mną wrzeszczy, ale to tylko wtedy, gdy zjem
na kolację coś niestrawnego i w dodatku za dużo. W innych okolicznościach śnią
mi się piękne kobiety, w sytuacji raczej dwuznacznej, zarówno te, które znałem,
jak i te, których nie poznałem. Dlatego od pewnego czasu jem tylko lekkostrawne
kolacyjki w umiarkowanych ilościach...Polecam.
Przypisy:
* - http://www.fronda.pl/a/wizja-s-zofii-wyskiel-dot-aborcjonistow-i-rozwodnikow-1,86894.html
* - http://www.fronda.pl/a/wizja-s-zofii-wyskiel-dot-aborcjonistow-i-rozwodnikow-1,86894.html