Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demonologia stosowana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demonologia stosowana. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2020

Demon lenistwa - agnostycyzm


  Anegdota mówi, że na Sądzie Ostatecznym ateiści będą przerażeni, zaś agnostycy w najgorszym razie będą mieli tylko niewyraźne miny. Trudno jednoznacznie sprecyzować kim jest agnostyk, bo ilu takich znam, albo ilu się za takich uważa, tak różne są ich (świato)poglądy. Ogólnie – agnostyk – to ktoś, kto uważa, że nie ma możliwości całkowitego poznania rzeczywistości, i jakem ateista, przyznam, że trudno się z tym nie zgodzić, choć w zupełnie innym kontekście. Schody zaczynają się w momencie, gdy zapytać o kontekst religijny. Mój ateizm opiera się na stwierdzeniu, że nie wiem czy Bóg/bogowie istnieją, ale Jego/ich istnienie jest tak nieprawdopodobne, że na pewno niemożliwe. Agnostyk uzna, że skoro nie sposób udowodnić ich nieistnienia1, sprawa jest otwarta, ale i niewarta jakiegokolwiek wysiłku umysłowego – tytułowy demon lenistwa.

  To ma swoje konsekwencje, które agnostyk zobrazuje mniej więcej tak: choć o Bogu nie wiem nic, nie mam wystarczających podstaw do odrzucenia hipotezy o istnieniu Boga. Jak dotąd bowiem nie udowodniono Jego nieistnienia (sic!) Tym stwierdzeniem agnostycy okazują wierze nie tyle krytyczny stosunek, co ostrożny szacunek i (za)daleko idące zrozumienie. Coś jak Zakład Pascala: wprawdzie trudno uwierzyć w istnienie Boga, ale nie zaszkodzi żyć, tak jakby był. Jak to ładnie ujął kiedyś sam T. Terlikowski, zagorzały katolik, z którym mam na przysłowiowym pieńku: „W ogóle nie wierzę w praktyczny agnostycyzm. To postawa czysto teoretyczna. W praktyce człowiek dokonuje wyboru i żyje tak, jakby Bóg istniał, albo tak, jakby nie istniał. Dlatego w życiu codziennym można być teistą lub ateistą. Gdyby ktoś zaczął tak żyć, jakby Bóg istniał, chociażby tego nie wiedział, to prędzej czy później, jak to ładnie nazywał Pascal – zostałby osobą wierzącą2. Innymi słowy, agnostyk to doskonały materiał na osobę wierzącą, choć on jeszcze o tym nie wie. Każdy agnostyk będzie mówił, że sprawy istnienia i nieistnienia Boga/bogów go nie absorbują, ale gdy przyjdzie „co do czego” – twardo będzie bronił swojej niejednoznacznej postawy. Bo rodzi się pytanie, czy we współczesnym świecie w ogóle jest możliwa postawa agnostyczna? Może się bowiem okazać tak, że agnostycyzm jest deklaracją bez pokrycia. J. Janicki określił agnostycyzm jako: „Najbardziej prywatną postawą, ale, jeśli tak można rzec, jednak w pewnym stopniu religijną. Nie posiada mocnych tez, a więc jest trudna do zamanifestowania, za to łatwo ją określić jako duchową łatwiznę i eskapizm3. I biorąc pod uwagę moich znajomych agnostyków stwierdzam, że wiele w tym określeniu jest prawdy.

  Najczęściej mamy z taką niejasną deklaracją do czynienia, gdy posyłamy dzieci na lekcje religii. Podobno nie zaszkodzi, gdyż kiedyś one same wybiorą wiarę, niewiarę lub coś nieokreślonego pośrodku. Uczciwość nakazywałaby, aby jednocześnie nasze dziecko miało kontakt z ateizmem, w sensie negacji wiary religijnej. Tymczasem agnostyk posyłający dziecko na religię daje pełne przyzwolenie na jednostronną indoktrynację w czasie, gdy dziecka nie stać na samodzielny, otwarty krytycyzm. Dodajmy gwoli ścisłości, że lekcje etyki, na które dzieci mogą chodzić równolegle, niczego nie załatwiają. Tam nie uczą krytycznego podejścia do wierzeń i religijnych rytuałów. Do tego potrzebne byłoby religioznawstwo, a no to w wieku kształtowania się świadomości dzieci przyzwolenie nie ma, nomen omen, ze strony Kościoła. Na lekcja religii ostrej krytyce poddaje się niewiarę i inne religie, tylko nie katolicyzm. Tym samym, w przypadku posyłania dzieci na lekcje religii, owa agnostyczna deklaracja przeczy sama sobie. Lenistwo agnostycyzmu spycha kształtowanie umysłów potomstwa w niezmierzoną otchłań demonów religijnych.

  Podobnie dzieje się w takich przypadkach jak osąd na temat aborcji, in vitro czy nawet statutu Kocioła w świeckim państwie. Najczęściej w takich kwestiach agnostyk opowie się za wierzącymi. Koronny argument to: dwa tysiąclecia tradycji i nauki chrześcijańskiej. Przecież ludzie nie mogli się aż tak mylić. Otóż mogli, czego dowodzą sami chrześcijanie krytykując np. judaizm, który kwitł znacznie dłużej, za to tylko, że odrzucił Zbawienie. O innych, niechrześcijańskich religiach: buddyzm, hinduizm, nie wspomnę. Najdziwniejsze jest jednak to, że agnostycy bardzo często opowiadają się za deizmem, takim bogiem, który jest czymś nie-wiadomo-co. Ale to już temat na osobną notkę.



Przypisy:
1 - do niedawna też uważałem, że nieistnienia Boga/bogów nie da się udowodnić. Zdanie podtrzymuję, jeśli mowa o płaszczyźnie naukowej (doświadczalnej). Natomiast na płaszczyźnie teoretycznej, na której bazuje również wiara, jest to nie tylko możliwe, ale nawet nie do podważenia. Pewnie temu poświęcę osobną notkę.
2 - https://pl.wikiquote.org/wiki/Agnostycyzm
3 - ibidem.