Anegdota mówi, że na Sądzie Ostatecznym
ateiści będą przerażeni, zaś agnostycy w najgorszym razie będą mieli tylko
niewyraźne miny. Trudno jednoznacznie sprecyzować kim jest agnostyk, bo ilu
takich znam, albo ilu się za takich uważa, tak różne są ich (świato)poglądy. Ogólnie –
agnostyk – to ktoś, kto uważa, że nie ma możliwości całkowitego poznania
rzeczywistości, i jakem ateista, przyznam, że trudno się z tym nie zgodzić, choć w zupełnie innym kontekście.
Schody zaczynają się w momencie, gdy zapytać o kontekst religijny. Mój ateizm
opiera się na stwierdzeniu, że nie wiem czy Bóg/bogowie istnieją, ale Jego/ich
istnienie jest tak nieprawdopodobne, że na pewno niemożliwe. Agnostyk uzna, że
skoro nie sposób udowodnić ich nieistnienia1, sprawa jest otwarta,
ale i niewarta jakiegokolwiek wysiłku umysłowego – tytułowy demon lenistwa.
To ma swoje konsekwencje, które agnostyk zobrazuje mniej
więcej tak: choć o Bogu nie wiem nic, nie mam wystarczających podstaw do
odrzucenia hipotezy o istnieniu Boga. Jak dotąd bowiem nie udowodniono Jego
nieistnienia (sic!) Tym stwierdzeniem agnostycy okazują wierze nie tyle krytyczny
stosunek, co ostrożny szacunek i (za)daleko idące zrozumienie. Coś jak Zakład Pascala: wprawdzie trudno
uwierzyć w istnienie Boga, ale nie zaszkodzi żyć, tak jakby był. Jak to ładnie ujął
kiedyś sam T. Terlikowski, zagorzały katolik, z którym mam na przysłowiowym pieńku:
„W ogóle nie wierzę w praktyczny
agnostycyzm. To postawa czysto teoretyczna. W praktyce człowiek dokonuje
wyboru i żyje tak, jakby Bóg istniał, albo tak, jakby nie istniał. Dlatego
w życiu codziennym można być teistą lub ateistą. Gdyby ktoś zaczął tak
żyć, jakby Bóg istniał, chociażby tego nie wiedział, to prędzej czy później,
jak to ładnie nazywał Pascal – zostałby osobą wierzącą”2.
Innymi słowy, agnostyk to doskonały materiał na osobę wierzącą, choć on jeszcze
o tym nie wie. Każdy agnostyk będzie mówił, że sprawy istnienia i
nieistnienia Boga/bogów go nie absorbują, ale gdy przyjdzie „co do czego” – twardo
będzie bronił swojej niejednoznacznej postawy. Bo rodzi się pytanie, czy we współczesnym świecie w
ogóle jest możliwa postawa agnostyczna? Może się bowiem okazać tak, że agnostycyzm
jest deklaracją bez pokrycia. J. Janicki określił agnostycyzm jako: „Najbardziej prywatną postawą, ale, jeśli tak
można rzec, jednak w pewnym stopniu religijną. Nie posiada mocnych tez,
a więc jest trudna do zamanifestowania, za to łatwo ją określić jako duchową
łatwiznę i eskapizm”3. I biorąc pod uwagę moich znajomych
agnostyków stwierdzam, że wiele w tym określeniu jest prawdy.
Najczęściej mamy z taką niejasną deklaracją do
czynienia, gdy posyłamy dzieci na lekcje religii. Podobno nie zaszkodzi, gdyż
kiedyś one same wybiorą wiarę, niewiarę lub coś nieokreślonego pośrodku. Uczciwość
nakazywałaby, aby jednocześnie nasze dziecko miało kontakt z ateizmem, w sensie
negacji wiary religijnej. Tymczasem agnostyk posyłający dziecko na religię daje
pełne przyzwolenie na jednostronną indoktrynację w czasie, gdy dziecka nie stać na
samodzielny, otwarty krytycyzm. Dodajmy gwoli ścisłości, że lekcje etyki, na
które dzieci mogą chodzić równolegle, niczego nie załatwiają. Tam nie uczą
krytycznego podejścia do wierzeń i religijnych rytuałów. Do tego potrzebne
byłoby religioznawstwo, a no to w wieku kształtowania się świadomości
dzieci przyzwolenie nie ma, nomen omen, ze
strony Kościoła. Na lekcja religii ostrej krytyce poddaje się niewiarę i inne religie, tylko
nie katolicyzm. Tym samym, w przypadku posyłania dzieci na lekcje religii, owa
agnostyczna deklaracja przeczy sama sobie. Lenistwo agnostycyzmu spycha
kształtowanie umysłów potomstwa w niezmierzoną otchłań demonów religijnych.
Podobnie dzieje się w takich przypadkach jak
osąd na temat aborcji, in vitro czy nawet statutu Kocioła w świeckim państwie.
Najczęściej w takich kwestiach agnostyk opowie się za wierzącymi. Koronny
argument to: dwa tysiąclecia tradycji i nauki chrześcijańskiej. Przecież ludzie
nie mogli się aż tak mylić. Otóż mogli, czego dowodzą sami chrześcijanie
krytykując np. judaizm, który kwitł znacznie dłużej, za to tylko, że odrzucił Zbawienie. O innych, niechrześcijańskich
religiach: buddyzm, hinduizm, nie wspomnę. Najdziwniejsze jest jednak to, że
agnostycy bardzo często opowiadają się za deizmem, takim bogiem, który jest
czymś nie-wiadomo-co. Ale to już temat na osobną notkę.
Przypisy:
1 - do niedawna też uważałem, że nieistnienia Boga/bogów nie da się udowodnić. Zdanie podtrzymuję, jeśli mowa o płaszczyźnie naukowej (doświadczalnej). Natomiast na płaszczyźnie teoretycznej, na której bazuje również wiara, jest to nie tylko możliwe, ale nawet nie do podważenia. Pewnie temu poświęcę osobną notkę.
2 - https://pl.wikiquote.org/wiki/Agnostycyzm
3 - ibidem.
1 - do niedawna też uważałem, że nieistnienia Boga/bogów nie da się udowodnić. Zdanie podtrzymuję, jeśli mowa o płaszczyźnie naukowej (doświadczalnej). Natomiast na płaszczyźnie teoretycznej, na której bazuje również wiara, jest to nie tylko możliwe, ale nawet nie do podważenia. Pewnie temu poświęcę osobną notkę.
2 - https://pl.wikiquote.org/wiki/Agnostycyzm
3 - ibidem.