Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech pierworodny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech pierworodny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2019

Grzech pierworodny


  Rozdział trzeci Księgi Rodzaju opisuje dość dokładnie, jak to człowiek spaprał sobie papiery prawie na całą wieczność. Ziemską wieczność, bo ta podobno będzie skończona, chyba  że człowiek znajdzie sposób, by przenieść się w inny układ słoneczny z nową ziemią. Na dziś to czysta futurologia, więc w zasadzie nie ma się czym zajmować. Jedyny szkopuł takiej wizji to fakt, że nasi potomkowie zostawią na tej ginącej planecie szczątki swoich przodków, w tym nas. Jak wierzą wyznawcy Boga jedynego, żaden problem, wszak wszyscy zmartwychwstaną, nic to, że w innej rzeczywistości, czy może w innym wymiarze czasoprzestrzeni.

  Ale ja nie o tym, nie za bardzo mi się ta koncepcja podoba, nawet jeśli obiecują, że ani cierpienia, ani żadnych innych problemów nie będzie. A może właśnie dlatego? Ostatnio natrafiłem na kilka artykułów, z których wynika, że niepostrzeżenie wiara zaczyna mieć i z tym problem. Wszystko przez tę ewolucję, którą obmyślił i przekazał światu niejaki Darwin. On i jego następcy odebrali wierze jedną z najpiękniejszy, ale i najbardziej dramatycznych baśni, jaką jest stworzenie pierwszych ludzi. Wraz z nimi zatraca się pojęcie grzechu pierworodnego. Nie było raju, nie było drzewa z zakazanym owocem, nie było szatana, który skusił Ewę i nikt nikogo nie pokarał śmiercią, ta istniała od momentu zaistnienia życia. Co żyje to umiera, i człowiek nie był tu nigdy żadnym wyjątkiem. Jeszcze niewielu zdaje sobie sprawę, jakie konsekwencje ta oczywista prawda niesie, ale też już nikt rozsądny, nie zaprzeczy faktom istnienia ewolucji, choć wciąż obarcza się ją pierwiastkiem boskim. Ale nawet ten pierwiastek, z którym i tak trzeba będzie się kiedyś rozstać, bo nauka nie jest sentymentalna, nie zmienia jednego – grzech pierworodny nie istnieje. Człowiek nie miał okazji go popełnić. To wręcz przewraca do góry nogami pewne aspekty wiary, szczególnie zaś religii katolickiej.

  Chrzest niewiniątek, sorry,  chodzi oczywiście o nowonarodzonych, zatraca swój obecny sens. Staje się tylko i wyłącznie aktem przypisania do katolicyzmu na zasadzie – nie chcę, ale muszę, bo nie mam prawa głosu. Tyrania rodziców i kapłanów nakłada, na niczego nieświadomego obywatela świata,  przynależność do Kościoła na wieki wieków. Możesz robić obywatelu, co chcesz, nikt nigdy naprawdę z tej organizacji cię nie wypisze. Najwyżej w księdze parafialnej, przy twoim nazwisku, pojawi się adnotacja o dokonanej apostazji, co też niczego właściwie nie zmieni, po za tym, że w majestacie prawa boskiego, odmówią ci katolickiego pochówku. Na zasadzie niezrozumiałego dogmatu, przez całe życie będziesz naznaczony stemplem, który miał cię uwolnić od grzechu – grzechu, którego nigdy nie miałeś. Przy okazji, jeśli się nie odgrodzisz, będą ci wmawiać, że jesteś niegodnym stołu pańskiego, złym z natury, i tylko bezgraniczna pokora może ci pomóc, choć nie musi. Bo tej pokorze musi towarzyszyć jeszcze bardziej bezgraniczna miłość do niewidzialnej Istoty, która podobno na trzydzieści lat z niewielkim hakiem, przybrała postać ludzką, by ci przynieść wiadomość, że jak nie będziesz kochał tak jak On tego wymaga, czekają cię męki piekielne, też na wieki wieków.

  Teolodzy próbują coś z tym brakiem grzechu pierworodnego zrobić, bo przecież nie może być tak, aby dobrowolnie pozbyli się jednego z najważniejszych argumentów za tak wczesnym aktem przypisania do Kościoła, a który zapewnia miano najliczniejszej religii świata. Z kolei ta wielkość ma dowodzić, że tylko ta religia jest słuszna. Inaczej mówiąc, tworzy się wielkość za pomocą rytuału, który odbiera człowiekowi prawo samostanowienia, i tą wielkością tłumaczy się konieczność tego rytuału. Proste jak amen w pacierzu. I właśnie taką próbę zastąpienia czymś grzech pierworodnego podejmuje ks. Włodzimierz Zatorski OSB. Dowodzi, że człowiek jest już z natury grzeszny i to nim uświadamia sobie swoje „ja”. To może mieć swoje logiczne uzasadnienie, wystarczy że zrobisz coś, co drugiemu człowiekowi nie będzie się podobać. Wystarczy, że ten drugi będzie zaprogramowany na jakąś wiarę i już masz pojęcie grzechu w danym systemie moralnym. Ks. Zatorski wyjaśnia to prosto i dobitnie: „(...) musimy pamiętać jednocześnie o prawdzie naszego upadku, o tajemnicy nieprawości w nas istniejącej. Konieczna jest konfrontacja z własnym grzechem, z bardzo przykrą prawdą o swojej głupocie, małości i nieprawości1. Ja mam jednak z tym problem, o którym poniżej, bo aby to była prawda, trzeba by zdefiniować, czym jest ta tajemnica nieprawości. Mamy tu bowiem do czynienia z tak popularnym w chrześcijaństwie uciekaniem się do jakieś niesprecyzowanej tajemnicy. Jeszcze jeden fragment zdania tego autora: „Jednak kiedy już poznamy swój grzech (...)2. Zadam w tym miejscu proste pytanie: a co to jest grzech? Od razu też dodam, że nie satysfakcjonuje mnie odpowiedź, że co jest grzechem objawił nam Bóg. Skoro cała Biblia jest zbiorem pism autorstwa ludzi, żadna opinia Boga nie ma tu znaczenia, bo my jej nie znamy. Z tej Księgi dowiemy się li tylko tego, jak z wieloma, i jak z wielkimi problemami moralności musiał zmierzyć się człowiek.

  Aby moje wątpliwości wyjaśnić, odniosę się do kilku przykładów. Czy w świecie przed Mojżeszem, mając wzgląd na historię Abrahama, morderstwo było grzechem? Dodajmy morderstwo na własnym dziecku? Kłamstwo też, bo Bóg oszukał Abrahama. Czy łupienie innych (czytaj: kradzież) zawsze było grzechem?  Cały Stary Testament jest pełny takich przykładów w sensie pozytywnym. Czy cudzołóstwo zawsze było grzechem? Ten sam Abraham spółkuje z niewolnicą i to podoba się Bogu. A może odbieranie godności innym (patrz: niewolnictwo i poddaństwo)? A może czynienie zła bliźniemu (patrz: przypowieść o Hiobie)? A może rozwód lub wielożeństwo? Zabijanie dzieci (patrz: plagi egipskie)? A weźmy inne kultury. Pedofilia ma się dobrze w islamie, prostytucja była praktykowana w świątyniach, kazirodztwo było przywilejem władców, kupowanie żon, niemal we wszystkich kulturach, nawracanie na siłę, nierzadko ogniem i mieczem, itp., itd. A wszystko pod płaszczykiem różnych religii, gdyż innej moralności, jak religijna nie było, o co zresztą do nikogo nie można mieć pretensji. Rzecz w tym, ze pojęcie grzechu jest pojęciem enigmatycznym, niemożliwym do określenia, a już tym bardziej do sprecyzowania, w pełni zależnym od istniejącej, zarówno wiary, jak i kultury.

  Nie mam zamiaru gloryfikować, tym bardziej usprawiedliwiać tych elementów naszej moralności, które dziś uznajemy za amoralne. Moralność ewoluowała podobnie jak życie na tej ziemi, ale wbrew temu, co pisze ks. Zatorski, człowiek nie jest naznaczony żadną grzesznością, wręcz przeciwnie, decyduje w nas pierwiastek, który zbliża nas do dobra, choć pewnie jego absolutu nigdy nie uda się osiągnąć. Żadna religia nam w tym nie pomoże bardziej..., niż własne zrozumienie etyki.






sobota, 27 sierpnia 2016

Sprawiedliwość Boża



  Zawsze mnie zastanawiało gdzie kończy się krytyka a zaczyna drwina. Tej drugiej chciałbym uniknąć, ale nigdy stuprocentowej pewności nie mam. I chyba już nigdy mieć nie będę. Tak i w tym przypadku, gdyż temat, który chcę poruszyć jest naprawdę ciekawy, i nie mogę się oprzeć poddania go ostrej krytyce.

  Sprawa dotyczy św. Ludwika z Grenady (1505 – 1588), mistyka dominikańskiego. Posiadał rzadki talent krasomówczy (co okaże się być nie bez znaczenia), uzyskał magisterium z teologii, jego dzieła cieszyły się dużą popularnością w Hiszpanii i w całej Europie. Posiadł sztukę celnej argumentacji i jasnego, przejrzystego stylu.1 (sic!)

  Ponieważ niemal od zawsze mam problem z tą sprawiedliwością Bożą, zaciekawił mnie artykuł o podobnym tytule jak mój felieton. Artykuł na portalu PCH24.pl.2 Szukam cały czas wyjaśnień tego fenomenu. I doczekałem się czegoś na wzór definicji, której zacytowania nie jestem się w stanie oprzeć: „Wszystkie drogi Boże są sprawiedliwe i miłosierne. Aż do pierwszej zbrodni objawione było samo miłosierdzie. Sprawiedliwość pozostawała zawarta w łonie Bożym jak miecz w swojej pochwie.”3 Jestem spaczony i od razu mnie się to źle kojarzy. Pominę płeć (na razie) bo i ta mi się nasunęła, ale akurat miecz i pochwa kojarzy mi się z wojną i to nie zawsze sprawiedliwą. Sprawiedliwość, jeśli już, symbolicznie kojarzymy z wagą. Ważą się nasze dobre i złe uczynki.

  Dalej jest jednak gorzej, gdyż tu już mamy do czynienia ze skojarzeniem, które się we mnie tylko tliło. Czytam: „(...) jaka może być wina dziecka w łonie matki, żeby ta sama chwila, która obdarza je życiem, wydawała je zarazem na gniew i karanie? Samo przez się niewinne, jest ono dzieckiem występnego ojca, który grzechem skaził naturę ludzką w jej źródle [wszystkie podkreślenia moje], nosi więc na sobie złowrogie piętno zmazy swego nieszczęśliwego pochodzenia. Taka jest wielkość chwały Bożej!” Tu pewnie chodzi o grzech pierworodny, którym sprawiedliwy Bóg obdarzył nas wszystkich do ostatniego pokolenia. Wszystkich z jednym jedynym wyjątkiem – Marii, Matki Bożej. To się zresztą wyjaśnia: „Pierwszy człowiek grzeszy i natychmiast zostaje wygnany na zawsze z miejsca rozkoszy, gdzie był osadzony. Idzie za popędem zmysłowości i odtąd rodzaj ludzki jęczy pod nawałem klęsk i niedoli, i po tylu wciąż pokoleniach dziecko, na samym wstępie życia, czuje się dotknięte ciosem, który dotknął jego ojca. Tyle wieków nie mogło zatrzeć winy rozłożonej na tak wielkiej liczbie ludzi, ukaranej tyloma plagami. Wszystkie klęski, jakie dotąd nawiedzały świat, wszystkie choroby, wszystkie śmierci, które go dotąd wypełniły, wszystkie grzechy, jakie wtrąciły i jeszcze wtrącają dusze w wieczne płomienie – to jakby iskry tryskające z tego nieszczęsnego ogniska, jakby pomniki głoszące sprawiedliwość Bożą.” To jest ten jasny i przejrzysty styl krasomówczy.

  A cóż to za straszliwa wina? To pierwszy grzech Adama i Ewy w raju popełniony pod wpływem pokusy szatana. Polegał on na uniesieniu się pychą i okazaniu nieposłuszeństwa wobec Boga poprzez spożycie z drzewa poznania dobra i zła owocu zakazanego, i jest przekazywany dziecku w akcie poczęcia (sic!) Grzech pierworodny dokonany z przyczyny posiadania wolnej woli, którą człowieka obdarzył ten sam Bóg. Innymi słowy, otrzymaliśmy w darze coś, z czego nie wolno było skorzystać. Dar poznania dobra i zła, za który zostaliśmy ukarani. To się dziś zwykło określać mianem odpowiedzialności zbiorowej. Czasami jeszcze gorzej. Słynne, komunistyczne: dajcie mi człowieka, a wina się znajdzie.

  Najzabawniejsze jest w tym to, że tego nikt nie widział, reportera przy tym nie było, a pierwsza wzmianka pisana pojawiała się blisko dwa miliony lat po tym wydarzeniu...

Przypisy:
1. Za Wikipedią
2. http://www.m.pch24.pl/sprawiedliwosc-boza-karze-wystepek,10067,i.html
3. Wszystkie cytaty pochodzą ze wspomnianego wyżej artykułu.