Z góry uprzedzam,
nie jestem teologiem i niech nikt nie myśli, że mu wyjaśnię czym jest Duch
Święty. Jedynie o czym mogę pisać, to tylko o wątpliwościach związanych z
Trzecią Postacią Trójcy Świętej. A do napisania skłoniło mnie kilka argumentów
moich Czytelników, powołujących się na tę Postać, ze szczególnym wskazaniem na
jeden: nie mogę zrozumieć Słowa Bożego bez posiadania łaski, daru Ducha
Świętego. Ja się zgodzę z jednym. Pewnie nie dostąpiłem tej łaski, ale niech
nikt o to do mnie pretensji nie ma. Jak twierdzi katechizm KK, tej łaski się
nie nabywa przez zasługi, ani przez wypracowanie, ona jest dana z własnej woli
Boga, na którą ja nie mam żadnego wpływu. Nikt nie ma, więc wyrzutów sumienia z
tego powodu też nie mam.
I tu już
się rodzi moja pierwsza wątpliwość. Chodzi bowiem o sakrament bierzmowania.
Otóż ten sakrament jest niczym innym jak właśnie symbolicznym przekazaniem
daru Ducha Świętego z rąk biskupa, co stoi w wyraźniej sprzeczności do tej
wolnej woli Boga. Wiem, rozumiem, Kościół, jako zgromadzenie, jest wyposażony w
tę łaskę i ma ona służyć ewangelizacji i dawaniu świadectwa pobożnego życia.
Czy ma prawo obdarzać łaską Ducha Świętego? Ja tego nie rozstrzygnę.
Owocami
posiadania łaski Ducha Świętego mają być między innymi: mądrość, rozum, miłość,
radość, cierpliwość, łagodność, wierność, dobroć, pobożność, bojaźń boża i
jeszcze kilka innych, podobnych. Ja celowo pomijam kanon siedmiu specjalnych
darów Ducha Świętego, bo te są przeznaczone dla prawdziwie świętych, jak
również kanon darów charyzmatycznych dla mistyków. Oba kanony
wydają się zarezerwowane dla wąskiej i szczególnej grupy wiernych i niekoniecznie każdy z nas musi o nie zabiegać, choć jak wiadomo, to zabieganie nic nie daje. Świadomie
wymieszałem dary z owocami, które katechizm KK rozróżnia, ale teraz dla
wierzących Czytelników konkurs, aby wymienione dary od owoców rozróżnić.
Kolejna
wątpliwość wynika z pewnego naiwnego pytania: jak rozpoznać, że ma się dary
Ducha Świętego? Śmiem nieskromnie twierdzić, że mam w sobie niektóre z nich, choć nie
wszystkie i pewnie w niedostatecznym wymiarze. Ale ja jestem ateistą, co
niejako z definicji (wg nauk Kościoła) czyni mnie najgorszym z grzeszników, bo
mam w sobie grzech śmiertelny1. Bo też jedynym grzechem śmiertelnym
jest złamanie pierwszego przykazania Dekalogu. Tu dygresja, znam bardzo wielu
wierzących łamiących to przykazanie nagminnie i nawet świadomie, poprzez wiarę
w przesądy, wróżby czy nawet horoskopy. Ale nie będę oceniał, bo nie czuję się
upoważniony. Natomiast dziwi mnie pewność niektórych, że są obdarzeni łaską
Ducha Świętego i potrafią wskazać palcem, kto tej łaski nie posiada. A to już
zakrawa na bałwochwalstwo lub, w łagodniejszy określeniu, na... grzech pychy. Aby nie było, ja tych słów nie kieruję do nikogo konkretnego.
Nowy
Testament w Ewangeliach opisuje, jak się objawiało zesłania Ducha Świętego. Były
to wiatry i gołębica podczas chrztu Jezusa, płomyk nad głowami Apostołów czy
nagła znajomość wielu, do tej pory im obcych języków. Symbolem takiego zesłania
stał się gołąb. Niestety, Duch Święty zaniechał takich praktyk i teraz
pozostaje nam, co najwyżej, domniemanie. Każdy wierny chce być obdarzony darami
Ducha Świętego, ale niestety nie może być tego pewien, gdyż nie występują przy
tym żadne znaki. Według mnie, jego pewność powinna zachwiać jeszcze jedna
wątpliwość. Duch Święty to jedna z postaci Trójcy Świętej i teraz niech każdy
przed sobą spróbuje sobie ten fenomen wyjaśnić. Ja posłużę się cytatem pewnego
współczesnego teologa: „Okazuje się przy tym, że rozpoczynanie od spekulacji
rozumowych nie jest [podkreślenie moje] najlepszym sposobem
na osiągnięcie pojęcia Trójcy. (...) Raczej trzeba zapytać, skąd się wzięło coś
tak nieprawdopodobnego, że aż rozum nie może się w tym połapać.”2 I
jeszcze jeden, za McCoy’em: „Pojęcie Trójcy wykuwano w trakcie morderczych
zmagań o to, by prawdzie o nadzwyczajnym samoobjawieniu Boga nadać spójny
charakter.”3 Wniosek nasuwa się sam. Nikt z nas rozumowo nie pojmie
fenomenu Trójcy Świętej, ani tym bardziej pojęcia – Duch Święty. Jedynym
możliwym do przyjęcia rozwiązaniem, jest przyjęcie tych pojęć na wiarę.
Krótkie résumé.
Nie jest moim zamiarem podważanie istoty Ducha Świętego w sensie, w jakim
rozumieją go wierzący. Chciałem li tylko nakreślić trudność Jego zrozumienia i
bezzasadność używania Go jako argumentu przeciw posługiwaniu się rozumem w
odczytywaniu Pisma Świętego.
Przypisy:
1 – to w moim odczuciu dość enigmatyczny grzech. Bo jeśli przyjąć, że to tylko Bóg decyduje o łasce posiadania Ducha Świętego, dlaczego winę ma ponosić ktoś, kto tej łaski nie otrzymał? Ponieważ jednak dziś jestem ateistą, nawet już nie próbuję sobie na to pytanie odpowiedzieć.
2 – „Katolicki przewodnik towarzyski” , Sławomir Zatwardnicki, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2015 r, str. 26
3 – ibidem str. 29