Z Frondą się nie dyskutuje, Frondę się ma. Niemniej,
skoro umieszczane tam artykuły i wywiady mają coraz większy rozgłos, trudno
mi, wieloletniemu obserwatorowi tego portalu nie zabrać głosu (to już pięć lat).
Tym bardziej, że sprawa dotyczy znanego publicysty w koloratce ks. Stanisława
Małkowskiego i niedawnych, tragicznych wydarzeń na Giewoncie. Ów publicysta
przeprowadził śledztwo, i wyszło mu, co wyszło, i ja nie potrafię się z tym nie
podzielić.
Odpowiadając na pytanie o przyczyny tej burzy, stwierdza: „Wszystkie wydarzenia takie jak burza, pożar,
trzęsienie ziemi i tym podobne ludzie wierzący mogą w danej sytuacji odbierać
jako znak dany ludziom od Boga. Bóg szczególnie może zadziałać poprzez żywioły
w sytuacji, gdy poszukiwanie (...) odbywa się kosztem łamania Bożych przykazań.
Wstrząs sumienia może być konsekwencją takich zewnętrznych nieszczęść, kiedy
człowiek właściwie je odbierze, to znaczy, gdy zda sobie sprawę, co Bóg do
niego mówi poprzez dane wydarzenie”1. Tu nasuwa mi się pewna
śmiała refleksja. Skoro bowiem pierwszym bogiem, którego znamy z imienia, a
który władał piorunami był Zeus, to chyba on na tym Giewoncie przypomniał o
sobie. To tłumaczy siłę i celność tych piorunów w krzyż na tym szczycie. On też, jak Bóg
Jahwe nie lubił symboli innych bożków i strasznie gniewny z tego powodu był.
W dalszej części wywiadu jest lepiej. Ks. Małkowski
przez proste skojarzenia doszedł do wniosku, że ta burza może być karą za... zabijanie
dzieci poczętych czy dokonywanie eutanazji. I wnet bym się zgodził, bo wszak
zabici i ranni to grzeszni świeccy, ale z jednym wyjątkiem – pewnego księdza,
który udzielał absolucji. Czyżby on też miał na sumieniu coś wspólnego z
aborcją, skoro aż trzy razy go trafiło? Trochę popłynąłem (albo ks. Małkowski),
więc wróćmy do sedna: „Dobrze rozumiane
zamiłowanie do górskich wypraw przybliża do Boga, tymczasem zdecydowana
większość ludzi traktuje to jako sport, relaks, po prostu rozrywkę. W istocie
wyprawa w góry, to wejście, spotkanie z Bogiem „na górze”” (sic!) I wszystko jasne. Skoro jesteś na
szczytach gór, to znaczy – jesteś bliżej Boga, więc każdą taką wyprawę
powinieneś traktować przede wszystkim jako pielgrzymkę, a nie jako wycieczkę i
relaks. Oni wszyscy na Giewoncie byli w celach turystycznych i „Bóg miał prawo ich pokarać tak jak wtedy,
gdy zesłał suszę na ziemię, gdy ludzie mieli suszę w duszach. Ludzie na
Giewoncie zostali osądzeni. W niektórych przypadkach nagła śmierć może być
pokutą za grzechy. Bóg nas kocha i ma wobec nas zamiary, by w jakiejś mierze tą
drogą wiodącą przez krzyż móc nas poprowadzić do nieba”. Jak Bozię nie
kocham, tak już w życiu nie będę się wspinał na żaden, nawet li tylko pagórek,
a i wszystkie krzyże będę omijał szerokim łukiem. Powinienem być w tym miejscu
wdzięczny ks. Małkowskiemu za to objaśnienie, choć przyznam szczerze, mam
mieszane uczucia.
Nie byłoby zabawnie, gdyby w końcu ks.
Małkowski nie sięgnął po szerszy kontekst tego tragicznego wydarzenia. Pisze: Gdyby
usunąć krzyże, Polska „nie byłaby Polską,
a jedynie społecznością ludzi zadowolonych z siebie, którzy u kresu swojego
życia dobrowolnie decydują się na eutanazję. Zadowolenie z siebie nie
wystarczy, prędzej czy później trzeba będzie pożegnać się ze światem doczesnym,
i co wtedy? Nicość?”. Nie napiszę, że strasznie się tą nicością zmartwiłem.
Wręcz przeciwnie, pragnę jej z tego powodu, że mógłbym w tym iluzorycznym życiu
po życiu spotkać takich filozofów jak
ks. Małkowski. Tam zresztą podobno innych nie będzie... i tak przez całą wieczność.
Amen.
Przypisy:
1 – wszystkie cytaty z koniecznymi skrótami za: https://www.fronda.pl/a/ks-stanislaw-malkowski-dla-frondy-tragedia-na-giewoncie-bog-daje-nam-znak,132168.html
1 – wszystkie cytaty z koniecznymi skrótami za: https://www.fronda.pl/a/ks-stanislaw-malkowski-dla-frondy-tragedia-na-giewoncie-bog-daje-nam-znak,132168.html