Muszę przyznać z ręką na sercu, że ja w zdecydowanej
przewadze narzekam na kler i to ten katolicki. Czasami na nawiedzonych świeckich ortodoksów. Tak skromnie licząc to 99,9
procent moich notek. Te pozostałe 0,1 dotyczy opery. Wynik jest wręcz
druzgocący i może świadczyć o braku obiektywizmu. Wprawdzie jedna notka tego
nie zmieni, ale przynajmniej uspokoi moje... sumienie. Obiecałem sobie, że w podobnym stylu potraktuję jakiegoś nawiedzonego ateistę. Prawda jest taka, że
bycie ateistą samo z siebie nie chroni przed głupotą, co ma odzwierciedlenie również w każdej dziedzinie życia, że wspomnę moich ulubionych amerykańskich uczonych, czy gości z tytułami profesorskimi.
Właśnie nie tak dawno
doznałem prawdziwego szoku i to z powodu ateisty. Kwalifikowanego ateisty. Przeczesując
platformę YouTube natrafiłem na dyskurs... ateisty z abp. Jędraszewskim, i to w
kościele wypełnionym wiernymi (sic!).
Mogłoby się wydawać, że będzie ciekawie, ale okazało się, że było makabrycznie żenująco i to
właśnie z powodu tego kwalifikowanego ateisty. Choć prawdę powiedziawszy
arcybiskup w pełni dorównywał mu poziomem. Jeśli ktoś nie ma cierpliwości, aby
obejrzeć całość, proponuję sprawdzić choćby pierwsze minuty, a wtedy zrozumiecie mój ból
i niewypowiedziane cierpienie, jaki towarzyszyło oglądaniu tej relacji.
Jakbym oglądał jaskiniowca i to nie tylko
ze względu wygląd. Ja już pominę to wazeliniarstwo na wstępie, mnie oburza
fakt, że on ma się za przedstawiciela wszystkich ateistów. Jeszcze gorzej, gdy
on przedstawia Jana Pawła II jako obrońcę ewolucjonizmu (sic!). A już zupełną tragedią są jego odwołania do Biblii. Nie da się bowiem
ukryć, że nawet przeciętny intelektualnie „myśliciel” znajdzie w niej przykłady
irracjonalizmu pozbawionego wszelkiej logiki. Jednak nie tędy droga, sam miałem
z tym problem i takie zapędy. Trzeba bowiem sobie uzmysłowić fakt, że autorzy Biblii tworzyli dwa
tysiące lat przed nami, a nawet zdecydowanie dawniej. Żyli
w innym świecie i mieli całkowicie odmienne zapatrywania na rzeczywistość niż
my dziś, co wynikało z niewiedzy. Wyśmiewanie tych autorów i ich tekstów
przypomina nastoletniego wyrostka, który trzeci raz powtarza ósmą klasę, a
który bije przedszkolaka i to z grupy młodszych, za to, że nie rozumie teorii
kwantowej, choć nawiasem mówiąc, sam jej nie rozumie. I to dokładnie robi ów
kwalifikowany ateista. Abp. Jędraszewski nie ma problemu z takim oponentem,
choć jak dla mnie, jego argumentacja niczym swym poziomem nie ustępuje
argumentom kwalifikowanego. W pierwszej chwili pomyślałem nawet, że arcybiskup
sam sobie go znalazł i pouczył go, co ma mówić, aby tym mocniej ośmieszyć
ateizm. Wyszło z tego przedstawienie dwóch klaunów.
Niejako przy okazji rodzi
się pytanie, czy w takim razie Biblię można poddać krytyce? Oczywiście, że
można, o ile na Jej treści powołuje się jakiś kwalifikowany kaznodzieja moralista (tu: abp Jędraszewski), chcący
uzasadnić swoje widzimisię na tematy związane z współczesną
moralnością i obyczajowością, które są daleko różne od tych sprzed tysiącleci. To tak jakbym ja
dziś swoją wizję świata oparł na dziełach Homera z całym tabunem podstępnych
bogów, wyuzdanych nimf, wróżek, mściwych czarodziejek i kogo tam jeszcze. De facto różnicy by nie było, jeśli tę naszą
wspaniałą współczesność odnosimy do Biblii, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. Homer i autorzy Biblii wielkimi twórcami byli, choć na dziś, tak metaforycznie, zalatuje od nich jarmarkiem staroci.
Reasumując:
Biblia fajną książką jest, choć trudną w odbiorze, tylko na Boga! nie traktujmy
jej jako poradnika na dobre, udane i moralne życie. Jeśli
mnie natchnie, może odniosę się tylko do wypowiedzi abp. Jędraszewskiego, tylko
wcześniej muszę z tego wideoklipu wyciąć tego ateistę kwalifikowanego, gdyż jak
go widzę i słyszę, to mi się wszystkiego odechciewa...