Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpowiedzialność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odpowiedzialność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 maja 2019

Bez świętego Kościoła czeka nas kataklizm...


  Jarosław Gugała, były redaktor Polsatu, w radiu TOK FM rzekł: „Kościół jest bardzo potrzebny Polakom. Jeśli go stracimy, jako społeczeństwo stracimy wszelkie hamulce. I tu się będą działy straszne rzeczy”1. To się zbiegło z tym, co opublikowałem na blogu Zrzędy o paranoicznych dywagacjach niejakiego Leszka Sosnowskiego. Nie wiem jak dla kogo, dla mnie to jedno zdanie Gugały jest tyle samo warte, co cały elaborat tego drugiego.

  Cóż, jestem przekonany, że dziś wiele milionów Polaków myśli tak samo jak p. Gugała, i to jest bardzo smutna wiadomość, by nie napisać... tragiczna. Dowodzi, że jako obywatele tego kraju, nie mamy w sobie wiary, i nie mam tu na myśli tej katolickiej – nie mamy wiary w siebie. Ta tysiącletnia tradycja chrześcijańska odcisnęła straszne piętno na naszych osobowościach, piętno pogardy do człowieka, nawet jeśli tym człowiekiem jesteśmy my sami. A może przede wszystkim w takim właśnie ujęciu? Wypalono nam w mózgach przekonanie, że bez pasterzy w kieckach po prostu się nawzajem powyrzynamy, przedtem oddając się seksualnym orgiom, a gdy tego będzie mało, przejdziemy na homoseksualizm. Pozabijamy swoich najbliższych w rodzinach, w wersji optymistycznej, pozostawimy ich samym sobie. Na poziomie społeczny zapragniemy komunizmu i to tego w najgorszym wydaniu. I oczywiście będziemy kraść, co się tylko da. O pijaństwie nie piszę, bo i tak pijemy na potęgę. A w szkołach propagować się będzie genderyzm i transwestytyzm. Na wsiach sąsiad sąsiada będzie nawalał orczykiem, a w miastach rozjeżdżać będziemy się hulajnogami. Nieboskie prawo dopuści każdą, najbardziej ohydną zbrodnię, ścigać zaś będzie każdy przejaw religijnych ciągot. Szerzyć się będzie aborcja i eutanazja, a pedofilia wśród murarzy osiągnie nigdzie i nigdy dotąd niespotykane rozmiary. Płonąć będą nie tylko kościoły, ale i sterty egzemplarzy modlitewników i Pisma Świętego...

  Dziś mamy do czynienia z cichą wojną kulturową i większość z nas nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Tylko, że siły są nierówne. Po jednej strony tacy hierarchowie jak arcybiskupi Jędraszewski, Głódź czy Gądecki, i prawie już papież ks. Rydzyk, wspierani ideologami typu ks. Oko, egzorcystą ks. Glasem, czy nienawidzącym świeckość ks. prof. Guzem. Wspomagający ich świeccy nawiedzeni jak Kratiuk, Wolak, prof. Nowak, również pani Sobecka. Do tego politycy z ramienia Zjednoczonej Prawicy, jak J. Kaczyński, premier Morawiecki, prezydent Duda, czy szeryf Ziobro i minister Gliński. Zastępy katolickich edukatorów, promujących modlitwę w przedszkolach i szkołach przed jedzeniem i na przerwach, a religię nawet w podręcznikach do polskiego i biologii. Odpowiednie służby podległe władzy, tropiące wszelkie przejawy niesubordynacji wobec jedynie słusznej ideologii. Telewizja rzekomo publiczna będąca tubą propagandową na miarę tej goebbelsowskiej. Wreszcie rzesze wyspecjalizowanych prawników z organizacji Ordo Iuris. Aha, zapomniałbym o doradcy Prezydenta w osobie p. Szczerskiego, któremu marzy się Polska wyznaniowa. Jakby tego było mało, wymyślono prawdziwy bat na ludzkie, racjonalne myślenie – obraza uczuć religijnych, oraz oręż hipokryzji - klauzula sumienia.

  Co temu dziś w tym kraju można przeciwstawić? Homoseksualistę Biedronia, któremu młodzieńczy zapał odbiera rozsądek? Schetynę, który jest tak mało wyrazisty jak czerstwa bułka w piekarniczym sklepie. Nitras, który dla draki próbuje wręczyć Kaczyńskiemu dziecięce buciki? Dwie, zdawałoby się racjonalne kobiety, panie Joanna Scheuring-Wielgus i Katarzyna Lubnauer, które przegrywają na starcie tylko dlatego, że są kobietami, więc żaden problem zarzucić im feminizm. Nawet gdyby to byli ludzie z siłą przebicia niby huragan, i tak przegrają z wyidealizowanym portretem Jana Pawła II, któremu dziś strach zarzucić, że krył największych pedofilów na świecie, który udawał, że Kościół jest święty, tak święty jak te wadowickie kremówki, czy schizofrenicy w osobach świętych o. Pio i s. Faustyny Kowalskiej. W jakim świecie my żyjemy?! Katolicki Disneyland, kraina marzeń i cudów.

  A wystarczy się przyjrzeć tym krajom, które już zrzuciły z siebie jarzmo Watykanu i niemal każdej religii. Mało, że nikt nie prześladuje chrześcijan, najwyżej wskazuje im swoje miejsce, to ludziom żyje się dostatniej dzięki uczciwym zarobkom, pewniej przez rozbudowany ale i rozsądny socjal i ubezpieczenia, emerytalnych nie wyłączając, to jeszcze mają szansę na normalne lecznictwo i edukację. Ludzie mają prawo korzystać z takiej kultury, jaka im odpowiada, a przede wszystkim nie darzą nienawiścią innych w takim stopniu jak w naszym katolickim kraju. Nikt nikogo nie straszy obrazą uczuć religijnych, a co najważniejsze, żaden zdemoralizowany do szpiku kości kieckowy nie mówi im jak mają żyć i nie wciska ciemnoty o piekle, za to, że nie chcą być ich bezwolnymi owieczkami.
  
  Tu zawołam zdumiony: człowieku, Polaku, Gugało, czego Ty się boisz?! Odpowiedzialności za samego siebie? Nie potrafisz uwierzyć, że możesz być dobry bez instytucjonalnego Kościoła? Nie daj sobie wmówić tego, co twierdzi pewien wypasiony klecha, T. Nowak OP: „niewierzący może i jest dobry, ale jego dobro będzie tak długo uśpione, dopóki nie uwierzy”2 (sic!) Trudno sobie wyobrazić przejaw większej pychy i zarozumialstwa, w stosunku do otaczającej rzeczywistości, w której nawet modlitwa bywa zdecydowanie częściej narzędziem przeciw komuś, niż błaganiem o własne zbawienie.



wtorek, 24 stycznia 2017

Odpowiedzialność zbiorowa



  W związku z nagłośnieniem akcji o „polskich obozach zagłady” przetacza się przez nasze media czasami wręcz kuriozalna polemika, nierzadko powiązana z nagonką, szczególnie w kontekście tego, jak ci wstrętni Niemcy zakłamują historię, na domiar wszystkiego wspierani przez lobby żydowskie, żądne odwetu na Polakach, pewnie za to, że odebraliśmy im miano „narodu wybranego”.

  Ten sarkazm jest zamierzony, choć muszę coś wyjaśnić. Nie zgadzam się na to, by termin „polskie obozy zagłady” funkcjonował bezkarnie w świecie. Tylko, co to znaczy bezkarnie? Niektórym prawicowym komentatorom za to określenie marzy się nawet szubienica, choć pewnie poprzestaną na kilku latach ciężkiego obozu pracy. W tym miejscu zaproponuję Czytelnikom małą odskocznię od głównego tematu. W Polsce powojennej istniały przymusowe obozy, dla niepoznaki nazwane, nomen omen, obozami pracy, najczęściej na terenach obozów koncentracyjnych i jenieckich, jakie pozostały po hitlerowskim najeźdźcy.  I niech nikt nie myśli, że tam było dużo lepiej, choć prawdą jest, że nie stosowano metod masowej zagłady.  Za to śmierć i tak była jak wojenna kromka chleba. Jeszcze jedno wyjaśnienie. Były dwa rodzaje tych obozów. Jedne tworzone przez NKWD, gdzie przebywali przede wszystkim żołnierze AK i innych organizacji zbrojnych, których po okresie przejściowym wywożono w głąb Rosji. Ja jednak nie o tych. Były również obozy organizowane przez UB, w których przetrzymywano, torturowano, głodzono i uśmiercano Niemców (nie tylko ss-manów, Polaków, którzy albo byli podejrzani (Ślązacy, Pomorzanie, Kaszubi), albo mieli volkslistę oraz: Ukraińców, Holendrów, Francuzów, Czechów, Słowaków, a nawet żołnierzy walczących na froncie zachodnim, wracających do kraju. Wspomnę o takich obozach jak: w Świętochłowicach (blisko 2 tys. zamordowanych), w Łambinowicach ( 1,5 zamordowanych), w Jaworznie (brak danych o zamordowanych, gdyż dokumentację zniszczono), w Potulicach (3,5 tys. zamordowanych) – poprzestanę, choć to nie cała wyliczanka. A wszystko na przestrzeni niespełna pięciu lat, od 1945 roku do końca 1949.

  W tym miejscu aż prosi się o jeszcze jedną dygresję. Można bowiem śmiało stwierdzić, że w ówczesnym UB  blisko połowę pracowników stanowili Żydzi polskiego i rosyjskiego pochodzenia. Nie zamierzam tego faktu podważać. Niemniej drugą połowę stanowili Polacy i nie ma tu żadnego znaczenia, że byli komunistami. Tak oto, w przeciągu kilku lat, na kartach naszej historii zapisały się najbardziej haniebne jej dzieje. Bardziej haniebne niż stan wojenny. I przyznam szczerze, że sam mam wątpliwości, zapomnieć czy jednak nie? Skłaniam się ku drugiemu rozwiązaniu, aby nikomu na myśl nie przyszło gloryfikować totalitaryzm bez względu na to, czy to będzie totalitaryzm lewicowy czy prawicowy. Również dlatego, aby pamiętać, że my, Polacy, nie jesteśmy wcale wolni od zbrodni, jakie na tym świecie się dokonywały.

  Teraz mogę już wyłuszczyć jeden z aspektów dotyczących „polskich obozów zagłady”. Paweł Rabiej, posługując się Twitterem, napisał „Naziści, nie Niemcy”, i spotkała go za to niewybredna nagonka. Powszechnie uznano, że słowo „naziści” jest wybiegiem, mającym na celu wybielenie Niemców. Bo przecież naziści, hitlerowcy to nic innego jak Niemcy. Pełna zgoda, z tym, że nie wszyscy Niemcy byli nazistami. Proporcje są oczywiście różne. Hitler miał poparcie zdecydowanie większej części narodu niemieckiego (tuż przed wybuchem wojny), niż Bierut narodu polskiego. Schemat był jednak ten sam. Aparat władzy działał przez terror i zastraszanie. Jeśli więc dziś utożsamia się nazizm z wszystkimi Niemcami, zbrodniczy komunizm też należałoby utożsamić ze wszystkimi Polakami. Bierut pozbywał się przeciwników politycznych tak samo jak Hitler i Stalin, a jednak my, jako zbiorowość oponujemy (i słusznie) przeciwko utożsamianiu nas z tą zbrodniczą, komunistyczną ideologią. Mimo to, siedemdziesiąt pięć lat po wojnie to my odmawiamy narodowi niemieckiemu prawa od odcinania się od ideologii nazizmu. Stawiamy znak równości między Niemcem a nazistą (każdy Niemiec był nazistą i ma to we krwi), nie przyjmując do wiadomości faktu, że Niemcy również ginęli w nazistowskich obozach zagłady. Szacuje się, że jeszcze przed wybuchem II wojny światowej przez obozy zagłady przeszło 170 tys. więźniów i byli to przede wszystkim Niemcy, i nie ma tu znaczenia, czy mieli w sobie domieszkę krwi żydowskiej, czy nie. W czasie akcji T4 w latach 1940-41 zginęło blisko siedemdziesiąt tysięcy osób, które dziś pan poseł Kaczyński nazwałby osobami specjalnej troski, na których testowano samochody do zagazowywania.

  Pan Piotr Semka, znany dziennikarz, pisze: „Niemcy chcą uciec od odpowiedzialności za winy swoich przodków. Tymczasem jeszcze starsze pokolenie wojenne podkreślało bardzo wyraźnie, że jest to kwestia, która zawsze będzie hańbiła Niemców”. Ja w takim razie zapytam świadomie i prowokacyjnie, czy powojenne, haniebne  dzieje Polski zawsze będą hańbić Polaków? Jeśli naród niemiecki obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa za lata hitleryzmu, to dlaczego nie naród polski za lata komunizmu? Aby nie być posądzonym o sprzyjanie jakiemuś narodowi wyjaśnię: moi dziadkowie walczyli o przyłączenie Śląska do Polski i choć żadna w tym moja zasługa, jestem z nich dumny. W swoim życiu miałem okazję, jak wielu Polaków w czasach po sierpniu 80’, wyjechać na stałe do Niemiec i bez żadnych problemów przyznano by mi obywatelstwo niemieckie. Nie pojechałem. Dziś w Niemczech nie mam nikogo bliskiego, z kim mógłbym się utożsamiać. Nic, kompletnie nic mnie z Niemcami nie łączy, a jednak uważam, że nie wolno dziś wobec nich stosować innej miary niż wobec siebie. Nie tak dawno przeczytałem stary tekst z paryskiej „Kultury” (nr  11/342 1992), z którego wynika, że w czasach stalinowskich w Polsce było 6 milionów agentów bezpieki (sic!). Toż w 1944 roku NSDP liczyła 8,5 mln. członków. Czy to naprawdę wielka różnica, wziąwszy pod uwagę liczebność obu narodów?

  Zrozumiałym jest, że mówienie o polskich obozach zagłady w kontekście Auschwitz, Majdanka czy Treblinki jest kłamstwem, i choć nie będę udawał, że tego zjawiska nie ma, uważam, że jest marginalne, co nie znaczy, że należy je ignorować. Tylko z przekorą zapytam, czy na naszym rodzimym podwórku na pewno jest wszystko w idealnym porządeczku? Nikt nie słyszał piosenki o tym, kto powinien wisieć zamiast liści? Jest gorzej, mój Czytelniku, zdecydowanie gorzej. Jeśli dziś rządzący chcą karać tych, co protestują przeciw nadużyciom tejże władzy, to czy przypadkiem to nie przypomina działań pewnego niemieckiego ugrupowania politycznego z lat trzydziestych ubiegłego wieku, pod przewodnictwem pewnego fanatyka ze śmiesznym wąsikiem, które bez pardonu rozprawiało się z przeciwnikami politycznymi? Ja się nie boję, nie mam nic do stracenia, ale nie chciałbym, aby za kilkadziesiąt lat ktoś powiedział: gdzieście byli Polacy, jak rodził się... ?