Jarosław
Gugała, były redaktor Polsatu, w radiu TOK FM rzekł: „Kościół jest bardzo potrzebny Polakom. Jeśli go stracimy, jako
społeczeństwo stracimy wszelkie hamulce. I tu się będą działy straszne rzeczy”1.
To się zbiegło z tym, co opublikowałem na blogu Zrzędy o paranoicznych
dywagacjach niejakiego Leszka Sosnowskiego. Nie wiem jak dla kogo, dla mnie to
jedno zdanie Gugały jest tyle samo warte, co cały elaborat tego drugiego.
Cóż,
jestem przekonany, że dziś wiele milionów Polaków myśli tak samo jak p. Gugała,
i to jest bardzo smutna wiadomość, by nie napisać... tragiczna. Dowodzi, że
jako obywatele tego kraju, nie mamy w sobie wiary, i nie mam tu na myśli tej
katolickiej – nie mamy wiary w siebie. Ta tysiącletnia tradycja chrześcijańska
odcisnęła straszne piętno na naszych osobowościach, piętno pogardy do człowieka,
nawet jeśli tym człowiekiem jesteśmy my sami. A może przede wszystkim w takim
właśnie ujęciu? Wypalono nam w mózgach przekonanie, że bez pasterzy w kieckach
po prostu się nawzajem powyrzynamy, przedtem oddając się seksualnym orgiom, a
gdy tego będzie mało, przejdziemy na homoseksualizm. Pozabijamy swoich
najbliższych w rodzinach, w wersji optymistycznej, pozostawimy ich samym sobie.
Na poziomie społeczny zapragniemy komunizmu i to tego w najgorszym wydaniu. I
oczywiście będziemy kraść, co się tylko da. O pijaństwie nie piszę, bo i tak pijemy na potęgę. A w szkołach propagować się będzie genderyzm
i transwestytyzm. Na wsiach sąsiad sąsiada będzie nawalał orczykiem, a w
miastach rozjeżdżać będziemy się hulajnogami. Nieboskie prawo dopuści każdą,
najbardziej ohydną zbrodnię, ścigać zaś będzie każdy przejaw religijnych ciągot.
Szerzyć się będzie aborcja i eutanazja, a pedofilia wśród murarzy osiągnie
nigdzie i nigdy dotąd niespotykane rozmiary. Płonąć będą nie tylko kościoły,
ale i sterty egzemplarzy modlitewników i Pisma Świętego...
Dziś
mamy do czynienia z cichą wojną kulturową i większość z nas nawet nie zdaje
sobie z tego sprawy. Tylko, że siły są nierówne. Po jednej strony tacy
hierarchowie jak arcybiskupi Jędraszewski, Głódź czy Gądecki, i prawie już papież ks.
Rydzyk, wspierani ideologami typu ks. Oko, egzorcystą ks. Glasem, czy nienawidzącym
świeckość ks. prof. Guzem. Wspomagający ich świeccy nawiedzeni jak Kratiuk,
Wolak, prof. Nowak, również pani Sobecka. Do tego politycy z ramienia Zjednoczonej Prawicy,
jak J. Kaczyński, premier Morawiecki, prezydent Duda, czy szeryf Ziobro i minister Gliński. Zastępy katolickich edukatorów, promujących
modlitwę w przedszkolach i szkołach przed jedzeniem i na przerwach, a religię nawet w podręcznikach do polskiego i biologii. Odpowiednie służby podległe władzy, tropiące wszelkie przejawy
niesubordynacji wobec jedynie słusznej ideologii. Telewizja rzekomo publiczna
będąca tubą propagandową na miarę tej goebbelsowskiej. Wreszcie rzesze wyspecjalizowanych
prawników z organizacji Ordo Iuris. Aha, zapomniałbym o doradcy Prezydenta w
osobie p. Szczerskiego, któremu marzy się Polska wyznaniowa. Jakby tego było
mało, wymyślono prawdziwy bat na ludzkie, racjonalne myślenie – obraza uczuć religijnych, oraz oręż hipokryzji - klauzula sumienia.
Co
temu dziś w tym kraju można przeciwstawić? Homoseksualistę Biedronia, któremu
młodzieńczy zapał odbiera rozsądek? Schetynę, który jest tak mało wyrazisty jak
czerstwa bułka w piekarniczym sklepie. Nitras, który dla draki próbuje wręczyć Kaczyńskiemu
dziecięce buciki? Dwie, zdawałoby się racjonalne kobiety, panie Joanna Scheuring-Wielgus
i Katarzyna Lubnauer, które przegrywają na starcie tylko dlatego, że są
kobietami, więc żaden problem zarzucić im feminizm. Nawet gdyby to byli ludzie
z siłą przebicia niby huragan, i tak przegrają z wyidealizowanym portretem Jana
Pawła II, któremu dziś strach zarzucić, że krył największych pedofilów na
świecie, który udawał, że Kościół jest święty, tak święty jak te wadowickie
kremówki, czy schizofrenicy w osobach świętych o. Pio i s. Faustyny Kowalskiej.
W jakim świecie my żyjemy?! Katolicki Disneyland, kraina marzeń i cudów.
A
wystarczy się przyjrzeć tym krajom, które już zrzuciły z siebie jarzmo Watykanu
i niemal każdej religii. Mało, że nikt nie prześladuje chrześcijan, najwyżej
wskazuje im swoje miejsce, to ludziom żyje się dostatniej dzięki uczciwym
zarobkom, pewniej przez rozbudowany ale i rozsądny socjal i ubezpieczenia, emerytalnych nie
wyłączając, to jeszcze mają szansę na normalne lecznictwo i edukację. Ludzie mają prawo korzystać
z takiej kultury, jaka im odpowiada, a przede wszystkim nie darzą nienawiścią
innych w takim stopniu jak w naszym katolickim kraju. Nikt nikogo nie straszy obrazą uczuć religijnych, a co najważniejsze, żaden
zdemoralizowany do szpiku kości kieckowy nie mówi im jak mają żyć i nie wciska
ciemnoty o piekle, za to, że nie chcą być ich bezwolnymi owieczkami.
Tu zawołam zdumiony: człowieku, Polaku, Gugało, czego Ty się boisz?! Odpowiedzialności
za samego siebie? Nie potrafisz uwierzyć, że możesz być dobry bez instytucjonalnego
Kościoła? Nie daj sobie wmówić tego, co twierdzi pewien wypasiony klecha, T.
Nowak OP: „niewierzący może i jest dobry,
ale jego dobro będzie tak długo uśpione, dopóki nie uwierzy”2 (sic!) Trudno sobie wyobrazić przejaw
większej pychy i zarozumialstwa, w stosunku do otaczającej rzeczywistości, w
której nawet modlitwa bywa zdecydowanie częściej narzędziem przeciw komuś, niż
błaganiem o własne zbawienie.
Przypisy: