Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opętanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opętanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Na wszelki wypadek


  W czasach gdy nastąpił gwałtowny wzrost produkcji broni atomowej, Amerykanie, tak na wszelki wypadek i na potęgę, budowali swoje prywatne schrony przeciwatomowe. To było trochę na wariackich papierach, bo gdyby ta wojna faktycznie wybuchła, ten schron stałby się grobem dla żywych. Promieniowanie radioaktywne nie znika tak z dnia na dzień, a ile dałoby się wytrzymać w tym schronie? Rok, dwa, może trzy?

  Będę sobie dworował, więc wrażliwi mogą spokojnie sobie darować dalszą lekturę. Mój sławetny kolega Jasiu, gdy gruchnęła wieść, że w strasznym tempie szerzy się Aids, na wszelki wypadek już z nikim nie witał się przez podanie ręki. Ba!, własną żonę przestał całować. Ale powiem wam, że to wszystko mały pikuś. Ostatnio znalazłem instrukcję1 na wszelki wypadek, gdyby któregoś z domowników opętał diabeł (sic!) Nie, to nie jest żaden żart, skoro autorem jest niejaki o. Bogdan Kocańda OFMConv – cokolwiek te literki po nazwisku znaczą (natomiast kompletnie nie wiem, co znaczy literka „o” przed nazwiskiem). Biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy katoliccy księża i zakonnicy coraz częściej straszą nas tym opętaniem, postanowiłem się zapoznać, choć w istnienie diabła nie wierzę. I tu jest największy ból, czyli przysłowiowy bies (nie mylić z psem) pogrzebany. Podobno ten, kto w diabła nie wierzy, na pewno jest przez niego opętany. Więc czytam tę instrukcję nie po to, aby wiedzieć jak postępować w takich razach, ile mieć świadomość tego, co mnie czeka, gdy klerykalizm stanie się faktem, a mnie zakwalifikują do opętanych. Będzie w punktach:

  Goście opętanego. „Każdy kontakt opętanego z osobą żyjącą w grzechu lub zajmującą się okultyzmem, bądź należącą do sekty, nie sprzyja procesowi wyzwolenia, a może nawet prowadzić do pogłębienia stanu zniewolenia” – należy takie kontakty bezwzględnie ograniczyć, nawet nie do minimum, a do zera. Właściwie nie stawiałbym w takich razach oporu. Jakoś nie pałam chęcią kontaktu z sekciarzami, czy wielbicielami wróżby i wywoływania duchów. Problem w tym, że ograniczono by mi również rozmowy telefoniczne, co w odniesieniu do pozostałych punktów, też nie jest specjalnie uciążliwe.

  Muzyka i telewizja. „Osoba opętana, przebywając w domu, będzie chciała wypełnić swój czas jakimś zajęciem. Wypełnienie wolnego czasu jest dla niej bardzo trudne. Pozostaje wówczas telewizor i muzyka. Osoba opętana bardzo chętnie ogląda programy telewizyjne, ukazujące przemoc, zło, pornografię, czy też audycje poświęcone walce z Kościołem katolickim”. Tu mam problem, bo za telewizją nie przepadam, nawet jeśli jest program o walce z KK, ale: „Nie należy nakłaniać osoby zniewolonej do oglądania programów katolickich, ze względu na możliwość szybkiego wystąpienia manifestacji demonicznych”. Cóż, może nie w telewizji, za to w necie często czytam artykuły katolickie (tak jak ten omawiany) i wtedy zazwyczaj dopada mnie rozbawienie, co chyba też świadczy o opętaniu(?) Niestety, już pod żadnym pozerem nie będzie mi wolno słuchać muzyki religijnej, co mnie zdumiewa, bo z reguły, o ile to nie jest a capella w moim kościółku, gdzie każdy śpiewa jak (nie)umie, to takiej muzyki słucham chętnie i bez żadnych objawów opętania.

  Sprawy intymne. Nie wiem jak kto, ja tam w łazience podczas własnej toalety, czy załatwiania potrzeb fizjologicznych, za towarzystwem nie przepadem, chyba ze chodzi o miłosne igraszki z partnerką w wannie. Czytam: „W przypadku osoby opętanej, należy zwrócić uwagę, by w łazience nie było ostrych przedmiotów, którymi w razie manifestacji demonicznej może się posłużyć”. Jakoś tak w okresach nawet największego nasilenia tego opętania, gdy do nasiadówki na klopie czy kąpieli w wannie zabieram się za lekturę dzieł Dawkinsa, nigdy myśli samobójczych nie miałem. Czasami, gdy mi wyłączą prąd, przez co nie mam nawet wody, dopadają mnie najwyżej mordercze zapędy, tyle że winowajców akurat w łazience nie ma. Ale jest gorzej. Autor proponuje by drzwi łazienki pozbawić jakichkolwiek zamków i rygli, tak aby mnie w każdym momencie można było skontrolować! No chyba bym się wściekł...

  Izolacja. Tu powiało lekkim optymizmem: „Człowiek zniewolony duchowo dalej dysponuje prawem do wolności, nie można go zatem zamykać jak zwierzę w klatce. Towarzyszący osobie uciemiężonej duchowo winni w pierwszej kolejności uwierzyć, że Jezus Chrystus jest Alfą i Omegą każdego czasu, również czasu nocnego czuwania”. Słusznie, kto śpi nie grzeszy. Ale...

  Sypialnia. „Pokój w którym będzie nocny spoczynek powinien być do tego odpowiednio przygotowany. Koniecznie należy z niego usunąć wszelkie ostre przedmioty, które w razie manifestacji złego ducha mogłyby posłużyć do samookaleczeń lub napadów na inne osoby. Należy wcześniej wymontować szklane drzwi z meblowych segmentów oraz wynieść wszelkie szklane przedmioty. Obrazy świętych i krzyże, by nie uległy profanacji winny być zdjęte ze ścian, również figury z półek meblowych”. I tu jestem prawie całkowicie spokojny. Nie mam żadnych świętych obrazków, krzyża ani figurek. Jedyne szkło to klosz lampy i nocnej lampki, tylko jak się poruszać w ciemnej sypialni?

  Błogosławieństwo przed snem. „Należy pamiętać, by przed spoczynkiem nocnym osoba opętana przez złego ducha świadomie przyjęła Boże błogosławieństwo wypowiedziane przez kapłana, a gdy jest to nie możliwe, (...) nie wymaga się tego, by przed każdym spoczynkiem kapłan nawiedzał dom osoby zniewolonej. Wystarczy, że telefonicznie udzieli kapłańskiego błogosławieństwa” (sic!) Powiem szczerze, jak na spowiedzi, gdyby mi przed każdym zaśnięciem ksiądz udzielał błogosławieństwa, a szczególnie telefonicznie, objawy mojego opętania  przybrałyby kuriozalny, wręcz niewyobrażalny charakter. Wtedy już bez wątpienie sam poprosiłbym o wymontowanie oświetlenia... Niemniej, podobno należy pytać mnie o zgodę, i to z premedytacją(!), co bez wątpienia skutkowałoby dosłownie tym samym.

  Nocne czuwanie. Pominę większość aspektów tego czuwania, bo tego dużo, skupię się na jednym. „Należy zatem mieć w świadomości to, iż jak w Kościele katolickim godzina 15.00 zyskała miano godziny miłosierdzia, tak dla satanistów 3.00 w nocy jest godziną diabła. Z tego powodu towarzyszący winni w tych właśnie chwilach wzmóc swoją aktywność, szczególnie na płaszczyźnie duchowej, trwając na modlitwie (odmawiając różaniec, koronkę do Bożego miłosierdzia, bądź litanię do Krwi Chrystusa)”. Powiem tak: mam bardzo czujny sen, więc gdyby mi tak o trzeciej nad ranem, ktoś zaczął mamrotać te modlitwy, niewykluczone, że objawy mego opętania osiągnęłyby taki sam rozmiar jak owo telefoniczne błogosławieństwo. Ale tu gorzej, bo o ile autor błogosławieństwa jest poza moim zasięgiem, tak tego modlącego nie chroni już właściwie żadna odległość.

  Przebudzenie. „Należy również zwrócić baczną uwagę na sam moment przebudzenia. Zły duch może bowiem wprowadzić osobę opętaną w stan podobny do śpiączki. W takim przypadku, należy za pomocą modlitwy o uwolnienie, zwracając się bezpośrednio do Jezusa Chrystusa, poprosić o łaskę przebudzenia”. O nic nie trzeba prosić. Ze mną będzie jak w punkcie powyżej, gdy tylko ktoś zacznie się przy mnie modlić w czasie mego snu.

  Dziś obudziłem się wyjątkowo wcześnie. Śniłem koszmar, że faktycznie uznano mnie za opętanego... Gdy uzmysłowiłem sobie, że to tylko sen, że nikt mi nie zabrał nocnej lampki i nikt się obok mnie nie modli, że nikogo nie spotkam w łazience, uśmiechnąłem się sam do siebie. Życie jest piękne, nawet gdyby te demony istniały naprawdę. A może być, że właśnie dlatego...?