A ja naiwnie myślałem, że mnie już nic nie zdziwi na tym
świecie. Naprawdę tak myślałem. Ale zanim przejdę do sedna podzielę się weekendowymi
przeżyciami. W sobotę wypad do krakowskiej Opery na spektakl oratorium „Joanna
D’Arc na stosie” Artura Honeggera i znów wpadka. Jeśli bym napisał coś
pozytywnego na temat tego spektaklu, można by mi zarzucić kłamstwo. Może
momentami dało się strawić muzykę i chór, reszta zupełnie nie dla mnie.
Za Niebiesko-czarnymi (1965): Ale za to niedziela!, choć
mnie osobiście ta piosenka odrzucała. Jej tytuł mi tylko pasuje. Piękny Cieszyn
i jeszcze piękniejsza Traviata w Teatrze im. Adama Mickiewicza. Tak tylko napomknę, to już trzeci
raz w tym roku byłem na tej operze. Mam zaproszenie na czwartą, w styczniu i
Bóg mi świadkiem – nie odmówię. Powiecie, że zgłupiałem? Moja przyjaciółka była
trzynasty raz i to na pewno nie koniec. Wróćmy do Traviaty. Napiszę tak: jeśli są bogowie, to bez wątpienia w tej operze ucieleśnili się w osobach
Marceliny Beucher, Andrzeja Lamperta i Stanisława Kuflyuka. Ja, stary zrzęda i
malkontent omal się nie popłakałem ze wzruszenia, w każdym razie przez
większą część spektaklu miałem załzawione oczy i to wcale nie z powodu przypadłości
wynikających ze starości. Moja dusza wędrowała po niebiańsko-muzycznych
wyżynach i nie chciało się stamtąd wracać. Nawet nie wiem kiedy minęły te blisko trzy godziny.
Nie było szans, musieliśmy zajrzeć za kulisy i pani Marcelina po prostu mnie wyściskała jak starego znajomego, przy czym „starego” odnosi się do mojego wieku, a nie do stażu naszej znajomości. Ba, zostaliśmy zaproszeni przez nią na poczęstunek do pizzerii. Szczęśliwcy mogli pić wino, mnie musiała wystarczyć herbatka, na szczęście nie ta, którą mam dla niechcianych gości. Na dodatek pani Marcelina pozwoliła się zawieść do Bytomia moim osobistym samochodem! Wyobrażacie sobie? Wiozłem światowej sławy sopranistkę i to nieprzeciętnie piękną. Że ona się nie bała..., ale spokojnie, miałem dwoje nawigatorów. Przyjaciel prowadził mnie nawigacją w swoim smartfonie, pani Marcelina swoją nawigacją sprawdzała, czy przyjaciel kieruje mnie dobrze, a i tak raz pomyliliśmy się w ciemnościach deszczowej nocy. W marzeniach już ją zapraszałem na kawę w jakieś kawiarence, niestety, wcześnie rano wyjeżdżała do Toronto. Byłem niestety trzeźwy, co powstrzymało mnie przed pomysłem podróży razem z nią...
Poniżej fragment z duetem Marceliny Beucher i Andrzeja Lamperta (choć z przedstawiania w Szczecinie). W Cieszynie było tak samo, a z pewnych względów lepiej – osobiście i na żywo słuchałem...
Nie było szans, musieliśmy zajrzeć za kulisy i pani Marcelina po prostu mnie wyściskała jak starego znajomego, przy czym „starego” odnosi się do mojego wieku, a nie do stażu naszej znajomości. Ba, zostaliśmy zaproszeni przez nią na poczęstunek do pizzerii. Szczęśliwcy mogli pić wino, mnie musiała wystarczyć herbatka, na szczęście nie ta, którą mam dla niechcianych gości. Na dodatek pani Marcelina pozwoliła się zawieść do Bytomia moim osobistym samochodem! Wyobrażacie sobie? Wiozłem światowej sławy sopranistkę i to nieprzeciętnie piękną. Że ona się nie bała..., ale spokojnie, miałem dwoje nawigatorów. Przyjaciel prowadził mnie nawigacją w swoim smartfonie, pani Marcelina swoją nawigacją sprawdzała, czy przyjaciel kieruje mnie dobrze, a i tak raz pomyliliśmy się w ciemnościach deszczowej nocy. W marzeniach już ją zapraszałem na kawę w jakieś kawiarence, niestety, wcześnie rano wyjeżdżała do Toronto. Byłem niestety trzeźwy, co powstrzymało mnie przed pomysłem podróży razem z nią...
Poniżej fragment z duetem Marceliny Beucher i Andrzeja Lamperta (choć z przedstawiania w Szczecinie). W Cieszynie było tak samo, a z pewnych względów lepiej – osobiście i na żywo słuchałem...
Za to dziś
nieopatrznie zajrzałem na portal katolicki, który skutecznie cenzuruje
moje komentarze i nie jest to Fronda. Na Frondzie komentować może
każdy, a im głupszy tym lepszy, i mam tu na myśli zarówno obrońców Kościoła, jak i Jego
wrogów. Deon.pl, bo o nim tu chcę powiedzieć, promuje teledysk1
ministrantów parafii, której byłem swego czasu owieczką. Tytuł „Ona by tak
chciała służyć ze mną” i jak twierdzą ci ministranci, jest to cover przeboju disco-polo
ostatnich wakacji: „Ona by tak chciała” niejakiego Ronniego Ferrari. W
TVP-isowskim „Pytaniu na Śniadanie” puszczono oryginalną wersję Frrrariego i posypały się
głowy za emisję tego teledysku. Na blogu tej wersji nie pokażę, jest wulgarna,
więc nie będę jej robił reklamy. Kto chce może posłuchać pod tytułem,
ale robi to na własną odpowiedzialność. Wróćmy do wersji ministrantów, tę już
pokażę jako przykład pomieszania totalnej głupoty z religijnością. Jeśli bowiem
słucham parodię, jakkolwiek nie byłaby święta, i tak zechciałbym posłuchać
wersji pierwotnej. A to dowodzi, że tym ministrantom, ta wersja oryginalna wyjątkowo
przypadła do gustu... Nie pomogą nawet słowa zapewnienia, że „ta modlitwa jest
potężna i ma potencjał” (sic!)
Uczciwie przyznaję, ja mam bzika na punkcie
Traviaty, ale jak nazwać to, co mają promotorzy i propagatorzy tych
ministrantów i sami ministranci? Ja nie znajduję właściwego określenia, nawet
jeśli moja tolerancja akceptuje wszystkie gusta i guściki. Tonący Kościół,
brzytwy się chwyta, by mu młodzież nie uciekała?
Przypisy:
1 - https://deon.pl/po-godzinach/muzyka/ona-by-tak-chciala-sluzyc-ze-mna-ministranci-nagrali-cover-piosenki-disco-polo,680505
1 - https://deon.pl/po-godzinach/muzyka/ona-by-tak-chciala-sluzyc-ze-mna-ministranci-nagrali-cover-piosenki-disco-polo,680505

