Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokora. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 kwietnia 2018

Pokora


  Chyba od zawsze byłem buntownikiem i przyznam szczerze, postawa pokory jest mi obca, czasami, gdy wymuszona, sprawiała mi wręcz fizyczny ból. O ile rozumiem pokorę jako szacunek wobec sił natury, o tyle każdy inny jej przejaw wydaje mi się objawem słabości i nieuzasadnionego upokorzenia. Okazuje się jednak, że jestem w błędzie. Wprawdzie mój stosunek do pokory i tak się nie zmienił, ale nie dalej jak wczoraj próbowano mnie przekonać, że prawdziwa pokora jest cnotą nad cnotami. Czytam: „Pokora jest fundamentem wszystkich innych cnót, stąd w duszy, w której ta cnota nie istnieje, nie może się rozwinąć żadna inna cnota” – to św. Augustyn. Jak zwykle mam wątpliwości, szczególnie do prawd świętych teologów, bo znam wielu ludzi, nie tylko wierzących, którzy uważają się za pokornych, choć ewidentnie nie rozumieją znaczenia tego słowa i często mylą go z pychą. Ale spokojnie, nikogo nie oceniam, czasami też tak mam. Jest jednak szansa na właściwe zrozumienie i przyjęcie tej postawy raz na zawsze. Wystarczy zastosować się do kilku wskazówek, o czym poniżej.

  Po pierwsze, należy bezwzględnie zaakceptować wszystkie upokorzenia jakie nas spotykają. Jak twierdzi niejaki św. Gabriel od Marii Magdaleny „Nie da się uzyskać pokory bez upokorzeń”. Mam nadzieję, drogi Czytelniku, że się nie obrazisz, jeśli Ci powiem, że nie powinieneś się obrażać na obelgi, powinieneś je przyjąć z pełną pokorą, a wręcz z podziękowaniem. Dzięki temu masz szansę na zdobycie wiele innych cnót chrześcijańskich.

  Po drugie, należy być bezwzględnie posłusznym już nie tylko wobec rodziców, ale i przełożonych w szkole i pracy, wobec autorytetów i sług kościelnych, a nawet wobec rządzących, bez względu na to, co o nich naprawdę myślisz. Znów powołam się na słowa świętego, tym razem Benedykta: „Pierwszym stopniem pokory jest bezzwłoczne posłuszeństwo”. To ma swoje uzasadnienie w strukturze hierarchicznej – szef zawsze ma rację.

  Po trzecie, należy unikać wszystkich oznak pychy. Przede wszystkim nie wolno pod żadnym pozorem ufać sobie. Nie zaufanie do siebie, a bezgraniczna ufność w Boga ma nam zapewnić bezgrzeszność. Lorenzo Scpuoll twierdził, że: „Nieufność wobec siebie jest absolutnie niezbędna w walce duchowej”. Sparafrazuję ks. Natanka: jeśli myślisz, że jesteś dobrym katolikiem, wiedz, że coś [niedobrego] się dzieje...

  Po czwarte, należy medytować o wielkości Boga, aby uzmysłowić sobie, że jesteś nikim. Nic nie znaczysz wobec wielkości tego świata. Niejaki Jan Vianney dochodzi do słusznego wniosku, że „My – to tyle co nic”. Nie mogę się uciec do pokornej, choć ironicznej dygresji: jeśli Kościół to ogół wiernych, a każdy wierny to tyle, co nic..., czymże jest ten Kościół, jeśli nie zgromadzeniem niczego? Ale ja nie muszę rozumieć wszystkiego.

  Po piąte, należy zapomnieć natychmiast i od razu o faryzeuszowskiej postawie: „Panie, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie (tym bardziej jak niewierzący – dopisek mój)”. Taka myśl jest wyjątkowo szkodliwa dla duszy wiernych. Ba!, jest znienawidzona przez Boga. Podobno Pismo Święte mówi, że jedyną bezpieczną drogą do zbawienia jest uznanie innych ludzi za lepszych od nas samych. Tomasz Kempis pisał: „Nie czyń niczego z egoizmu i zarozumiałości, ale w głębokiej pokorze uważaj każdego za lepszego od Ciebie”.

  Pokora, pokora i jeszcze raz pokora.  Bez tej cnoty nigdy nie będziemy kroczyć ku świętości. Pozwolę sobie w tym miejscu na obszerne fragmenty pewnej modlitwy Tomasz Kempisa, która może wiernych w tej pokorze umocnić:
 

Wyzwól mnie z pragnienia bycia lubianym,
z pragnienia bycia wysławianym,
z pragnienia bycia chwalonym,
z pragnienia, aby zaciągano u mnie rady.
Uwolnij mnie ze strachu przed poniżeniem,
ze strachu przed wzgardą,
ze strachu przed zapomnieniem,
ze strachu przed wyśmianiem.
Daruj mi łaskę abym pragnął,
aby inni byli bardziej kochani niż ja,
abym w oczach świata był przegranym,
abym był niezauważony,
aby inni byli bardziej święci ode mnie.
Amen
”.

  I czegoś tu kompletnie nie rozumiem. Pragnienie doskonałości jest a priori pychą, a pokora ma nas uczynić właśnie doskonałymi. Choć z drugiej strony teraz rozumiem hierarchów i naszego premiera, którzy chcą chrystianizować Europę. Ewidentnie trzeba im ludzi bezgranicznej pokory.
No cóż, bez względu na konsekwencje, ja jednak pozwolę sobie zostać buntownikiem. Jeśli natura obdarzyła mnie rozumem, nawet jeśli tylko szczątkowym, nie chcę być tym przysłowiowym pokornym pastuszkiem, który kłania się wszystkim wokoło w geście uniżoności.


PS. Jeśli ktoś się poczuł urażony – odsyłam do artykułu: http://www.pch24.pl/jak-pielegnowac-cnote-pokory--szesc-praktycznych-podpowiedzi,59325,i.html, ja tam przepraszać za autora tekstu, na podstawie którego powstała ta notka, nie będę.