Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pornografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pornografia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 września 2017

Droga od ateisty do katolika



  Na katolickich portalach nie brak opowieści o tym jak ateista porzucił swój grzeszny światopogląd i nawrócił się na katolicyzm. Czasami czytam, aby zrozumieć tę przyczynę, choć mierzi mnie, że nie opisuje się znacznie większej ilości przypadków konwersji w drugą stronę. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że większość tych relacji jest po prostu zmyślona. Tym razem trafiłem na prawdziwą opowieść Sama Guzmana1.

  Ten faktycznie z ateisty stał się katolikiem i na tym się doskonale lansuje, nie tylko w Polsce. Rzecz w tym, że przyczyna tej transformacji wydaje się odrobinę dziwna i kontrowersyjna. Można by bowiem rzec: stało się to za sprawą pornografii i masturbacji (sic!) Sam G. przyznaje, że od czasu, gdy chodził do liceum, będąc oczywiście ateistą, wyrobił w sobie zwyczaj pożądania kobiet za pośrednictwem pornografii. Tylko nie do końca wiadomo, czy to przez liceum, czy bardziej przez ów ateizm? Można by wnioskować, że bardziej przez to drugie, gdyż kładzie na to silny nacisk, choć w grę wchodzi także nocne słuchanie radia, kiedy to jakaś młoda gospodyni (audycji radiowej, więc nie wiem skąd przekonanie, że młoda?) tłumaczyła mu, że pornografia i masturbacja są... dobrem i samym zdrowiem. Wtręt: nie będę już w tym tekście używał owego (sic!), bo musiałbym chyba po każdym zdaniu.

  Wróćmy do naszego biednego Sama. Biednego, bo cierpiał straszliwe męki z powodu tej pornografii i masturbacji. Popadł w chorobę lękową, ataki paniki i wreszcie w depresję. A ponieważ działo się to już w czasie studiów, to go już w tym momencie nie rozumiem. Będąc świadomym przyczyn tych zdrowotnych dolegliwości wciąż lgnął do tych nieczystych uciech? To już raczej ściemnianie, bo zafascynowany seksem pewnie już zaliczył niejedną panienkę. Jeśli nie, to albo był chorobliwie nieśmiały, albo szkaradnie brzydki. Patrząc na jego fotki oraz czytając jego teksty wykluczam i jedno, i drugie. Na szczęście dla niego znalazł trójkę przyjaciół, warto zaznaczyć – protestantów, którzy wytłumaczyli mu, że oglądanie pornografii jest grzechem. I tak po roku tej znajomości, Bóg wyciągnął go... najpierw tylko z ateizmu. Bo będąc ateistą nie miał najmniejszych szans wyrwać się z grzesznego nałogu oglądania pornografii i oddawaniu się masturbacji. Ale to nie koniec jego kłopotów, bowiem protestantyzm w terapii do czystości też okazał się mało przydatny. Poznał jakiegoś kolegę, baptystę, a ten w chwili szczerości też się przyznał do podobnych „przypadłości”, mimo że obaj się wspierali, pornografia i masturbacja wciąż ich mocno trzymała w swoich szponach. Dopiero gdy poznał i zaczął spotykać się z pewną katoliczką, gdy przeszedł na katolicyzm, i gdy odkrył „Elementarz teologii ciała” Jana Pawła II – z nałogów masturbacji i pornografii się wyzwolił. Prawda, że zdumiewające? Choć jak na mój rozum trochę zbyt skomplikowane. 

  Gdy byłem jeszcze katolikiem, w wieku nawet odrobinę młodszym niż ów Sam G, pornografia była trudno dostępna. O necie nikt nie słyszał, a „świerszczyki” z Niemiec były przywożone w takiej ilości, że „załapać się” na jakiś egzemplarz, było szczytem szczęścia i marzeń. Po kilku tygodniach wędrówek z rąk do rąk, kartki ledwie trzymały się razem, a i zdarzały się tragedie, gdy komuś przez nieuwagę rodzice taki skarb zarekwirowali. Ba! wstydem przed kolegami byłoby się przyznać, że się nie masturbujesz. Takich traktowano jak lekko niedorozwiniętych. Wszystko mijało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy człowiek, wciąż młody i niedoświadczony, poznał dziewczynę, z którą pieszczoty nie kończyły się tylko na pocałunku. Pieszczoty, gdyż na prawdziwy seks trzeba było jeszcze poczekać, bo jednak baliśmy się niechcianej ciąży, jeszcze bardziej przedwczesnego ojcostwa. W to pewnie trudno dziś uwierzyć, ale swój pierwszy raz zaliczyłem dopiero mając dziewiętnaście, a może nawet dwadzieścia lat. Nie pamiętam też, czy wśród moich kolegów był jakiś ateista, to raczej wątpliwe. Niemniej jestem przekonany, że jego ścieżki doznań erotycznych byłyby takie same.

  Ktoś powie, że dziś jest wszystko na głowie z powodu netu, gdzie zalewa nas(?) fala pornografii. Tylko, że mnie się wydaje, iż ta opinia krąży za sprawą pewnych dewotów, którzy sami namiętnie oglądają porno, i wszystkich wokoło, a szczególnie młodzież o to posądzają. Wprawdzie mrzonką byłoby zaprzeczać, że mało kto z pornografią się nie zetknął, albo że ludzie, nawet dorośli, nie uciekają się do autoerotyzmu, ale nie róbmy z tego tragedii. To istniało chyba od zawsze a ilość seksoholików jest wprost proporcjonalna do ilości ludzi żyjących na tym ziemskim padole. Nasunęła mi się jeszcze jedna refleksja. W tamtych (moich) czasach żaden ksiądz katecheta na lekcjach religii (w salkach katechetycznych po za murami szkoły) nie wciskał nam kitu o grzechu nieczystości, nikt też nie zadawał nam pytań, czy oglądamy swoje zakryte części ciała, gdy szliśmy do I Komunii świętej. Pewnie było przez to normalniej. Owszem, kiedyś wychowawczyni w szkole podstawowej narobiła afery, że zbyt często trzymamy ręce w kieszeniach spodni, ale coś mi się zdaje, że tylko ona miała w związku z tym jakieś dziwne skojarzenia.