Na
katolickich portalach nie brak opowieści o tym jak ateista porzucił swój
grzeszny światopogląd i nawrócił się na katolicyzm. Czasami czytam, aby
zrozumieć tę przyczynę, choć mierzi mnie, że nie opisuje się znacznie większej
ilości przypadków konwersji w drugą stronę. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że
większość tych relacji jest po prostu zmyślona. Tym razem trafiłem na prawdziwą
opowieść Sama Guzmana1.
Ten
faktycznie z ateisty stał się katolikiem i na tym się doskonale lansuje, nie
tylko w Polsce. Rzecz w tym, że przyczyna tej transformacji wydaje się odrobinę
dziwna i kontrowersyjna. Można by bowiem rzec: stało się to za sprawą pornografii i masturbacji
(sic!) Sam G. przyznaje, że od czasu,
gdy chodził do liceum, będąc oczywiście ateistą, wyrobił w sobie zwyczaj
pożądania kobiet za pośrednictwem pornografii. Tylko nie do końca wiadomo, czy
to przez liceum, czy bardziej przez ów ateizm? Można by wnioskować, że bardziej
przez to drugie, gdyż kładzie na to silny nacisk, choć w grę wchodzi także
nocne słuchanie radia, kiedy to jakaś młoda gospodyni (audycji radiowej, więc nie wiem skąd przekonanie, że młoda?) tłumaczyła
mu, że pornografia i masturbacja są... dobrem i samym zdrowiem. Wtręt: nie będę
już w tym tekście używał owego (sic!), bo musiałbym
chyba po każdym zdaniu.
Wróćmy do naszego biednego Sama. Biednego, bo cierpiał straszliwe męki z powodu tej
pornografii i masturbacji. Popadł w chorobę lękową, ataki paniki i wreszcie w
depresję. A ponieważ działo się to już w czasie studiów, to go już w tym
momencie nie rozumiem. Będąc świadomym przyczyn tych zdrowotnych dolegliwości wciąż
lgnął do tych nieczystych uciech? To już raczej ściemnianie, bo zafascynowany
seksem pewnie już zaliczył niejedną panienkę. Jeśli nie, to albo był
chorobliwie nieśmiały, albo szkaradnie brzydki. Patrząc na jego fotki oraz
czytając jego teksty wykluczam i jedno, i drugie. Na szczęście dla niego
znalazł trójkę przyjaciół, warto zaznaczyć – protestantów, którzy wytłumaczyli
mu, że oglądanie pornografii jest grzechem. I tak po roku tej znajomości, Bóg wyciągnął go...
najpierw tylko z ateizmu. Bo będąc ateistą nie miał najmniejszych szans wyrwać
się z grzesznego nałogu oglądania pornografii i oddawaniu się masturbacji. Ale
to nie koniec jego kłopotów, bowiem protestantyzm w terapii do czystości też okazał
się mało przydatny. Poznał jakiegoś kolegę, baptystę, a ten w chwili szczerości też się
przyznał do podobnych „przypadłości”, mimo że obaj się wspierali, pornografia i
masturbacja wciąż ich mocno trzymała w swoich szponach. Dopiero gdy poznał i zaczął spotykać się z pewną
katoliczką, gdy przeszedł na katolicyzm, i gdy odkrył „Elementarz teologii ciała” Jana Pawła II – z nałogów
masturbacji i pornografii się wyzwolił. Prawda, że zdumiewające? Choć jak na
mój rozum trochę zbyt skomplikowane.
Gdy byłem jeszcze katolikiem, w wieku nawet odrobinę młodszym niż ów Sam G, pornografia była trudno dostępna. O necie nikt nie słyszał, a „świerszczyki” z Niemiec były przywożone w takiej ilości, że „załapać się” na jakiś egzemplarz, było szczytem szczęścia i marzeń. Po kilku tygodniach wędrówek z rąk do rąk, kartki ledwie trzymały się razem, a i zdarzały się tragedie, gdy komuś przez nieuwagę rodzice taki skarb zarekwirowali. Ba! wstydem przed kolegami byłoby się przyznać, że się nie masturbujesz. Takich traktowano jak lekko niedorozwiniętych. Wszystko mijało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy człowiek, wciąż młody i niedoświadczony, poznał dziewczynę, z którą pieszczoty nie kończyły się tylko na pocałunku. Pieszczoty, gdyż na prawdziwy seks trzeba było jeszcze poczekać, bo jednak baliśmy się niechcianej ciąży, jeszcze bardziej przedwczesnego ojcostwa. W to pewnie trudno dziś uwierzyć, ale swój pierwszy raz zaliczyłem dopiero mając dziewiętnaście, a może nawet dwadzieścia lat. Nie pamiętam też, czy wśród moich kolegów był jakiś ateista, to raczej wątpliwe. Niemniej jestem przekonany, że jego ścieżki doznań erotycznych byłyby takie same.
Gdy byłem jeszcze katolikiem, w wieku nawet odrobinę młodszym niż ów Sam G, pornografia była trudno dostępna. O necie nikt nie słyszał, a „świerszczyki” z Niemiec były przywożone w takiej ilości, że „załapać się” na jakiś egzemplarz, było szczytem szczęścia i marzeń. Po kilku tygodniach wędrówek z rąk do rąk, kartki ledwie trzymały się razem, a i zdarzały się tragedie, gdy komuś przez nieuwagę rodzice taki skarb zarekwirowali. Ba! wstydem przed kolegami byłoby się przyznać, że się nie masturbujesz. Takich traktowano jak lekko niedorozwiniętych. Wszystko mijało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy człowiek, wciąż młody i niedoświadczony, poznał dziewczynę, z którą pieszczoty nie kończyły się tylko na pocałunku. Pieszczoty, gdyż na prawdziwy seks trzeba było jeszcze poczekać, bo jednak baliśmy się niechcianej ciąży, jeszcze bardziej przedwczesnego ojcostwa. W to pewnie trudno dziś uwierzyć, ale swój pierwszy raz zaliczyłem dopiero mając dziewiętnaście, a może nawet dwadzieścia lat. Nie pamiętam też, czy wśród moich kolegów był jakiś ateista, to raczej wątpliwe. Niemniej jestem przekonany, że jego ścieżki doznań erotycznych byłyby takie same.
Ktoś
powie, że dziś jest wszystko na głowie z powodu netu, gdzie zalewa nas(?) fala
pornografii. Tylko, że mnie się wydaje, iż ta opinia krąży za sprawą pewnych
dewotów, którzy sami namiętnie oglądają porno, i wszystkich wokoło, a szczególnie
młodzież o to posądzają. Wprawdzie mrzonką byłoby zaprzeczać, że mało kto z
pornografią się nie zetknął, albo że ludzie, nawet dorośli, nie uciekają się do autoerotyzmu,
ale nie róbmy z tego tragedii. To istniało chyba od zawsze a ilość seksoholików
jest wprost proporcjonalna do ilości ludzi żyjących na tym ziemskim padole. Nasunęła
mi się jeszcze jedna refleksja. W tamtych (moich) czasach żaden ksiądz
katecheta na lekcjach religii (w salkach katechetycznych po za murami szkoły)
nie wciskał nam kitu o grzechu nieczystości, nikt też nie zadawał nam pytań,
czy oglądamy swoje zakryte części ciała, gdy szliśmy do I Komunii świętej. Pewnie było przez to normalniej. Owszem, kiedyś wychowawczyni w szkole
podstawowej narobiła afery, że zbyt często trzymamy ręce w kieszeniach spodni, ale
coś mi się zdaje, że tylko ona miała w związku z tym jakieś dziwne skojarzenia.
Przypisy:
1 - https://www.deon.pl/religia/w-relacji/cialo-duch-seks/art,191,4-na-5-mezczyzn-przyznaje-sie-do-tego-grzechu.html
1 - https://www.deon.pl/religia/w-relacji/cialo-duch-seks/art,191,4-na-5-mezczyzn-przyznaje-sie-do-tego-grzechu.html