Niezorientowanym
od razu wyjaśnię, co ten nowotwór słowny znaczy (zbieżność z nowotworem nieprzypadkowa),
a które obficie tworzy inteligencja żoliboraska. Mrozaki – to dzieci poczęte na zimnym
szkle, ściślej – dzieci poczęte metodą in vitro. Ale tak ma Kościół rydzykowy, bo
choć sam krzyczy, że jest stygmatyzowany, przed stygmatyzowaniem innych nie
stroni. Szczególnie tych, którzy sami przed tym obronić się nie potrafią, czyli
noworodków.
Ja już
pominę radosne objawienia ministra Gowina, który słyszał krzyk zamrożonych
zarodków, że im zimno, bo o to jest nowa „gwiazda” przeciwników tej metody
leczenia niepłodności. Tu jestem realistą. Metoda in vitro jest skuteczna
gdzieś tak w trzydziestu procentach, czyli mało, ale to i tak daleko więcej niż
propagowana przez ośrodki katolickie metoda naprotechnologii. Mało tego.
Wszystkie „elementy”, na których opiera się ta druga metoda, są sprawdzane w
pierwszej, w czasie zdecydowanie krótszym, za pomocą specjalistycznych badań. Ta
nowa „gwiazda” przeciwników metody in vitro jest kobietą i nazywa się Urszula
Dudziak, nie mylić z wokalistką jazzową. To ona jest autorką tego nowotworu
słownego. Przypomnę, to ekspertka MEN do spraw nauczania „wychowania w
rodzinie”. Tu nie mogę się oprzeć, aby nie przedstawić jej kilka rewelacyjnych
i „rewolucyjnych” tez:
„Cel antykoncepcji jest niegodziwy. Chce uszkodzić coś, co jest zdrowe”;
„Wyborowi antykoncepcji sprzyja hedonizm, brak kierowania popędem seksualnym”;
„Doustne środki antykoncepcyjne są główną przyczyną śmiertelności”, i już nie mogę uciec od złośliwej ironii. Pani profesor, gdyby pani nie wiedziała – główną przyczyną śmiertelności jest życie. Kto się urodzi ten umiera!
„Cel antykoncepcji jest niegodziwy. Chce uszkodzić coś, co jest zdrowe”;
„Wyborowi antykoncepcji sprzyja hedonizm, brak kierowania popędem seksualnym”;
„Doustne środki antykoncepcyjne są główną przyczyną śmiertelności”, i już nie mogę uciec od złośliwej ironii. Pani profesor, gdyby pani nie wiedziała – główną przyczyną śmiertelności jest życie. Kto się urodzi ten umiera!
Według
prawd tej pani, dzieci z in vitro nabierają syndromu „zespołu ocaleńca” – jednego
ocalonego z kilku zarodków, których reszta jest zamrożona. In vitro skutkuje
też chęcią uprawiania przez dzieci poczęte tą metodą sportów ekstremalnych (sic!). Posłużę się fragmentem z YouTube:
„Dziecko się dowiaduje, że jego rodzice
zabili jego siostrę czy brata. I wtedy pojawia się pytanie: dlaczego ja żyję? I
ten człowiek próbuje udowodnić, że zasługuje na życie, a czasami balansuje na
granicy życia i śmierci np. wybiera ekstremalne sporty”1.
Najbardziej jednak zdumiewa mnie inne stwierdzenie: „Seks służy głównie prokreacji, jest przecież jedną z fundamentalnych tez
Kościoła, usprawiedliwiającą zakaz antykoncepcji i obowiązek czystości do ślubu”.
Trochę w tym hipokryzji, skoro Kościół propaguje kalendarzyk małżeński. W myśl
tej dewizy tylko małżonkom wolno uprawiać seks, i co jeszcze bardziej zabawne,
w tym akcie seksualnym bierze udział Bóg (sic!)
Zero intymności, nie pomoże zgaszenie świateł, przykrycie się kołdrą i tak mamy
„trzeciego do figlarnych uciech”. Tu mi się przypominają dwie nieprzyzwoite parafrazy
pewnej modlitwy:
„Aniele boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Lecz gdy anioł spojrzał na Jadzię, zamiast stanąć się kładzie”, lub jeszcze jedna: „Aniele Boży, stróżu mój..., Gorzej gdy to anielski cieć, który nie tylko strzeże ode złego, ile nie puszcza do przyjemnego” (to chyba Sztaudyngera).
„Aniele boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Lecz gdy anioł spojrzał na Jadzię, zamiast stanąć się kładzie”, lub jeszcze jedna: „Aniele Boży, stróżu mój..., Gorzej gdy to anielski cieć, który nie tylko strzeże ode złego, ile nie puszcza do przyjemnego” (to chyba Sztaudyngera).
Ale wróćmy
do sedna. Pani prof. Dudziak ubolewa, że procedury in vitro są uciążliwe i
wymagają częstych wizyt u lekarza, ba!, trzeba współżyć „na żądanie” (sic!) Tak jakby naprotechnologia robiła
cokolwiek innego. Argumenty innych
nawiedzonych, z ramienia jedynie słusznej partii, są jeszcze bardziej
kuriozalne. Radny z Krakowa stwierdził, że „Metody pozaustrojowe są głęboko
nieetyczne, szczególnie nieetyczne były w 2005 roku, kiedy to cały naród
opłakiwał śmierć papieża Polaka, Jana Pawła II” (sic!) Radny z Gdańska próbował to przebić: „Czy te pary, które są poddawane zabiegowi in vitro są poddawane
badaniom psychiatrycznym? A jeżeli ktoś się na to [metodę in vitro – dopisek
mój] decyduje, a jest psychopatą?” Czy wiesz pan, panie Radny, ilu
psychopatów ma dzieci bez metody in vitro?!
Ja
rozumiem, z katolickiego punktu widzenia metoda in vitro jest niemoralna. Tylko
kto zmusza, szczególnie tych głęboko wierzących, do jej stosowania? Narzuca się
jednak pytanie: skoro nie ma przymusu, dlaczego tej metody pod przymusem, poprzez
brak dotacji, zabraniać innym, którzy z takim katolickim podejściem nie
muszą się zgadzać? Czy tu przypadkiem nie chodzi o to, aby niewierzący, lub
wierzący na letnio, nie wchodzili w kompetencje Boga, i znów gorzej!, aby nie
stali Mu się równi?
Przypisy:
1 - https://www.youtube.com/watch?v=KKCa2bIxoJ0
1 - https://www.youtube.com/watch?v=KKCa2bIxoJ0