Jak stwierdził kard. Godfried Danneels:
„Dziś nie ma alternatywy między wiarą a
ateizmem, tylko między wiarą a zabobonem”, i choć nie lubię się zgadzać z
hierarchami, akurat temu (pewnie dlatego, że nie jest polskim hierarchą) jestem
gotów przyznać pełną rację. Ateizm nie jest zagrożeniem wiary, choć jest jej
totalnym przeciwieństwem. Zagrożeniem dla wiary jest zabobon. Niemniej uczciwie
przyznam, że zdanie jest wyrwane z kontekstu, a ów kontekst ma charakter
oskarżający. Oskarżający ludzkość. Ja tam jednak całej ludzkości bym nie oskarżał,
za to niektórych hierarchów już zdecydowanie bardziej. Religijnych oszołomów
również.
Zabobon, w ogólnym znaczeniu to religia
bałwochwalcza, kult fałszywych bogów. Z pośród wielu definicji, można przyjąć,
że zabobon to irracjonalne, zbliżone do religijnego, ustosunkowanie się do
nieosobowych mocy. I tu zaczynają się schody. Dla Kościołów chrześcijańskich
zabobonem jest wszystko to, co jest niezgodne z tą religią, przy czym samych
religii chrześcijańskich jest multum. Problem w tym, że i w tej religii
zabobonów nie brak, patrząc na nie obiektywnie, to znaczy z boku. Są tacy,
którzy uważają, że cała religia, nie tylko chrześcijańska, to zabobon, ale ja aż
tak daleko bym nie poszedł. Fakt, że wiara w Boga, bogów wzięła się z niewiedzy,
lecz jednocześnie chęć poznania tego Boga (bogów) stała się napędem do
poznawania naukowego. Nie ma więc sensu deprecjonować samej wiary, która de facto jest skutkiem umiejętności
myślenia abstrakcyjnego. Trzeba za to pilnie strzec, aby nie stawała się
zabobonem, a to już nie jest takie proste.
Teologowie chętnie odwołują się do Cycerona,
według którego postawa zabobonna oznaczała paraliżujący lęk wobec bóstw. Jego
zdaniem, zabobon polega na bezpodstawnym lęku, natomiast religia wiąże
się z prawidłowym kultem. Chrześcijaństwo obrało za prawidłowy kult postać
Jezusa. Wszystko jest jeszcze w należytym porządku, gdyby nie fakt, że stoi On
w niejakiej sprzeczności do Boga Starego Testamentu, ale to też jeszcze nie
sposób uznać za zabobon. Każda religia, wiara ma prawo ewoluować. Tyle, że
akurat tej religii i tego było za mało. Powstawały różne szkoły teologiczne
rodząc różnego rodzaju herezje, przy czym trudno jednoznacznie dziś orzec, czy
obecny kurs katolicyzmu, też nie jest herezją. W końcu to tylko on sam,
katolicyzm decyduje o sobie. Coś jak sędzia we własnej sprawie. Aby to zobrazować,
dwa przykłady. Zdaniem św. Augustyna zabobon miał przystęp do człowieka, który
po grzechu pierworodnym miał zaćmiony umysł i był pozbawiony wiedzy. Innymi
słowy, człowiek był zabobonny od zarania swoich dziejów. Czy tworząc religię
chrześcijańską też? Tak by przynajmniej z tego twierdzenia św. Augustyna wynikało.
Z kolei św. Tomasza z Akwinu uważał, że zabobon oznaczał kult oddawany Bogu w
niewłaściwy sposób. Zabobon mógł przyjmować postać oddawania czci przesadnie
fałszywego kultu, oddawanego Bogu prawdziwemu. Z dzisiejszej perspektywy,
trudno mu racji nie przyznać, gdyż ów kult coraz bardziej kładzie nacisk na
obrzędowość niż samą wiarę.
Tu warto wskazać owe zabobony
towarzyszące szczególnie religii chrześcijańskiej. Zacznijmy od średniowiecznych polowań na
czarownice. Bądźmy szczerzy, trudno o bardziej dobitny przykład zabobonnego
myślenia w historii chrześcijaństwa, nawet jeśli przyjąć, że zrodził się z
pogańskich wierzeń i obyczajów. Nawiasem mówiąc, miał się ten zabobon całkiem dobrze
jeszcze w dwudziestym wieku. Równie dobrze, jeśli nie lepiej, ma się zabobon z
personifikacją zła do postaci diabła. Mocno zakorzeniony w dzisiejszej religii.
Któryś z hierarchów jeszcze nie tak dawno ośmielił się nazwać rzecz po imieniu (diabeł jest nieuprawnioną personifikacją zła)
i musiał się z tego mocno i gęsto tłumaczyć, by w końcu się wycofać. Wprawdzie
to nie jest już postać z kopytem, rogami i ogonem, a wręcz inteligentny i przystojny
facet, ale zawsze. Chciałoby się rzec: jakie czasy taki diabeł, o czym
zaświadczają zacni egzorcyści. Dodałbym od siebie jeszcze trzy zabobony ściśle
ze sobą powiązane. Wiara w cuda, w cudowną moc modlitwy, oraz w moc przedmiotów
(relikwie, święte obrazy i medaliki, uzdrawiające źródełek, czy święconą wodę).
Ostatnio natknąłem się na kolejny,
drastyczny przykład rosnącego zabobonu. Prymas Polski, abp Wojciech Polak apelował
o modlitwę w Niedzielę Miłosierdzia Bożego w intencji ustania pandemii. Sam
fakt specjalnie nie dziwi, wierni modlą się o coś pozytywnego i czego się tu
czepiać? A jednak, proponuje się, aby tą modlitwą była Koronka do Miłosierdzia
Bożego, autorstwa s. Faustyny, która ma wizje prywatne, w które nikt nie ma
obowiązku wierzyć. A skoro ta jej modlitwa oparta jest na wizjach, które trudno nie nazwać herezją, to już pod
paragraf zabobonu podchodzi. Gdzieś wyczytałem, że ta ma największą moc (sic!). Jestem ciekaw, kto moce tych modlitw zmierzył? I to firmuje swoim autorytetem prymas Polski. Ale spokojnie, nie zamierzam protestować w Watykanie, jak owi oburzeni na wysokie opłaty za pogrzeby parafianie.