Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reliagia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reliagia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2020

Wiara i zabobon


  Jak stwierdził kard. Godfried Danneels: „Dziś nie ma alternatywy między wiarą a ateizmem, tylko między wiarą a zabobonem”, i choć nie lubię się zgadzać z hierarchami, akurat temu (pewnie dlatego, że nie jest polskim hierarchą) jestem gotów przyznać pełną rację. Ateizm nie jest zagrożeniem wiary, choć jest jej totalnym przeciwieństwem. Zagrożeniem dla wiary jest zabobon. Niemniej uczciwie przyznam, że zdanie jest wyrwane z kontekstu, a ów kontekst ma charakter oskarżający. Oskarżający ludzkość. Ja tam jednak całej ludzkości bym nie oskarżał, za to niektórych hierarchów już zdecydowanie bardziej. Religijnych oszołomów również.

  Zabobon, w ogólnym znaczeniu to religia bałwochwalcza, kult fałszywych bogów. Z pośród wielu definicji, można przyjąć, że zabobon to irracjonalne, zbliżone do religijnego, ustosunkowanie się do nieosobowych mocy. I tu zaczynają się schody. Dla Kościołów chrześcijańskich zabobonem jest wszystko to, co jest niezgodne z tą religią, przy czym samych religii chrześcijańskich jest multum. Problem w tym, że i w tej religii zabobonów nie brak, patrząc na nie obiektywnie, to znaczy z boku. Są tacy, którzy uważają, że cała religia, nie tylko chrześcijańska, to zabobon, ale ja aż tak daleko bym nie poszedł. Fakt, że wiara w Boga, bogów wzięła się z niewiedzy, lecz jednocześnie chęć poznania tego Boga (bogów) stała się napędem do poznawania naukowego. Nie ma więc sensu deprecjonować samej wiary, która de facto jest skutkiem umiejętności myślenia abstrakcyjnego. Trzeba za to pilnie strzec, aby nie stawała się zabobonem, a to już nie jest takie proste.

  Teologowie chętnie odwołują się do Cycerona, według którego postawa zabobonna oznaczała paraliżujący lęk wobec bóstw. Jego zdaniem, zabobon polega na  bezpodstawnym lęku, natomiast religia wiąże się z prawidłowym kultem. Chrześcijaństwo obrało za prawidłowy kult postać Jezusa. Wszystko jest jeszcze w należytym porządku, gdyby nie fakt, że stoi On w niejakiej sprzeczności do Boga Starego Testamentu, ale to też jeszcze nie sposób uznać za zabobon. Każda religia, wiara ma prawo ewoluować. Tyle, że akurat tej religii i tego było za mało. Powstawały różne szkoły teologiczne rodząc różnego rodzaju herezje, przy czym trudno jednoznacznie dziś orzec, czy obecny kurs katolicyzmu, też nie jest herezją. W końcu to tylko on sam, katolicyzm decyduje o sobie. Coś jak sędzia we własnej sprawie. Aby to zobrazować, dwa przykłady. Zdaniem św. Augustyna zabobon miał przystęp do człowieka, który po grzechu pierworodnym miał zaćmiony umysł i był pozbawiony wiedzy. Innymi słowy, człowiek był zabobonny od zarania swoich dziejów. Czy tworząc religię chrześcijańską też? Tak by przynajmniej z tego twierdzenia św. Augustyna wynikało. Z kolei św. Tomasza z Akwinu uważał, że zabobon oznaczał kult oddawany Bogu w niewłaściwy sposób. Zabobon mógł przyjmować postać oddawania czci przesadnie fałszywego kultu, oddawanego Bogu prawdziwemu. Z dzisiejszej perspektywy, trudno mu racji nie przyznać, gdyż ów kult coraz bardziej kładzie nacisk na obrzędowość niż samą wiarę.

  Tu warto wskazać owe zabobony towarzyszące szczególnie religii chrześcijańskiej. Zacznijmy od średniowiecznych polowań na czarownice. Bądźmy szczerzy, trudno o bardziej dobitny przykład zabobonnego myślenia w historii chrześcijaństwa, nawet jeśli przyjąć, że zrodził się z pogańskich wierzeń i obyczajów. Nawiasem mówiąc, miał się ten zabobon całkiem dobrze jeszcze w dwudziestym wieku. Równie dobrze, jeśli nie lepiej, ma się zabobon z personifikacją zła do postaci diabła. Mocno zakorzeniony w dzisiejszej religii. Któryś z hierarchów jeszcze nie tak dawno ośmielił się nazwać rzecz po imieniu (diabeł jest nieuprawnioną personifikacją zła) i musiał się z tego mocno i gęsto tłumaczyć, by w końcu się wycofać. Wprawdzie to nie jest już postać z kopytem, rogami i ogonem, a wręcz inteligentny i przystojny facet, ale zawsze. Chciałoby się rzec: jakie czasy taki diabeł, o czym zaświadczają zacni egzorcyści. Dodałbym od siebie jeszcze trzy zabobony ściśle ze sobą powiązane. Wiara w cuda, w cudowną moc modlitwy, oraz w moc przedmiotów (relikwie, święte obrazy i medaliki, uzdrawiające źródełek, czy święconą wodę).

  Ostatnio natknąłem się na kolejny, drastyczny przykład rosnącego zabobonu. Prymas Polski, abp Wojciech Polak apelował o modlitwę w Niedzielę Miłosierdzia Bożego w intencji ustania pandemii. Sam fakt specjalnie nie dziwi, wierni modlą się o coś pozytywnego i czego się tu czepiać? A jednak, proponuje się, aby tą modlitwą była Koronka do Miłosierdzia Bożego, autorstwa s. Faustyny, która ma wizje prywatne, w które nikt nie ma obowiązku wierzyć. A skoro ta jej modlitwa oparta jest na wizjach, które trudno nie nazwać herezją, to już pod paragraf zabobonu podchodzi. Gdzieś wyczytałem, że ta ma największą moc (sic!). Jestem ciekaw, kto moce tych modlitw zmierzył? I to firmuje swoim autorytetem prymas Polski. Ale spokojnie, nie zamierzam protestować w Watykanie, jak owi oburzeni na wysokie opłaty za pogrzeby parafianie.