Nie,
to nie moja deklaracja. Gdybym ją uznał za swoją, musiałbym się wyrzec ateizmu.
Wyrzec się można kogoś, kto jest. Skąd więc to zdanie w tytule? Wszystko
wyjaśnię, ale po kolei. Jest taka biblijna legenda, która mówi, że Lucyfer zakochał
się bezgranicznie w Bogu. Ale gdy Ten zajął się tworzeniem świata i ludzi,
Lucyfer poczuł się zdradzony, krzyknął w stronę Boga: „A ja nie będę Tobie służył”, co dowodzi jak niefortunną cechą miłości jest
zaborczość.
Ale
ja nie o miłości anielskiej, a o pewnym micie chrześcijańskim, określanym
mianem „rzezi niewiniątek”. Otóż w związku z tym porzuceniem Boga i karą jaka
za to spotkała Lucyfera, ten miał się mścić na wszystkim, co boskie. Podobno na
Maryi nie mógł, gdyż ta została niepokalanie poczęta, co udowodniono ponad
wszelką wątpliwość. Za to postanowił się zemścić na Jezusie (czyli Bogu), też wszak
niepokalanie poczętym, a nawet bezgrzesznie, za to już człowiekiem z krwi i
kości. To on, Lucyfer, nakłonić miał Heroda, aby wyciął w pień wszystkie męskie
noworodki, bo wśród nich jest ten, który będzie Królem. Dziś Kościół czci te
noworodki jako męczenników. To sprawa religii i ja się tam w to nie będę
wtrącał, choć jak do tej pory nikt nie udowodnił, że takie wydarzenie miało w
ogóle miejsce.
Mnie
w związku z tym skojarzył się inny fragment Świętych Ksiąg Biblii. Mowa o
Księdze Wyjścia z opisem wydarzeń, kiedy to faraon nie chciał wypuścić z Egiptu
narodu wybranego. Ten sam Bóg, choć jeszcze nie w Trójcy Jedyny, tak utwardził
serce faraona, aby nawet siedem plag egipskich go nie skruszyło. Jeśli ktoś nie
wie, czemu to miało służyć to wyjaśnię. Bóg w ten sposób stworzył okazję
(pretekst), aby narodowi wybranemu ukazać swoją Wielką Moc. Pominę te plagi,
które skutkowały cierpieniem i śmiercią Egipcjan, ale jedną z nich, najbardziej
okrutną, była śmierć pierworodnych, od noworodków począwszy. I chyba tylko dlatego,
że Kościół katolicki nie uznaje do końca tego Boga, który nie był w Trójcy
Jedyny, tych ofiar już jako męczenników nie traktuje. A może dlatego, że to
byli poganie, choć dla tego Kościoła nawet naród żydowski nie do końca był
lubiany. Oczywiście, jest też inne podejście do sprawców tych okrutnych i
bezsensownych mordów. W pierwszym przypadku był nim Bóg, a Bóg może wszystko, i to jest dobre, w drugim, wstrętny
Lucyfer, który też wszystko może, ale to jest oceniane negatywnie, i słusznie. A
w obu przypadkach skutek jest dokładnie ten sam – śmierć niewiniątek. Jedynym
wytłumaczeniem może być fakt, że ofiary tych mordów nie były chrześcijanami i
dlatego w Egipcie Bóg sam zesłał na nich śmierć, w drugim tej śmierci nie
zapobiegł – a mógł.
Tu
pozwolę sobie na pewien cytat autorstwa, jak mniemam, gorliwej katoliczki,
który zainspirował tę notkę: „(...) muszę̨
powiedzieć́, że podziwiam mądrość́ Kościoła, który te dzieci uznał za męczenników,
niejako je kanonizując. Stało się̨ tak, jak chciał Chrystus, Kościół w tej decyzji
bardzo głęboko zjednoczył się̨ z Chrystusem”1. Właściwie powinienem
pozostawić ten cytat bez komentarza, bo w tej niby refleksji nie ma żadnej
refleksji. Wynika z niego, że skoro Chrystus chciał mieć kanonizowanych
męczenników, trudno o bardziej okrutnego Boga. W końcu to ten sam Bóg, który sam pisze scenariusze biblijnych
przypowieści i mitów. Wszystko byłoby w należytym porządeczku, gdyby Święte
Księgi traktować w kategorii baśni opisujących walkę dobra ze złem. Niestety,
Kościół (inne religie też) uczynił z nich Prawdę. Najprawdziwszą Prawdę, która z
perspektywy ludzkiej moralności, jest niemal w całości niemoralna.
Jeszcze
jeden fragment mnie zdumiewa: „Musimy pamiętać́, ż̇e religia chrześcijańska to jest
przygotowanie ludzi do życia wiecznego. W przeciwnym razie religia chrześcijańska
niczym się nie rożni od
jakiegokolwiek stowarzyszenia dobroczynnego albo studiów etycznych, które uczą̨,
jak dobrze żyć́. (...) w naszym dzisiejszym zachodnim świecie jest to prawda
wiary najtrudniejsza do utrzymania i przekazania. To, co jeszcze sto, dwieście
lat temu było dla wierzących oczywistością̨,
dziś́ jest postrzegane jako ciemnota, naiwność́, a w najlepszym razie kolorowy
mit”2. I
ja tu przytaknę, to jest mit i naiwność. Ciemnotę pominę, bo nie przywykłem w
taki sposób obrażać. A na pewno nie ma w tym nawet cienia próby zastanowienia
się nad tym, co religie oferują. Byłbym tak samo naiwny, twierdząc, że ateizm
dziś święci tryumfy, ale już nie mam problemów ze stwierdzeniem, iż
sekularyzacja jest efektem prób myślenia o religii, o jej mitach i cudach w
kategoriach realności. Niejeden zsekularyzowany wierny powiedział sobie jak w
tytule: A ja nie będę Tobie służył –
mając na myśli zabobonny Kościół.
Przypisy:
1 - https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,5373,zakochany-diabel.html
2 – ibidem.
1 - https://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,5373,zakochany-diabel.html
2 – ibidem.