Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeź niewiniatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeź niewiniatek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2018

A ja nie będę Tobie służył


  Nie, to nie moja deklaracja. Gdybym ją uznał za swoją, musiałbym się wyrzec ateizmu. Wyrzec się można kogoś, kto jest. Skąd więc to zdanie w tytule? Wszystko wyjaśnię, ale po kolei. Jest taka biblijna legenda, która mówi, że Lucyfer zakochał się bezgranicznie w Bogu. Ale gdy Ten zajął się tworzeniem świata i ludzi, Lucyfer poczuł się zdradzony, krzyknął w stronę Boga: A ja nie będę Tobie służył, co dowodzi jak niefortunną cechą miłości jest zaborczość.

  Ale ja nie o miłości anielskiej, a o pewnym micie chrześcijańskim, określanym mianem „rzezi niewiniątek”. Otóż w związku z tym porzuceniem Boga i karą jaka za to spotkała Lucyfera, ten miał się mścić na wszystkim, co boskie. Podobno na Maryi nie mógł, gdyż ta została niepokalanie poczęta, co udowodniono ponad wszelką wątpliwość. Za to postanowił się zemścić na Jezusie (czyli Bogu), też wszak niepokalanie poczętym, a nawet bezgrzesznie, za to już człowiekiem z krwi i kości. To on, Lucyfer, nakłonić miał Heroda, aby wyciął w pień wszystkie męskie noworodki, bo wśród nich jest ten, który będzie Królem. Dziś Kościół czci te noworodki jako męczenników. To sprawa religii i ja się tam w to nie będę wtrącał, choć jak do tej pory nikt nie udowodnił, że takie wydarzenie miało w ogóle miejsce.

  Mnie w związku z tym skojarzył się inny fragment Świętych Ksiąg Biblii. Mowa o Księdze Wyjścia z opisem wydarzeń, kiedy to faraon nie chciał wypuścić z Egiptu narodu wybranego. Ten sam Bóg, choć jeszcze nie w Trójcy Jedyny, tak utwardził serce faraona, aby nawet siedem plag egipskich go nie skruszyło. Jeśli ktoś nie wie, czemu to miało służyć to wyjaśnię. Bóg w ten sposób stworzył okazję (pretekst), aby narodowi wybranemu ukazać swoją Wielką Moc. Pominę te plagi, które skutkowały cierpieniem i śmiercią Egipcjan, ale jedną z nich, najbardziej okrutną, była śmierć pierworodnych, od noworodków począwszy. I chyba tylko dlatego, że Kościół katolicki nie uznaje do końca tego Boga, który nie był w Trójcy Jedyny, tych ofiar już jako męczenników nie traktuje. A może dlatego, że to byli poganie, choć dla tego Kościoła nawet naród żydowski nie do końca był lubiany. Oczywiście, jest też inne podejście do sprawców tych okrutnych i bezsensownych mordów. W pierwszym przypadku był nim Bóg, a Bóg może wszystko, i to jest dobre, w drugim, wstrętny Lucyfer, który też wszystko może, ale to jest oceniane negatywnie, i słusznie. A w obu przypadkach skutek jest dokładnie ten sam – śmierć niewiniątek. Jedynym wytłumaczeniem może być fakt, że ofiary tych mordów nie były chrześcijanami i dlatego w Egipcie Bóg sam zesłał na nich śmierć, w drugim tej śmierci nie zapobiegł – a mógł.

  Tu pozwolę sobie na pewien cytat autorstwa, jak mniemam, gorliwej katoliczki, który zainspirował tę notkę: „(...) muszę̨ powiedzieć́, że podziwiam mądrość́ Kościoła, który te dzieci uznał za męczenników, niejako je kanonizując. Stało się̨ tak, jak chciał Chrystus, Kościół w tej decyzji bardzo głęboko zjednoczył się̨ z Chrystusem1. Właściwie powinienem pozostawić ten cytat bez komentarza, bo w tej niby refleksji nie ma żadnej refleksji. Wynika z niego, że skoro Chrystus chciał mieć kanonizowanych męczenników, trudno o bardziej okrutnego Boga. W końcu to ten sam Bóg, który sam pisze scenariusze biblijnych przypowieści i mitów. Wszystko byłoby w należytym porządeczku, gdyby Święte Księgi traktować w kategorii baśni opisujących walkę dobra ze złem. Niestety, Kościół (inne religie też) uczynił z nich Prawdę. Najprawdziwszą Prawdę, która z perspektywy ludzkiej moralności, jest niemal w całości niemoralna.

  Jeszcze jeden fragment mnie zdumiewa: „Musimy pamiętać́, ż̇e religia chrześcijańska to jest przygotowanie ludzi do życia wiecznego. W przeciwnym razie religia chrześcijańska niczym się nie rożni od jakiegokolwiek stowarzyszenia dobroczynnego albo studiów etycznych, które uczą̨, jak dobrze żyć́. (...) w naszym dzisiejszym zachodnim świecie jest to prawda wiary najtrudniejsza do utrzymania i przekazania. To, co jeszcze sto, dwieście lat temu było dla wierzących oczywistością̨, dziś́ jest postrzegane jako ciemnota, naiwność́, a w najlepszym razie kolorowy mit2. I ja tu przytaknę, to jest mit i naiwność. Ciemnotę pominę, bo nie przywykłem w taki sposób obrażać. A na pewno nie ma w tym nawet cienia próby zastanowienia się nad tym, co religie oferują. Byłbym tak samo naiwny, twierdząc, że ateizm dziś święci tryumfy, ale już nie mam problemów ze stwierdzeniem, iż sekularyzacja jest efektem prób myślenia o religii, o jej mitach i cudach w kategoriach realności. Niejeden zsekularyzowany wierny powiedział sobie jak w tytule:  A ja nie będę Tobie służył – mając na myśli zabobonny Kościół.