Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teologia kary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teologia kary. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2020

Modliłem się do Pana...


  Spokojnie. Nie ja się modliłem, gdyż moja modlitwa byłaby świętokradztwem, to sam papież Franciszek: „Modliłem się do Pana, by powstrzymał epidemię”1. Od razu też uprzedzę, nie mam zamiaru wyśmiewać się z tej modlitwy, ani żadnej innej w tej intencji, choć z oczywistych względów w jej skutki nie wierzę. Prędzej, czy później, pandemia ustąpi, tylko nie będzie w tym żadnego działania Boga. Nie będzie, ale śmiem twierdzić, że wierni i tak sobie przypiszą zasługi, zaś Bogu będą dziękować, że wysłuchał ich próśb. Mam za to problem z następnymi stwierdzeniami papieża: „Wszyscy są dziećmi Boga i patrzy On na wszystkich. Nawet ci, którzy jeszcze nie spotkali Boga, ci którzy nie mają daru wiary. Nie mogą się modlić, bo nie wierzę. Ale jednocześnie mogą jednak wierzyć w miłość otaczających go osób i znaleźć tam nadzieję”2. Cóż, akurat niewierzący nie wierzą, że są „dziećmi Boga”, natomiast z tymi otaczającymi osobami, dziś należy być bardzo ostrożnym. Ale to już zostawiam na marginesie, nie o tym chciałem pisać.

  Prymas Polski, abp Polak autorytatywnie stwierdził: „Nie bójmy się. Jesteśmy w rękach Boga. On nie zostawia nas samych w momentach doświadczenia, choroby, czy cierpienia. Pan nie przychodzi do nas jako epidemia. Pandemia nie jest karą zesłaną na nas przez Pana Boga. On jest miłością”3. Też nie będę się wyśmiewał z tych słów, w końcu to kwestia wiary. Tylko mi to ostatnie zdanie zupełnie nie pasuje. Skoro bowiem Bóg jest miłością, a jednocześnie wszystko może, dlaczego pandemii nie zdusił w zarodku? Przeoczył? Nie przewidział skutków?
Tymczasem niejaki Roberto de Mattei, włoski historyk, szczególnie zaś oblatany w dziedzinie historii chrześcijaństwa, ma zupełnie odmienne zdanie: „(...) kim jest Ten, który stworzył porządek kierujący naturą? Bóg jest twórcą natury, wraz z jej siłami i prawami. I On ma moc organizowania mechanizmów sił i praw natury w taki sposób, by wywołać zjawiska zgodnie z potrzebami Jego sprawiedliwości i Jego miłosierdzia. Zdrowa teologia uczy nas, że wszystkie fizyczne i materialne zła, które nie pochodzą z woli człowieka, zależą od woli Boga”4. Nie będę tu przytaczał wszystkich dowodów na to, że pandemia jest karą Bożą, dość powiedzieć, że wielu polskich księży wręcz z lubością ten motyw podchwytuje. Wszak straszenie gniewem Bożym i sprawiedliwością Bożą, ma głęboko zakorzenioną tradycję...

  Wierzącym ewidentnie brakuje teologicznej interpretacji obecnych wydarzeń. Mało tego – są w nie lada rozkroku, czego im nie zazdroszczę. Bo jeśli wierzyć słowom abp Polaka, to jak traktować rzesze świętych wyniesionych na ołtarze Kościoła katolickiego, w tym Doktorów Kościoła, którzy uważali, że plagi zakaźnych chorób są formą kary zesłanej przez Boga? Karą nie tylko pandemii straszyła również Matka Boża objawiającą się dzieciom w Fatimie. Problem wydaje się być daleko głębszy, choć przypuszczam, że wierzący nie będą się nad nim zastanawiali. Czy hierarchowie tak stanowczo sprzeciwiający się tezie o pandemii, jako kary za grzechy potrafią wytłumaczyć, że tu nie ma związku między zepsuciem ludzi a spadającymi nań plagami? Jeżeli negują możliwość zesłania przez Boga kary za grzechy w postaci np. groźnych epidemii, czy tragicznych, naturalnych katastrof, to nie powinni zatrzymywać się na prostej negacji – powinni, odwołując się do źródeł dogmatycznych i biblijnych – obalić dominującą przez długie wieki interpretację Bożych działań w odniesieniu do żyjących ludzi. Na Holokaust znaleziono stosunkowo proste wytłumaczenie: ludzie ludziom zgotowali ten los. W stosunku do pandemii koronawirusa ten numer nie przejdzie. Wbrew spiskowej teorii dziejów, tego wirusa nie wymyślono w chińskim laboratorium.

  Jest jeszcze jedna drobna wątpliwość. Nawet jeśli przyjąć, że to nie Bóg nas karze, że nas tylko doświadcza (co nie jest w niczym lepsze), jak interpretować modły przebłagalne, w tym i modlitwę papieża Franciszka? Tu już proszę o wybaczenie za odrobinę sarkazmu. Nie ma innej możliwości, trzeba je traktować jako formę upomnienia: „Boże opamiętaj się! Napraw ten świat, bo coś spieprzyłeś”. Ja w tym miejscu oddycham z ulgą. Pozostaje mi się tylko martwić tym, aby samemu nie zachorować. Rozterki teologiczne mnie nie dotyczą... choć interesują.