Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upadły anioł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upadły anioł. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2020

Samotność upadłego anioła

  Amerykańscy uczeni odkryli, że człowiek na łożu śmierci, nawet jeśli nieprzytomny, co ustawia go w sytuacji najbardziej samotnego jak można to sobie wyobrazić – jednak słyszy (sic!) „W ostatnich godzinach przed spodziewaną naturalną śmiercią wiele osób wchodzi w okres braku reakcji. Nasze dane pokazują, że umierający mózg może reagować na dźwięk nawet w stanie nieświadomości, do ostatnich godzin życia”1 – mówi niejaka Elizabeth Blundon. Te badania są podobno niezwykle ważne nie tyle dla umierających w samotności (umierasz zawsze sam), ile dla rodzin umierających. Dzięki odkryciu mogą mieć pewność, że najbliżsi słyszą ich tuż przed śmiercią.

  I w tym miejscu przypomniał mi się pewien dowcip, pozornie luźno związany z tematem:
„Na łożu śmierci ocknął się facet, taki, co to już ma godziny policzone, i zauważył prze łóżku swoją żonę odmawiającą różaniec. Prawie szeptem mówi do niej:
- Gdy złamałem rękę byłaś przy mnie i mnie karmiłaś. Gdy złamałem nogę byłaś przy mnie i woziłaś mnie na wózku. Gdy straciłem pracę, byłaś przy mnie i zmuszałaś mnie do szukania nowej pracy. Gdy moja firma zbankrutowała, byłaś przy mnie, i znalazłaś mi nowy biznes. Gdy ciężko zachorowałem, też jesteś przy mnie i się za mnie modlisz...
- Bo cię kocham mój mężu - Odparła ze łzami w oczach żona.
- A ja myślę, że po prostu przynosisz mi pecha...
”
Jeszcze bardziej zabawna w tym odkryciu amerykańskich uczonych jest ostatnia konkluzja: „Nie wiadomo, czy ludzie są świadomi tego, co słyszą. Ich mózgi zareagowały na bodźce słuchowe, ale nie wiemy, czy pamiętają, identyfikują głosy lub rozumieją język”2.  

  Inni amerykańscy uczeni, a raczej badacze przewidują, że za kolejne dziesięć lat grozi nam katastrofa, którą można nazwać epidemią samotności. „Kult narcyzmu”, jak określa się trend do bycia singlem, będzie skutkować upadkiem wartości rodzinnych i tradycyjnych wartości społecznych. Wszystkiemu winien jest indywidualizm i konsumpcjonizm, dwie największe plagi współczesności. Jan Paweł II nazwał to „kulturą śmierci”. To zrozumiałe, bo choć on sam był człowiekiem w jakimś stopniu samotnym (bez rodziny), nie mógł tego ścierpieć u innych. Owieczki powinny się żenić, powinny płodzić dzieci, i zapomnieć o swoich ambitnych pragnieniach lepszego życia, gdyż cierpienie przybliża nas do Boga. Inne postawy temu Bogu się po prostu nie podobają. Czytam: „Możemy się zastanawiać, w jakim stopniu do samotności w obecnych czasach przyczyniła się nasza współczesna kultura konsumpcjonizmu, narcyzmu, wydajności technologicznej i – co najsmutniejsze – śmierci. W świetle ogromnej ilości danych naukowych, trudno zaprzeczyć faktowi, iż żyjemy za­nurzeni w „kulturze samotności””2. Człowiek staje się samotnym, upadłem aniołem.

  Zastanawia mnie w tym wszystkim ów tak silnie przez katolicki konserwatyzm deprecjonowany konsumpcjonizm i kult narcyzmu. De facto sam jestem dziś takim upadłym, samotnym aniołem, nie tylko ze względu na nick. Szczęśliwym trafem od dziesięciu lat nie ma przy mnie stale gderającej żony, córkę mam jedną, singielkę, więc i wnukami mnie nie obarcza, a i sobą się nadmiernie nie narzuca. I jakby na to nie patrzeć – nigdy w życiu szczęśliwszy nie byłem, choć gnębią mnie już choroby. A ten mój konsumpcjonizm? Czasami pozwalam sobie na książkę, czasami chodziłem do opery, czasami spotykam się z przyjaciółmi lub znajomymi. Z luksusów kupiłem sobie w tym roku nowy smartfon, a w kończącym się już sezonie, co drugi dzień kupuję kilogram czereśni. Jedyne, co mi się marzy, a czego nikt mi w stu procentach nie zapewni, to tak sobie pożyć jeszcze minimum półtora dekady, innymi słowy – żadna tam kultura śmierci – wręcz przeciwnie, jestem za życiem. Za swoim życiem, a innym nie zamierzam go odbierać. Jak to w ogóle można nazwać kulturą śmierci, zaiste nie pojmuję.

  Tymczasem moje poczucie indywidualizmu, jako upadłego i samotnego anioła jest mocno krytykowane przez środowiska religijne. Od niejakiej dr Kingi Wenklar, publicystki katolickiej, dowiedziałem się, że jedyny racjonalny indywidualizm, to ten, który „w imię uznanej odpowiedzialności przed Bogiem potrafi sprawować władzę nad samym sobą, kto umie kontrolować własne pragnienie wolności według przyjętych przez siebie [? – znak zapytania mój] zasad. To dlatego oparta na indywidualizmie bez Boga kultura Zachodu nie umie ukształtować przyszłych ojców i matek, opiekuńczych córek i synów, a w konsekwencji również szczęśliwych starców i dzieci. Najlepszym środowiskiem zdolnym ukształtować człowieka do autonomii, czyli indywidualizmu opartego na silnie zakorzenionym w sumieniu prawie, jest rodzina”4. Cóż, pani dr Kinga widać nie dopuszcza do siebie możliwości istnienia rodzin już nie tyle patologicznych, ale nawet tych, którym się najzwyczajniej nie udało. A przypomnę, kiedyś rodzina była tak powszechnym zjawiskiem, że pojęcia stary kawaler, czy stara panna były wręcz obelgą. Co się więc takiego strasznego stało, skoro w Polsce dziewięćdziesiąt procent ludzi bezwzględnie uznawało odpowiedzialność przed Bogiem?  

 

 

Przypisy:
1 - https://deon.pl/inteligentne-zycie/zdrowie/naukowcy-udowodnili-ze-umierajacy-slysza-do-ostatnich-chwil-swojego-zycia,949609
2 - ibidem
3 - https://deon.pl/wiara/wiara-i-spoleczenstwo/czy-stworzylismy-kulture-samotnosci,858830
4 - https://www.pch24.pl/rodzina-albo-odpowiedzialnosc--samotnosc-albo-niewola,77403,pch.html