Uspokoję,
osobiście nie ma we mnie nienawiści, ba, uważam że ta Instytucja jest ze wszech
miar potrzebna. Tylko, skoro to jest Instytucja, podlega jak każda inna
krytyce, a ponieważ jest co krytykować, nie będę się krępował. W dodatku na
zasadzie wet za wet, bo tenże Kościół
krytykuje wszystkich innych, którzy do tego Kościoła nie należą. Czy krytyka
jest objawem nienawiści? Gdyby tak było, to można by powiedzieć, że Kościół
nienawidziłby również swoich wiernych, bo stale krytykuje poczynania swoich
owieczek, jeśli tylko nie są zgodne z Jego zaleceniami.
Okazuje się
jednak, że Kościół nie może się obejść bez nienawiści... skierowanej na Niego (sic!) i tak naprawdę ta nienawiść jest
Mu potrzebna. Powód jest o tyle prozaiczny, co kuriozalny: „Szukaj Kościoła,
który jest znienawidzony przez świat, podobnie jak Chrystus był nienawidzony
przez świat”1. Ale
do rzeczy. Na mojej ulubionej Frondzie, a dawno o niej nie pisałem, znalazł się
artykuł zatytułowany: „Dlaczego świat nienawidzi Kościoła”2 a ja
sarkastycznie odpowiem, że w myśl powyższego cytatu – ktoś musi(!), aby Kościół
mógł istnieć i być potężny. Nieznany autor przedstawił sześć powodów, dla
których Kościoła się nienawidzi. Przybliżę Czytelnikowi te powody, bo według
mnie ciekawe.
1. Jest
niezależny finansowo, ma masę pieniędzy i nie potrzebuje łaski państwa
Przyznam szczerze, że nie bardzo
znam się na ekonomii, ale skoro Kościół nie jest instytucją-przedsiębiorstwem
wytwarzającym materialne dobra, trudno zrozumieć tę samowystarczalność i niezależność finansową.
Oficjalne dochody Kościoła to pewnie lekcje nauki religii w szkołach, kapelani
we wszystkich organizacjach, a cała reszta to datki nie tylko na cele kościelne
ile nawet sakramentalne „co łaska”, za posługi dla wiernych. Prawdę mówiąc ani
mnie to ziębi, ani parzy, skąd Kościół ma pieniądze, ale jeśli ktoś pisze, że „nie
potrzebuje łaski państwa” to mi się nóż w kieszeni otwiera. Przecież
praktycznie całe imperium Kościoła (Rydzykowego zaś w szczególności),
przynajmniej w Polsce, opiera się na dotacjach (aż chciałoby się napisać –
daninach) państwowych, datki wiernych to tylko znikomy procent dochodów.
2.
Trzyma się zasad wiary nie dając sobie narzucić przekonań
Autorowi chodzi o odporność
Kościoła na ewolucję moralności i zasad wiary. Posłużę się kuriozalnym wręcz argumentem
z tego punktu: „Kościół łączy obie te cechy [wiara i
miłość – dopisek mój], przez co jest najgorszym wrogiem komunizmu, nazizmu,
islamu, ateizmu, masonerii i w zasadzie każdego systemu opartego o wyzysk,
nienawiść czy darwinizm społeczny”.
Że sam jest wrogiem owych wymienionych systemów to prawda. Święta prawda, choć Kościół
powinien miłować wszystkich. Oczywiście, w tym stwierdzeniu jest błąd redakcyjny,
powinno być dodana przyimek „dla” po słowie „wrogiem”, ale widać autorowi to nie
przeszkadza, że Kościół jest wrogiem wszystkich, którzy nie z nim. Oczywistym
jest też, że Kościół powinien bronić swoich zasad, szczególnie tych moralnych.
Mam jednak spore wątpliwości, ale to rzecz do przedyskutowania.
3.
Integruje wierną ludność
Jest tu zabawny wręcz fragmnet: „Trudno
jest uratować dziecko, które przez całe życie trzyma się złego towarzystwa,
ponieważ wzorce jakie przejmuje, system przekonań ugruntowany przez lata
powtarzania przez innych są na tyle silne, że konieczne jest przeprogramowanie
właściwie każdego elementu w sposobie myślenia takiej osoby”. Innymi słowy temu
przeprogramowaniu ma służyć religia, nawiasem mówiąc, silne narzędzie
manipulacji i indoktrynacji młodego człowieka. I bądźmy szczerzy, wcale nie
wolnej od zła, bo szerzącej strach przed rzekomym piekłem i poczucie wiecznej
winy. W efekcie wiara zamiast integrować, skutkuje coraz większą skalą zjawiska
zwanego sekularyzacją.
4. Jest cenzorem
władzy
Tu już by się koń uśmiał. Owszem
cenzoruje władzę świecką ale przy okazji stara mu się narzucić swoją moralność,
niejednokrotnie bardzo wątpliwą. Szczególnie to widoczne w naszym kraju. Oto
PiS, który dzięki Kościołowi dorwał się wreszcie do władzy, który hojnie sypie
kasą Kościołowi Rydzykowemu i nie tylko,
jest dziś na cenzurowanym, bo nie wypełnia nadziei Kościoła na całkowity i
bezwzględny zakaz aborcji oraz nie chce całkowicie zabronić antykoncepcji i
metody in vitro. Aby było zabawniej, znów posłużę się cytatem, który mnie
powalił: „(...) kierowaniu
się niezłomnymi zasadami wiary i etyki chrześcijańskiej, która jest cudownie wypolerowanym brylantem światowej
moralności, tak nieosiągalnym dla świeckiej filozofii”. Nie wiem dlaczego od razu mi się
to kojarzy z pedofilią, homoseksualizmem czy brutalnymi metodami wychowawczymi,
szczególnie w ośrodkach dla sierot. Jeśli do tego dodać krucjaty, inkwizycję, wojny
religijne, koniunkturalizm – trudno o bardziej nieskazitelny brylant.
5. Ma
własny aparat propagandy (ambonę)
Faktycznie, wszyscy wrogowie
Kościoła mogą tej ambony pozazdrościć. Raczej mogli, bo ambona powoli odchodzi do
lamusa. Nie pomnę gdzie, ale czytałem, że jakiś proboszcz wpadł na pomysł, aby
na ambonie ustawić telebim (sic!) Idzie nowe! Wprawdzie siła ambony jest wciąż
wielka, ale mam wrażenie, że gdy w końcu wymrze pokolenie antyinterentowe,
ambona przestanie być głównym aparatem propagandy. Kościół jest też tego
świadomy, bo jak grzyby po deszczu wyrastają wciąż nowe witryny katolickie, ale
tu już nie ma takiej siły rażenia.
6. Jest
sterowany hierarchicznie
Przyznam uczciwie, to naprawdę jest
solą w oku przeciwników Kościoła. W Kościele nie ma demokracji, która, też
szczerze, nie zawsze zdaje egzamin. W każdej chwili może dopuścić do władzy między
innymi systemy autorytarne, które cechuje hierarchiczność. Jest z tym jednak
pewien dość znamienny szkopuł. Wprawdzie Jezus optował za nadrzędną władzą
Boga, ale w gruncie rzeczy, optując za miłością, był demokratą. Inaczej, w
sferze duchowej i wiary opowiadał się za monarchią, ale w życiu doczesnym
wskazywał na główną zasadą demokracji -
wszyscy są sobie równi, Wprawdzie mówił: „Sługa nie jest większy od swego pana”,
ale nie mówił, że jest mniejszy. Ba!, mówił też, że „Wiecie, że władcy narodów uciskają
je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między
wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być
pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszymi” [Mt 20, 25-27].
Mógłbym w tym miejscu posłużyć się fragmentem z jednego z
komentarzy pod tym artykułem: „Kościół
jest towarzystwem wzajemnej adoracji i organizacją mającą na celu kontrolę
społeczeństwa, bo żeruje na ludzkiej naiwności”. Ale to nie do końca moja
opinia. Bardziej jestem za tym, że dziś Kościół odszedł od prawdziwej wiary na
rzec tragifarsy proponowanej przez kler, odklepywanych tekstów biblijnych,
kładzenia nacisku na cuda i objawienia oraz strasznie apokalipsą. Przeciwstawienie
niechęci do doktryny dziś propagowanej wiary, jako nienawiści do Kościoła – jest
nieporozumieniem. Krytyka nie jest przejawem nienawiści.

