Ja to mam szczęście. Niektórzy mogą powiedzieć, że to
cud, ale ja tam w cuda nie wierzę. Trafiłem bowiem na dwa artykuły, pozornie ze
sobą nie powiązane i oba wprawiły mnie w zdumienie połączone z rozbawieniem,
które dokładnie opisuje tytuł notki. Już wyjaśniam. Pierwszy dotyczy UFO, drugi
cudów, i aby było śmiesznie, oba udowadniają mi, zresztą całkiem słusznie, że chyba
jestem niespełna pobożnego rozumu.
Jeszcze ciekawszym jest fakt, że nawet ten o UFO, jest opublikowany na portalu
katolickim.
Zacznę jednak od cudów. W artykule „Wiara
w cuda – znak staroświeckości czy pobożności rozumnej”1. Jak się
okazuje „aby posłuszeństwo naszej wiary pozostawało w zgodzie z rozumem, dla poparcia swego
Objawienia Bóg raczył połączyć z wewnętrznymi pomocami Ducha Świętego
zewnętrzne argumenty, którymi są dzieła Boże, przede wszystkim cuda i proroctwa”2, co swym autorytetem stwierdził Sobór Watykański I.
Specjalnie uwypukliłem fragmenty tego zdania, bo mowa w nim o posłuszeństwie, z
czego wynika fakt, że nie ważna jest autentyczność cudu, liczy się tylko
uznanie go przez autorytet Kościoła. Lud wierny ma posłusznie przyjąć go za
pewnik. To specjalnie nie dziwi, bo na tym Soborze przyjęto dogmat o
nieomylności papieża w kwestiach wiary. Na tym też Soborze uchwalono jeszcze
jeden kanon wiary: „Gdyby ktoś mówił, że
cuda są niemożliwe, albo że na ich podstawie nie można w należyty sposób
wykazać Bożego pochodzenia chrześcijańskiej religii – niech będzie wyklęty [podkreślenie moje]”3(sic!) Tylko
to jakiś archaizm, bo o ile wiem, dziś wiara w cuda nie jest obowiązkowa. Dlaczego
anonimowy autor powołuje się na ten Sobór, to pozostanie jego tajemnicą. Jedno ten
artykuł wyjaśnia ponad wszelką wątpliwość: rozumna
pobożność to nie to samo, co rozumne postrzeganie rzeczywistości.
Drugi artykuł „Znaki z niebios – UFO po chrześcijańsku”4,
jest z jednej strony ciekawszy, z drugiej, stanowczo za długi. Już sam tytuł
sugeruje, że UFO to chrześcijańskie znaki, co wydawało mi się z początku li
tylko alegorią, ale autor O. Serafin Rose, jest przekonany, że w takim
rozumowaniu coś jest na rzeczy (sic!),
i jak zwykle w takich przypadkach bywa, podpiera się badaniami amerykańskich uczonych... Przedstawia szczegółową
historię zjawisk zwanych spotkaniami z UFO i to właśnie nudzi, bo tak naprawdę
nikomu jeszcze nie udało się udowodnić pochodzenia ani prawdziwości tych
obiektów sterowanych przez kosmitów. Na szczęście ten elaborat zawiera perełki,
którymi warto się podzielić: „Bogactwo wiedzy zawartej w Biblii
oraz w pismach Ojców Kościoła, a odnoszącej się właśnie do tej drugiej
rzeczywistości [duchów - dopisek mój], daje chrześcijaninowi uprzywilejowaną pozycję i wyjątkową
możliwość, by móc ocenić te nowe hipotezy oraz samo zjawisko UFO w ogóle”5. Jak pragnę zdrowia –
na to bym nie wpadł! Ja już kiedyś pisałem, że przez naukę, w ścisłym tego
słowa znaczeniu, Bóg musi oddawać swoje pole, uciekać w coraz bardziej zakryte
zakamarki, ale żeby uciekać na latające talerze?! Ale uprzedzę, na szczęście nie
o Boga tu chodzi. Wszystkiemu ma być winna literatura science fiction. Skoro bowiem w tej literaturze jest jakiś duch
(twórczy autorów), jaki problem połączyć go z innymi duchami? Uczciwie muszę
przyznać, że autor uznaje science fiction
za najlepsze świadectwo zagubienia tradycyjnych wartości religijnych ze
wskazaniem na chrześcijańskie. Ale do rzeczy. Po obszernej i nudnej analizie przypadków
spotkań z UFO dowiadujemy się, że błędnie przypisuje się je kosmitom. „Czy stoi za nimi rzeczywisty kontakt z
„gośćmi z kosmosu”, czy też jest to wymuszone przez „ducha czasów” objaśnienie
kontaktów zupełnie innego rodzaju?”6. To całkiem na serio
postawione pytanie zwaliło mnie z nóg. No, może nie z nóg, a z fotela.
Powoli wyjaśnia się, że w tych UFO to nie
kosmici a – demony! Rzekłbym: szatan idzie, nomen omen, z duchem czasów. Choć znów oddam O. S.
Rose, te bliskie spotkania od pierwszego do trzeciego stopnia, nie dzieją się
naprawdę w realnym świecie, to tylko trzystopniowy rodzaj opętania... W tym miejscu,
bo myślę, że wszyscy znają mój stosunek do takiej formy religijności, pominę
milczeniem dalszą część artykułu. Kto chce niech sam przeczyta, niektórzy pewnie
uwierzą, bo tam jest niezliczona ilość tych amerykańskich
uczonych. Już tylko jedno nazwisko i opinia: niejaki Philip Klass przekonał
się, że „idea cudownych statków kosmicznych
z dalekich planet jest w gruncie rzeczy czarującą
bajką dla dorosłych”7. Ja się pod tym stwierdzeniem
podpisuję, ale dodałbym od siebie, że tym samym jest wiara w cuda i demony...
Przypisy:
1 - http://www.pch24.pl/wiara-w-cuda---znak-staroswieckosci-czy-poboznosci-rozumnej-,60210,i.html
2 - ibidem;
3 - ibidem;
4 - http://www.fronda.pl/a/znaki-z-niebios-ufo-po-chrzescijansku,110060.html
5 - ibidem;
6 - Ibidem;
7 - ibidem
1 - http://www.pch24.pl/wiara-w-cuda---znak-staroswieckosci-czy-poboznosci-rozumnej-,60210,i.html
2 - ibidem;
3 - ibidem;
4 - http://www.fronda.pl/a/znaki-z-niebios-ufo-po-chrzescijansku,110060.html
5 - ibidem;
6 - Ibidem;
7 - ibidem