Po stronie zalet zapisuję sobie niepoprawny optymizm, który
łączę ze specyficznym poczuciem humoru, nieodłączny mi realizm, będący niejako
w opozycji do optymizmu i asertywny egoizm. Po stronie wad widzę upartość,
nadmierny krytycyzm połączony ze sceptycyzmem, wstręt do hipokryzji, bez
którego pewnie byłoby mi dużo łatwiej oraz umiejętność skrywania emocji pod
płaszczykiem ironii. To ze zrozumiałych względów jest ocena w pełni subiektywna,
ale mimo większej ilości wad, a pewnie i moje przymioty zostanę przez innych za takie uznane – bardzo siebie lubię.
Nie bez kozery maluję ten portret, jako
przykład obiektu wewnętrznie dość sprzecznego w samym sobie. Rzecz w tym, że
nie wszystko jest tak jednoznaczne, jak to pobieżnie widzimy. To jest dość
charakterystyczne w sytuacji, gdy poznajemy kogoś do tej pory obcego, a w
naszej świadomości, niemal machinalnie tworzymy sobie jego wizerunek – od
skrajnej niechęci po zauroczenie – nie mając ku temu żadnych przesłanek. Napiszę
tak, mając świadomość prawdopodobnej fałszywości takiej pierwszej oceny i tak z
reguły jej ulegamy. Jest dobrze, jeśli pozostawiamy sobie margines na zmianę
tej opinii, wszak nie wygląd zewnętrzny świadczy o wnętrzu człowieka. I choć
zakładam, że mogę się mylić, przypuszczam, że większość ludzi tak ma, to znaczy,
nie potrafi uciec od pierwszego wrażenia
i jest w stanie je zweryfikować pod wpływem bliższego poznania. Dobrze, jeśli
to działa w obie strony, to znaczy, potrafimy zmienić zarówno negatywne ale i pozytywne
wrażenie. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że paradoksalnie znacznie trudniej
zweryfikować to drugie, o czym świadczy dość powszechna cecha jaką jest naiwność.
Po prostu konsekwencje fałszywego zauroczenia, pozytywnej oceny bliźniego,
bywają zdecydowanie tragiczniejsze, choć to być może za dużo powiedziane.
Wreszcie mogę przejść do sedna. Skoro
wyłuszczyłem dlaczego pierwsze wrażenie
nie jest tym, na czym powinniśmy opierać opinię o drugim człowieku, warto zadać
pytanie: a jak oceniać pierwsze wrażenie
wszystkiego innego poza człowiekiem? W ciągu kilku ostatnich dni dopadł mnie kilka
razy „argument z piękna” w kontekście mojego sceptycznego stosunku do wiary i
religii. Nie sądzę, aby był użyty celowo po to, aby mnie do wiary przekonać,
ot, taki argumencik na tezę, że wszystko co nas otacza jest tak piękne, że aż niemożliwe,
aby stało się przez przypadek. Trzeba być prawdziwym artystą (Bogiem), aby
nadać temu wszystkiemu harmonię i piękno. Przez przypadek (huragan) na
złomowisku (chaosie) nie powstanie piękny i sprawny do lotu samolot
(skomplikowany i żywy organizm). To prawda. Na pewno nie na złomowisku i nie z
przyczyny nawet kilkudniowego huraganu. Ale wystarczy odrobina wyobraźni
zarówno co do materii i właściwości wszechświata, jak i do czasu jego trwania,
oraz powolności procesów tworzenia – a wtedy wszystko jest możliwe, nawet
powstanie samoświadomości. Problem tylko w tym, że nie potrafimy sobie tych
wielkości i mechanizmów przypadku wyobrazić. Paradoksalnie nie stanowi dla nas
żadnego problemu wyobrazić sobie niematerialnego a sprawczego Boga.
Wróćmy jednak do tego piękna jakie nas
otacza. Napiszę tak: trzeba być zupełnie bezkrytycznym, nie mieć w sobie szczypty
sceptycyzmu, trzeba być hura-optymistą, a dodatkowo na wpół ślepym, aby w
otaczającej nas rzeczywistości widzieć samo piękno i harmonię. Tym bardziej, że pojęcie
piękna jest daleko płynne i różnorodne. Wprawdzie nie skłamię, jeśli powiem, że
moja najbliższa okolica jest piękna – lasy, łąki, zagajniki, leniwie płynąc
Warta – a jednak tylko w tedy, jeśli patrzę na to piękno z pewnej perspektywy.
Spróbujcie je dotknąć. Te piękne trawy to również pokrzywy, oset i inne zielone
paskudztwo przylepiające się do spodni. Trzeba też uważać, aby nie wdepnąć w
krowie łajno. A jeśli do tego dodać pajęczyny, gąsienica wszelkiej maści i małego
potwora, zwanego kleszczem… Wejdź w zagajnik a dostaniesz gałązkami krzewów po
pysku i dobrze jak ci oka nie wybije. Usiądź nad Wartą rozmarzony, a dopadną cię komary i inne gryzące
muszyska. Sama Warta jest piękna, ale spróbuj się w niej wykąpać. Krokodyli tam
wprawdzie nie ma, ale i tak wizyta u dermatologa cię nie ominie. Lepiej jest w
lesie. Mało co gryzie ale będziesz oblepiony pajęczynami, a za kołnierzem
będziesz transportował kilogramy igliwia... A przecież to tylko piękno w skali mikro.
W sakli makro jest jeszcze gorzej. Mówi się, że ta nasza
planeta jest najpiękniejsza ze znanych. Jako sceptyk określiłbym ją jako
najmniej niebezpieczną dla życia i zdrowia. Na innych natychmiast cię zabije,
na Ziemi, przez przypadek masz szanse uniknąć skutków trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów,
powodzi na skutek ulewnych deszczów, albo wycieńczenia z powodu suszy. Przy
odrobinie szczęścia (przypadku) nie zabije cię huragan czy trąba powietrzna,
nie padniesz ofiarą chorób zakaźnych, nie ukąsi cię jadowity wąż lub pająk, nie
rozszarpią wilki, nie pogryzie wściekły pies, itd., itp. Ba!, jak będziesz miał
szczęście, nie zabije cię terrorysta, pijany kierowca czy inny żądny krwi i
pieniędzy bandyta. Masz szczęście, że przez przypadek za twojego życia nie
wybuchła wojna, choć możesz się ciągle przerażony zastanawiać, czy przypadkiem
jakiś populistyczny wariat nie naciśnie guzik, który to sprowadzi totalną
zagładę. A wybuch tej bombki ma w sobie niewypowiedziane i urzekające piękno. Patrzysz
i podziwiasz: jaki piękny grzyb...
Stop Asmo! Stop, bo twoi Czytelnicy
popadną w masową depresję. Jakby na to nie patrzeć, na swój sposób ten świat
jest rzeczywiście piękny, ale pod warunkiem, że nikt ci nie będzie wmawiał, że
jest cudowny dziełem stworzenia. Ukształtował się tak, jak się ukształtował, ze
straszliwymi felerami, ale masz szansę w nim na chwilę zaistnieć, bo życie ma
to do siebie, że kończy się śmiercią. To człowiecze życie dało nam marzenia,
dla niektórych są to marzenia o szczęśliwej wieczności i nie wolno ich nikomu
odbierać. Choć z drugiej strony rodzi się pytanie: czy wolno je innym wciskać
na siłę?
