Dlaczego seks dwojga ludzi tak bardzo interesuje sukienkowych? Cóż, teorii na ten temat jest dużo i na nieszczęście wszystkie są prawdziwe. Jeszcze jedna olśniewająca myśl. Mówi się, że seks przed ślubem i bez ślubu to grzech, po ślubie też, jeśli finał męża jest poza żoną. Wychodzi na to, że jeśli nie chcę poczęcia i wspomagam się jakimkolwiek pomysłem by temu zapobiec, to przekreślam Boży Zamysł. Wszak nie można chcieć przyjemności bez konsekwencji i bez kary. Można za to nie chcieć przyjemności cielesnej w ogóle dla poszanowania Bożego Prawa. Zapewniają o tym najczęściej kaznodzieje zakonnicy. Z technicznego punktu widzenia, zakonnik jest jak najbardziej upoważniony do opinii na temat seksu, bo przecież jest już po... ślubie. Po ślubie zakonnym, ale to bez znaczenia. Nic więc dziwnego, że na świecie nie brakuje ludzi, którzy klękają przed obcym facetem i ze wstydem, często udawanym, opowiadają mu o swoich seksualnych psotach i sprośnych myślach. A przecież jest inne, całkiem proste rozwiązanie. Podobno królowa Wiktoria miała przekazać córce doskonałą radę na seksualne dylematy: „Moja droga, w takim sytuacjach zamknij oczy i myśl o Anglii”.
Skąd mi się wziął ten wstęp? Pewien portal katolicki skierował mnie, nomen omen, na kanał YouTube, gdzie w tym temacie produkuje się katolickie małżeństwo Karoliny i Macieja Piechów1. Napiszę tak: w zasadzie nie mam tej pogadance nic do zarzucenia. Podzielam ich pogląd, że w małżeństwie, nawet katolickim, wszystkie „figle” są dozwolone, jeśli tylko oboje się na to godzą. Mimo to poczułem wyraźny niedosyt tej ich propagandy katolickiego seksu, jeśli taka odmiana w ogóle istnieje. Wideoklip jest opisany, jako sprostowanie wielu mitów na temat katolickiego współżycia. Tymczasem oboje starannie unikają dwóch ważnych aspektów po części wynikających ze wstępu tej notki. Po pierwsze, nie poruszają tematu seksu przed ślubem, czy seksu bez ślubu. Po drugie nic nie mówią o koniecznym finale seksualnych igraszek, dzięki któremu seks jest bezgrzeszny. Ten „teologiczno-seksualny” wykładzik lekko mnie zwiódł, bo zastanawiam się do kogo jest skierowany? Przecież nie do tych, co tylko pod kołdrą i przy zgaszonym świetle. Tacy już chyba wymarli. Czyżby do owych zakonników (kojarzy mi się z Adamem Szustakiem), którzy jednak nie wszystko wiedzą o seksie? Brak tych elementów powoduje moje skojarzenie z nachalną reklamą, która nigdy nie wspomni o wadach reklamowanego produktu, tu: katolickiego podejścia do współżycia seksualnego.
Na koniec tej krótkiej notki jeszcze drobna uwaga. Rozbawiło mnie do łez porównanie potrzeb seksualnych do kulinarnych preferencji. Bo ona uwielbia placki ziemniaczane, on zaś woli hot-dogi. Ich smaki tak bardzo się różnią, że często idą do restauracji, gdzie dwa różne dania jednej pary nie robią na nikim żadnego wrażenia, a można przy okazji coś porwać z talerza partnera dla sprawdzenia smaku potrawy, której się nie lubi. Wprawdzie nie jestem aż tak sarkastycznie ironiczny, ale nie wiedzieć dlaczego owa restauracja w kontekście „smakowania” seksu skojarzyła mi się z parafialnym kościółkiem. Mam tylko nadzieję, że przynajmniej nie w czasie Mszy świętej...
Przypisy:
1 - https://www.youtube.com/watch?v=2oFUZxhoIP0