Tytuł
brzmi pewnie bluźnierczo i prowokacyjnie, ale proszę o wybaczenie, tak zadziałał
mój umysł na wieść o akcji „Różaniec do granic”1, organizowany przez
Stowarzyszenie Solo Dios Basta, ściśle powiązane z Radiem Maryja. Akcja ma
polegać na odmówieniu różańców przez wiernych, którzy utworzą szpaler ustawiony
wzdłuż całej granicy Polski (aby nikt nie uciekł?), na morzu zaś będą stać kutry rybackie, niby kutry
torpedowe, by nikt się nie wyrwał z tej różańcowej pętli, jak to ujął pewien
portal katolicki: „(pętli – dopisek mój), która ma opleść nasz kraj”.
Ciekawa
jest już sama nazwa tego stowarzyszenia „Solo Dias Basta”, co daje się
przetłumaczyć jako „Bóg sam wystarcza”. W tej nazwie jest już zawarta pewna
sprzeczność. Skoro bowiem sam wystarcza, dlaczego trzeba Go wspierać taki
akcjami jak: ustanowienie Chrystusa królem Polski, a Matkę Bożą królową? Po co
ta akcja tworzenia pętli różańcowej, której celem jest podobno ratowania świata,
ze szczególnym wskazaniem na Polskę, co mnie kojarzy się li tylko z nawracaniem
na „jedynie prawdziwą”, katolicką wiarę. I nie idzie tu o samą deklarację
wiary, o nie. Wszyscy wierzący, a nie praktykujący, też będą podlegać tej
odnowie i nie mam tu na myśli tylko odnowy moralnej, ale stricte obrzędowej. Taka jest przecież propagowana przez ośrodki
zbliżone do radiomaryjnego Kościoła katolickiego w Polsce, hierarchów nie
wyłączając. Mógłbym być bardziej sarkastyczny, gdyż akcję poprzedza (od 3 maja) pielgrzymka grupy byłych więźniów wzdłuż granic, bez prowiantu i
pieniędzy. Taki dość znamienny symbol – Polska ma stać się katolickim więzieniem(?)
Charakterystyczny jest jeszcze jeden szczegół. Będą cztery różańce. Dwa
pierwsze, gdy odmawiający różaniec będą skierowani twarzami w stronę Polski, co
można interpretować jako formę egzorcyzmu (rzecz nie nowa), pozostałe dwa, w
stronę świata, co z kolei mógłbym interpretować dwojako: odwalcie się od
katolickiej Polski lub, bierzcie z nas przykład. Skłaniam się ku pierwszej
wersji, bo ja prędzej uwierzę, że piekło istnieje, czego namiastkę mamy dziś w
Polsce, niż w to, że świat weźmie z naszego obrzędowego katolicyzmu przykład.
Nie
mogę się nie odnieść, niejako ad hoc,
do innego artykułu2, w którym autor szuka analogii między
kibicowaniem na stadionie sportowym (piłkarskim?) do... pielgrzymek na Jasną
Górę. Już łatwiej byłoby o wypunktowanie różnic. Czytam, że to są dwa miejsca,
gdzie możesz być naprawdę sobą, gdzie Polacy mogą się choć przez chwilę poczuć
razem, oczywiście w pozytywnym
tego słowa znaczeniu (sic!). Posłużę się krótkim cytatem: „[chodzi – dopisek mój] o potrzebę odnalezienia
przestrzeni, w której nie tylko tracą na znaczeniu codzienne potyczki
polityczne, ale miejsca gdzie narodowe swary wręcz nie mają wstępu ustępując
przed sprawami o niebo od siebie ważniejszymi”3. Paradoksalnie jest w tym stwierdzeniu sporo racji
ale jednocześnie jest też oczywistym zakłamywaniem rzeczywistości. Weźmy te mecze
reprezentacji Polski. Primo, ten
tłum, gdzie człowiek ma czuć się naprawdę sobą, jest naładowany negatywnymi
emocjami wobec obcych, zarówno kibiców jak i piłkarzy drużyny przeciwnej. Duo, niech li tylko ta reprezentacja
okaże słabość, ba! poniesie druzgocącą klęskę, to nasze pragnienie bycia
naprawdę sobą, zmienia się w szyderstwo, wulgaryzmy i gwizdy z ironicznym: „Polacy nic się nie stało”. A pielgrzymki na
Jasną Górę? Nie neguję aspektu religijnego, ten faktycznie łączy, wierni mogą
poczuć się razem, ale nie trudno na podstawie homilii tam wygłaszanych dojść do
wniosku, że ta wspólność jest skierowana przeciw innym, różnym w określonych pielgrzymkach.
A to przeciw niewiernym, a to niezbyt gorliwym, a to przeciw nie takim
patriotom, jakich oni sobie wyobrażają, a to nawet..., przeciw rządzącym,
którzy nie palą się do zaostrzenia prawa aborcyjnego i wprowadzenia zakazu
pracy w niedziele (sic!)
Ja
rozumiem, Kościół, szczególnie katolicki, jest dziś teoretycznie w defensywie z
powodu narastającej sekularyzacji, za którą de
facto jest w znacznej części sam odpowiedzialny. Niemniej te akcje, takie rozumienie religijności,
tej tendencji nie odwrócą, ba!, one ją przyspieszą, gdyż taka forma jest
ośmieszaniem samej siebie. Komu to dziś potrzebne? Na pewno nie tym, którzy
sekularyzacji ulegli. To bardziej rozpaczliwe gesty tych, dla których
obrzędowość ma większe znaczenie niż sama wiara. Oni nie chcą zrozumieć, że „równość
wszystkich wobec Boga” jest niczym innym jak pluralizmem, a nie bezwzględnym
podporządkowaniem wszystkich ludzi nakazom ich pojmowania wiary. Skoro tak namiętnie
szafują pojęciem „wolnej woli”, dlaczego tak kategorycznie chcą zabronić jej stosowania?
Czuję niesmak, gdy inspiratorzy akcji „Różaniec do granic” tę akcję afiszują
hasłem: „Królowo moja, jestem, pamiętam, czuwam. Polska”4. Jakim
prawem podpisują się nazwą kraju – Polska!? Innowiercy, ja i mnie podobni, a
nawet wierzący o innych zapatrywaniach na obrzędowość, ogólnie będący w większości, już nie tworzymy tego
kraju?
Przypisy:
1 - http://www.radiomaryja.pl/informacje/7-pazdziernika-wzdluz-granic-polski-stana-ludzie-odmawiajacy-rozaniec/
2 - http://www.pch24.pl/jasna-gora-i-stadion--miejsca-gdzie-mozesz-byc-soba,54041,i.html
3 - ibidem
4 - http://www.pch24.pl/krolowo-moja--jestem--pamietam--czuwam--polska,54042,i.html
1 - http://www.radiomaryja.pl/informacje/7-pazdziernika-wzdluz-granic-polski-stana-ludzie-odmawiajacy-rozaniec/
2 - http://www.pch24.pl/jasna-gora-i-stadion--miejsca-gdzie-mozesz-byc-soba,54041,i.html
3 - ibidem
4 - http://www.pch24.pl/krolowo-moja--jestem--pamietam--czuwam--polska,54042,i.html