Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religijność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religijność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 kwietnia 2020

O religijności słów kilka


  W jednej z ostatnich notek ledwie tylko napomknąłem o wersji, w której Bóg nie karze nas pandemią, Bóg chce nam coś pokazać. Dla mnie i ta wersja jest nie do przyjęcie, wynika z niej bowiem, że Bóg pielęgnuje pandemię do pisania horroru. Wykorzystuje ja, abyśmy się przekonali, że nie ma nic lepszego niż wielbić Go ponad wszystko, gdyż tego oczekuje i po to nas stworzył. Scenarzysta i reżyser makabrycznych sytuacji, w których jednakowo cierpią winni jak i niewinni. W filmowym spektaklu mamy do czynienia z fikcją, pandemia zaś jest faktem, za który wielu przyjdzie zapłacić życiem i tragediami – bankructwa, bezrobocie, bieda – wszystko rzekomo ku chwale Pana.

  Kochani (tak zwraca się do swoich słuchaczy i fanów, najpopularniejszy kaznodzieja youtuber, Adam Szustak), nie mogło nam się nic lepszego w życiu przytrafić. I to w najważniejszym dla katolika czasie, jakim jest okres świąt wielkanocnych1. Szustak wprawdzie zaklina się, że te wszystkie tragedie są również i dla niego straszne, na dodatek nie ma teraz tłumu słuchaczy, nie może jeździć po świecie głosić Słowa Bożego, ale w gruncie rzeczy, a może dzięki temu, wiele spraw związanych z wiara i religijnością w pełni wreszcie zrozumiał(?). W swym najnowszym wideoklipie najwięcej miejsca poświęca religijności i napiszę szczerze – w jakieś części z jego oceną się zgadzam, ba!, mam wrażenie, że mnie w niektórych ocenach splagiatował, ale mu daruję, wspaniałomyślnie, tak po ateistycznemu. Głównym motywem jego wynaturzeń jest stwierdzenie: religijność jest ważna, choć wiara bez religijności jest lepsza, niż religijność bez wiary. Chciałoby się rzec: nihil novi, ale powiedz to wierzącym gorliwie Polakom, szczególnie tym, dla których Eucharystia jest ważniejsza od zdrowia. Od zdrowia swojego, bliskich i tych nie bliskich. Tu pozwolę sobie na wtręt o innym artykule, który pokazuje dobitnie, jakie jest podejście do tego problemu ze strony ortodoksów. Już tytuł jest pełen wyrzutu w ironizującym tonie: „Za limit pięciu osób na Mszy Wielkanocnej podziękujmy premierowi i... prymasowi”2. Dwa znamienne cytaty: „Gdy Mateusz Morawiecki zostawał szefem polskiego rządu, deklarował, że chce chrystianizować Europę. A do historii przejdzie jako ten, który zabronił Polakom pójść do kościoła w Wielkanoc3 oraz „W kościołach nie ma kas, jest tylko pusta w ostatnich tygodniach taca, więc do supermarketu wciąż może wejść znacznie więcej osób (tam gdzie jest 25 kas może wejść naraz 75 osób) niż do kościołów4. Nie znam supermarketu z dwudziestu pięcioma kasami, najwięcej, bo dziesięć wydziałem w Ikei, ale arytmetyka jest poprawna.

  Wróćmy do kaznodziei youtubera. Słucham: Większość naszej wiary to nie jest wiara. Większość naszej wiary to jest religijność. To zwyczaje i praktyki, niejednokrotnie zabobony, gdzie oczywiście tli się jakiś zalążek wiary, nie mówię, że go tam nie ma w ogóle. Tli się tam chęć kochania Pana Boga i bycia z nim, ale ona się zatrzymuje, czuje się spokojna i bezpieczna, bo ma te praktyki i w związku z tym się nie rozwija. Przy pełnej zgodzie w temacie religijności na pokaz, która jest tylko niewiele znaczącym dodatkiem do wiary, Szustak dodaje dość kontrowersyjnie: W tej chwili Pan Bóg zabrał nam to [religijność - dopisek mój]. Dał nam okazję przez to, co się dzieje na świecie. Nie mówię, że Pan Bóg wysłał tę epidemię - nie, Pan Bóg jej nie wysłał, ale On dokładnie do tego chce ją wykorzystać [podkreślenie moje]” (sic!) Nie wiem, czy ten Szustak wie, że różnica między zesłaniem epidemii, a jej wykorzystaniem jest tak niewielka, że prawie żadna? W obu przypadkach: kary i nauki przez cierpienie, Bóg jawi się jako sadysta. Wątpię, czy Szustak chciał taki obraz swojego Boga przedstawić, ale tak mu niestety wyszło. A już prawdziwym kuriozum jest tytuł wideoklipu: „Dlaczego epidemia to wielkie błogosławieństwo?”, który sugeruje, że powinniśmy się z pandemii cieszyć, dziękować Bogu za nią, jak z każde błogosławieństwo. Czy Szustakowi należy się podziękowanie za takie nauki? Mam wątpliwości, wydaje mi się, że po prostu popłynął..., i to popłynął z prądem, który sugeruje, że Bóg w pandemii maczał palce.

  Już pisałem, katolicyzm stanął przed poważnymi problemami natury teologicznej w związku z pandemią. Przedstawiłem dwa skrajne różne spojrzenia na to zdarzenie i konsekwencje z niego wynikające, i żadne, bez względu na intencje, niczego nie wyjaśnia. Ani Krystian Kratiuk swym sarkazmem nie obroni fałszywie przesadnej religijności, ani zakonnik Adam Szustak nie przywróci tej religijności właściwego wymiaru. Przez ostatnie trzy dekady Kościół katolicki z religijności uczynił bożka ważniejszego niż sama wiara, że wymienię obrazę uczuć religijnych, klauzulę sumienia, obrzędowość nacechowaną patetycznością, czy wreszcie klerykalizm w sensie mieszania się w życie polityczne i społeczne. To wszystko może się dziś zawalić niczym domek z kart za sprawą mikroskopijnego wirusa. Może tak być, że ten wirus to metaforycznie pierwiastek boga, takiego prawdziwego, materialnego boga, choć jako ateista i jemu nie będę się kłaniał.





sobota, 26 sierpnia 2017

W okowach różańca



  Tytuł brzmi pewnie bluźnierczo i prowokacyjnie, ale proszę o wybaczenie, tak zadziałał mój umysł na wieść o akcji „Różaniec do granic”1, organizowany przez Stowarzyszenie Solo Dios Basta, ściśle powiązane z Radiem Maryja. Akcja ma polegać na odmówieniu różańców przez wiernych, którzy utworzą szpaler ustawiony wzdłuż całej granicy Polski (aby nikt nie uciekł?), na morzu zaś będą stać kutry rybackie, niby kutry torpedowe, by nikt się nie wyrwał z tej różańcowej pętli, jak to ujął pewien portal katolicki: „(pętli – dopisek mój), która ma opleść nasz kraj”.

  Ciekawa jest już sama nazwa tego stowarzyszenia „Solo Dias Basta”, co daje się przetłumaczyć jako „Bóg sam wystarcza”. W tej nazwie jest już zawarta pewna sprzeczność. Skoro bowiem sam wystarcza, dlaczego trzeba Go wspierać taki akcjami jak: ustanowienie Chrystusa królem Polski, a Matkę Bożą królową? Po co ta akcja tworzenia pętli różańcowej, której celem jest podobno ratowania świata, ze szczególnym wskazaniem na Polskę, co mnie kojarzy się li tylko z nawracaniem na „jedynie prawdziwą”, katolicką wiarę. I nie idzie tu o samą deklarację wiary, o nie. Wszyscy wierzący, a nie praktykujący, też będą podlegać tej odnowie i nie mam tu na myśli tylko odnowy moralnej, ale stricte obrzędowej. Taka jest przecież propagowana przez ośrodki zbliżone do radiomaryjnego Kościoła katolickiego w Polsce, hierarchów nie wyłączając. Mógłbym być bardziej sarkastyczny, gdyż akcję poprzedza (od 3 maja) pielgrzymka grupy byłych więźniów wzdłuż granic, bez prowiantu i pieniędzy. Taki dość znamienny symbol – Polska ma stać się katolickim więzieniem(?) Charakterystyczny jest jeszcze jeden szczegół. Będą cztery różańce. Dwa pierwsze, gdy odmawiający różaniec będą skierowani twarzami w stronę Polski, co można interpretować jako formę egzorcyzmu (rzecz nie nowa), pozostałe dwa, w stronę świata, co z kolei mógłbym interpretować dwojako: odwalcie się od katolickiej Polski lub, bierzcie z nas przykład. Skłaniam się ku pierwszej wersji, bo ja prędzej uwierzę, że piekło istnieje, czego namiastkę mamy dziś w Polsce, niż w to, że świat weźmie z naszego obrzędowego katolicyzmu przykład.

  Nie mogę się nie odnieść, niejako ad hoc, do innego artykułu2, w którym autor szuka analogii między kibicowaniem na stadionie sportowym (piłkarskim?) do... pielgrzymek na Jasną Górę. Już łatwiej byłoby o wypunktowanie różnic. Czytam, że to są dwa miejsca, gdzie możesz być naprawdę sobą, gdzie Polacy mogą się choć przez chwilę poczuć razem, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu (sic!). Posłużę się krótkim cytatem: „[chodzi – dopisek mój] o potrzebę odnalezienia przestrzeni, w której nie tylko tracą na znaczeniu codzienne potyczki polityczne, ale miejsca gdzie narodowe swary wręcz nie mają wstępu ustępując przed sprawami o niebo od siebie ważniejszymi”3. Paradoksalnie jest w tym stwierdzeniu sporo racji ale jednocześnie jest też oczywistym zakłamywaniem rzeczywistości. Weźmy te mecze reprezentacji Polski. Primo, ten tłum, gdzie człowiek ma czuć się naprawdę sobą, jest naładowany negatywnymi emocjami wobec obcych, zarówno kibiców jak i piłkarzy drużyny przeciwnej. Duo, niech li tylko ta reprezentacja okaże słabość, ba! poniesie druzgocącą klęskę, to nasze pragnienie bycia naprawdę sobą, zmienia się w szyderstwo, wulgaryzmy i gwizdy z ironicznym: Polacy nic się nie stało”. A pielgrzymki na Jasną Górę? Nie neguję aspektu religijnego, ten faktycznie łączy, wierni mogą poczuć się razem, ale nie trudno na podstawie homilii tam wygłaszanych dojść do wniosku, że ta wspólność jest skierowana przeciw innym, różnym w określonych pielgrzymkach. A to przeciw niewiernym, a to niezbyt gorliwym, a to przeciw nie takim patriotom, jakich oni sobie wyobrażają, a to nawet..., przeciw rządzącym, którzy nie palą się do zaostrzenia prawa aborcyjnego i wprowadzenia zakazu pracy w niedziele (sic!)

  Ja rozumiem, Kościół, szczególnie katolicki, jest dziś teoretycznie w defensywie z powodu narastającej sekularyzacji, za którą de facto jest w znacznej części sam odpowiedzialny. Niemniej te akcje, takie rozumienie religijności, tej tendencji nie odwrócą, ba!, one ją przyspieszą, gdyż taka forma jest ośmieszaniem samej siebie. Komu to dziś potrzebne? Na pewno nie tym, którzy sekularyzacji ulegli. To bardziej rozpaczliwe gesty tych, dla których obrzędowość ma większe znaczenie niż sama wiara. Oni nie chcą zrozumieć, że „równość wszystkich wobec Boga” jest niczym innym jak pluralizmem, a nie bezwzględnym podporządkowaniem wszystkich ludzi nakazom ich pojmowania wiary. Skoro tak namiętnie szafują pojęciem „wolnej woli”, dlaczego tak kategorycznie chcą zabronić jej stosowania? Czuję niesmak, gdy inspiratorzy akcji „Różaniec do granic” tę akcję afiszują hasłem: „Królowo moja, jestem, pamiętam, czuwam. Polska”4. Jakim prawem podpisują się nazwą kraju – Polska!? Innowiercy, ja i mnie podobni, a nawet wierzący o innych zapatrywaniach na obrzędowość, ogólnie będący w większości, już nie tworzymy tego kraju?