Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thoma Halik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thoma Halik. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lutego 2017

Przez ateizm do wiary



  Nie, ja już nie mam żadnych wątpliwości. Byłem wierzącym i mi przeszło. To se juz ne vrati – jak mawiają Czesi (a ten czeski język jest w tym eseju nie bez znaczenia). A mimo to wciąż mnie interesuje to zjawisko i nic na to nie poradzę. Chętnie czytam publikacje, książek natury teologicznej nie wykluczając, opowiadające się za wiarą i jednocześnie będące w opozycji do ateizmu. I być może to jest tylko moje przekonanie, odnoszę wrażenie, że teologia jest coraz bardziej bezradna. Skąd więc taki tytuł? Zaraz wszystko wyjaśnię.

  Natknąłem się na artykuł, w którym autor dowodzi, że religijny fundamentalizm i entuzjazm zbyt łatwej wiary wynika z braku cierpliwości. Ateizm podobno też, i o ile z pierwszymi wnioskami się zgodzę, o tyle trzeci nastarcza mi problem. By stać się ateistą, będąc wcześniej wierzącym, potrzeba oceanu cierpliwości w drążeniu tematu. To zbyt poważna zmiana, jeśli ma być rzeczywista, aby dokonała się tak szybko jak kwitnie w nas fundamentalizm lub entuzjazm wiary. Bóg ma być Tajemnicą – podkreślam: ma być – a Tajemnica ma to do siebie, że wyklucza możliwość jej odgadnięcia. Gdy ją odkryjemy przestaje być Tajemnicą. Stąd już tylko krok do uznania, że jesteśmy zwolnieni od myślenia, przynajmniej w tej materii. Ktoś już za nas to wymyślił i nieważnym staje się fakt, że stało się to kilka tysięcy lata przed naszą erą, gdy o przyczynach świata materialnego de facto nie wiedzieliśmy nic. Ktoś powie, że dziś też niewiele wiemy i z tym można się nawet zgodzić, a jednak, wiemy zdecydowanie więcej niż wtedy. Zabawnym jest w tym to, że dzisiejszą wiedzę sprawdza się na wszystkie możliwe sposoby, czasami irracjonalne, ale irracjonalizm naszych przodków nie podlega żadnej dyskusji ani weryfikacji. Oni mieli Prawdę i tę przekazali nam, podobno w Świętych Księgach.

  Nie sposób zanegować faktu, że ten niematerialny Bóg, mało, że niewidzialny, to jeszcze i tak pozostaje w ukryciu ze swym działaniem. Pamiętam napisy na parkanach: „Ja tu byłem. Tony Halik1”. Ten przynajmniej pozostawiał ślad po sobie. Thomas Halik2 pisze, że potrzeba nam cierpliwości w wierze gdyż: „Mało co tak bardzo wskazuje na Boga i tak natarczywie woła o Boga, jak właśnie przeżycie Jego nieobecności”3. Musiałem to zdanie, w oryginale wytłuszczone, przeczytać kilka razy i do dziś mam wątpliwość, czy zostało z czeskiego przetłumaczone poprawnie. Pierwsza riposta jaka mi się nasunęła to stwierdzenie, że krasnoludki też są nieobecne. Czyżby ich nieobecność wskazywała na ich istnienie? Na potrzebę ich istnienia? To tak jakby uznać racjonalność próby zarejestrowania Kościoła Latającego Spaghetti przez wojujących ateistów, choć jest w niej pewien racjonalizm, polegający na ośmieszeniu wszystkich religii. Tu wyjaśnię, jestem ateistą, ale pod takim działaniem się nie podpisuję. Gdyby bowiem taki Kościół uznano, wszystkie Kościoły, nie tylko monoteistyczne, miałyby racjonalne przesłanki istnieć równoprawnie. Ale Thomas Halik dodaje, że: „Bez bolesnego doświadczenia świata, w którym brak Boga, trudno zrozumieć sens religijnych poszukiwań (...)”. Nie wiem jak komu, mnie to kojarzy się z uniesieniem rąk do góry w geście poddania się.

  I teraz sedno mego eseju. Autor stwierdza: „Również ateizm może być pomocny w przygotowaniu dróg Pańskich, może nam pomóc  oczyścić naszą wiarę z religijnych iluzji [podkreślenie moje]”. Stawia jednak jedno istotne zastrzeżenie: „Nie można mu [ateizmowi – dopisek mój] jednak pozostawiać ostatniego słowa, jak czynią to ludzie niecierpliwi”. Autor przywołuje postać Zacheusza, który jest w stanie porzucić swoje widzenie świata tylko wtedy, gdy ktoś do niego „przemówi po imieniu”, ściślej, jeśli to będzie sam Jezus. W tym miejscu nie potrafię uciec od wrodzonej tendencji do ironii. Przypomina mi się pewien wierszyk, przyśpiewka z czasów młodości: „Stał się cud pewnego razu, chłop przemówił do obrazu. Obraz doń ani słowa, taka była ich rozmowa”. Bowiem o ile postać Zacheusza należy traktować w kategoriach biblijne przypowieści, mitu, o tyle takich oczekujących na podobny „gest” ze strony Boga jest... niewielu. Przynajmniej dziś, kiedy wiernym tłumaczy się, że takie oczekiwanie za życia nie jest godne prawdziwej wiary.

  Już na zakończenie, jako puentę, ostatni cytat: „Jeśli zrozumiemy tych, którzy poddani zostali próbie Bożego milczenia, ukrycia i oddalenia - tak, tak, również tych, których to doświadczenie doprowadziło do odrzucenia religii - możemy wówczas dojść do bardziej dojrzałej formy wiary aniżeli naiwny i wulgarny teizm”. Przypomnę, te słowa pisze czeski ksiądz, który żyje w jednym z najbardziej zateizowanych krajów Europy. Przekładając te słowa na prosty, polski język – jeśli chcesz się umocnić w wierze, powinieneś zrozumieć tych, którzy wiarę porzucili. Zaznaczam – zrozumieć! Wprawdzie grozi Ci, że też wiarę porzucisz, ale może warto zaryzykować?

Przypisy:
1 – wł. Mieczysław Sędzimir Antoni Halik, polski podróżnik, dziennikarz, pisarz, operator filmowy, fotograf, autor programów telewizyjnych o tematyce podróżniczej.
2 – czeski ksiądz katolicki, wykładowca i autor wielu znanych książek teologicznych. Laureat nagrody Tempeltona w 2014 r
.
3 – ten i pozostałe cytaty pisane kursywą pochodzą z http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,1289,blogoslawieni-ktorzy-sa-na-obrzezu-kosciola.html