Nie, ja już
nie mam żadnych wątpliwości. Byłem wierzącym i mi przeszło. To se juz ne vrati
– jak mawiają Czesi (a ten czeski język jest w tym eseju nie bez znaczenia). A
mimo to wciąż mnie interesuje to zjawisko i nic na to nie poradzę. Chętnie czytam
publikacje, książek natury teologicznej nie wykluczając, opowiadające się za
wiarą i jednocześnie będące w opozycji do ateizmu. I być może to jest tylko
moje przekonanie, odnoszę wrażenie, że teologia jest coraz bardziej bezradna.
Skąd więc taki tytuł? Zaraz wszystko wyjaśnię.
Natknąłem
się na artykuł, w którym autor dowodzi, że religijny fundamentalizm i entuzjazm
zbyt łatwej wiary wynika z braku cierpliwości. Ateizm podobno też, i o ile z
pierwszymi wnioskami się zgodzę, o tyle trzeci nastarcza mi problem. By stać
się ateistą, będąc wcześniej wierzącym, potrzeba oceanu cierpliwości w drążeniu
tematu. To zbyt poważna zmiana, jeśli ma być rzeczywista, aby dokonała się tak
szybko jak kwitnie w nas fundamentalizm lub entuzjazm wiary. Bóg ma być Tajemnicą
– podkreślam: ma być – a Tajemnica ma to do siebie, że wyklucza możliwość jej
odgadnięcia. Gdy ją odkryjemy przestaje być Tajemnicą. Stąd już tylko krok do
uznania, że jesteśmy zwolnieni od myślenia, przynajmniej w tej materii. Ktoś
już za nas to wymyślił i nieważnym staje się fakt, że stało się to kilka tysięcy
lata przed naszą erą, gdy o przyczynach świata materialnego de facto nie wiedzieliśmy nic. Ktoś
powie, że dziś też niewiele wiemy i z tym można się nawet zgodzić, a jednak,
wiemy zdecydowanie więcej niż wtedy. Zabawnym jest w tym to, że dzisiejszą
wiedzę sprawdza się na wszystkie możliwe sposoby, czasami irracjonalne, ale
irracjonalizm naszych przodków nie podlega żadnej dyskusji ani weryfikacji. Oni
mieli Prawdę i tę przekazali nam, podobno w Świętych Księgach.
Nie sposób
zanegować faktu, że ten niematerialny Bóg, mało, że niewidzialny, to jeszcze i
tak pozostaje w ukryciu ze swym działaniem. Pamiętam napisy na parkanach: „Ja
tu byłem. Tony Halik1”. Ten przynajmniej pozostawiał ślad po sobie. Thomas
Halik2 pisze, że potrzeba nam cierpliwości w wierze gdyż: „Mało co tak bardzo wskazuje na Boga i tak natarczywie woła o Boga, jak
właśnie przeżycie Jego nieobecności”3. Musiałem to zdanie, w
oryginale wytłuszczone, przeczytać kilka razy i do dziś mam wątpliwość, czy
zostało z czeskiego przetłumaczone poprawnie. Pierwsza riposta jaka mi się
nasunęła to stwierdzenie, że krasnoludki też są nieobecne. Czyżby ich
nieobecność wskazywała na ich istnienie? Na potrzebę ich istnienia? To tak
jakby uznać racjonalność próby zarejestrowania Kościoła Latającego Spaghetti
przez wojujących ateistów, choć jest w niej pewien racjonalizm, polegający na
ośmieszeniu wszystkich religii. Tu wyjaśnię, jestem ateistą, ale pod takim
działaniem się nie podpisuję. Gdyby bowiem taki Kościół uznano, wszystkie
Kościoły, nie tylko monoteistyczne, miałyby racjonalne przesłanki istnieć
równoprawnie. Ale Thomas Halik dodaje, że: „Bez bolesnego
doświadczenia świata, w którym brak Boga, trudno zrozumieć sens religijnych
poszukiwań (...)”. Nie wiem jak komu, mnie to kojarzy się z uniesieniem rąk do góry w
geście poddania się.
I teraz
sedno mego eseju. Autor stwierdza: „Również ateizm może być pomocny w przygotowaniu dróg Pańskich, może nam pomóc oczyścić naszą
wiarę z religijnych iluzji [podkreślenie moje]”. Stawia jednak jedno istotne zastrzeżenie: „Nie
można mu [ateizmowi – dopisek mój] jednak pozostawiać ostatniego słowa, jak
czynią to ludzie niecierpliwi”. Autor przywołuje postać Zacheusza, który jest w
stanie porzucić swoje widzenie świata tylko wtedy, gdy ktoś do niego „przemówi
po imieniu”, ściślej, jeśli to będzie sam Jezus. W tym miejscu nie potrafię
uciec od wrodzonej tendencji do ironii. Przypomina mi się pewien wierszyk,
przyśpiewka z czasów młodości: „Stał się cud pewnego razu, chłop przemówił do
obrazu. Obraz doń ani słowa, taka była ich rozmowa”. Bowiem o ile postać
Zacheusza należy traktować w kategoriach biblijne przypowieści, mitu, o tyle
takich oczekujących na podobny „gest” ze strony Boga jest... niewielu.
Przynajmniej dziś, kiedy wiernym tłumaczy się, że takie oczekiwanie za życia nie jest
godne prawdziwej wiary.
Już na
zakończenie, jako puentę, ostatni cytat: „Jeśli zrozumiemy tych, którzy poddani
zostali próbie Bożego milczenia, ukrycia i oddalenia - tak, tak, również tych,
których to doświadczenie doprowadziło do odrzucenia religii - możemy wówczas
dojść do bardziej dojrzałej formy wiary aniżeli naiwny i wulgarny teizm”. Przypomnę,
te słowa pisze czeski ksiądz, który żyje w jednym z najbardziej zateizowanych
krajów Europy. Przekładając te słowa na prosty, polski język – jeśli chcesz się
umocnić w wierze, powinieneś zrozumieć tych, którzy wiarę porzucili. Zaznaczam
– zrozumieć! Wprawdzie grozi Ci, że też wiarę porzucisz, ale może warto
zaryzykować?
Przypisy:
1 – wł. Mieczysław Sędzimir Antoni Halik, polski podróżnik, dziennikarz, pisarz, operator filmowy, fotograf, autor programów telewizyjnych o tematyce podróżniczej.
2 – czeski ksiądz katolicki, wykładowca i autor wielu znanych książek teologicznych. Laureat nagrody Tempeltona w 2014 r.
3 – ten i pozostałe cytaty pisane kursywą pochodzą z http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,1289,blogoslawieni-ktorzy-sa-na-obrzezu-kosciola.html