Mój ulubieniec, ortodoksyjny katolik
z portalu Pch24 Michał Wałach idzie na całość i udowadnia ponad wszelką
wątpliwość, że ateizm jest poważnym grzechem. Bo jak twierdzi Katechizm
Kościoła Katolickiego: „Ateizm, odrzucając lub
negując istnienie Boga, jest grzechem przeciw cnocie religijności” (KKK
2125). I w tym momencie przypomniała mi się fraszka Sztaudyngera:
„Twoja cnota jak śnieg świeży,
stopnieje, gdy poleży”.
Może inaczej, wprost do M. Wałach: ortodoksyjny piewco religijności, mnie tyle
obchodzi twoja religijna cnota, co ubiegłoroczny śnieg. Jeśli jest bowiem jakaś
główna przyczyna porzucenia przeze mnie wiary, to właśnie owa cnota, której u
zdecydowanej większości katolików, a szczególnie ortodoksów, nie ma. Bo sama
religijność nigdy nie była, i nigdy nie będzie cnotą, jeśli za nią nie idą
czyny. Jezus częściej potępiał fałszywą religijność, niż niewiarę, ale skoro
ktoś pozbył się cnoty wiary, tę oczywistą prawdę odrzuca.
Do rzeczy. Dałem się skusić niczym diabłu wcielonemu i pobrałem e-tygodnik portalu Pch24 z 4-go września bieżącego roku. A tytuł jego brzmi: „Ateizm – autostrada w przepaść” (sic!) Takie ciekawe zjawisko, katolicki portal ani słowa o miłosiernym Bogu, za to cały numer poświęcony zohydzeniu ateizmu. Tak jakby nie wierzono tym, do kogo owo pismo jest skierowane, czyli właśnie katolikom, że mimo wszystko w wierze mogą wytrwać. Faktycznie może tak być, skoro straszenie piekłem już na niewielu działa. A przecież piekło, w odróżnieniu od nieba, jest opisane wręcz drobiazgowo. Nie mam zamiaru odnosić do wszystkich bzdur o ateizmie, wymyślonych przez ludzi, którzy nawet nie powąchali ateizmu. A ten ateizm, używając metafory, jest wszak jak ścisły post po obfitej uczcie teizmu, od której to uczty można umrzeć z przeżarcia. Kto pamięta film „Wielkie żarcie” Marco Ferreriego z 1976 roku, który w owym czasie wręcz szokował? Mnie mało co szokuje, ale gdy bohaterowie żarli na potęgę ziemniaki puree, zrobiło mi się tak niedobrze, że do dziś ziemniaków pod taką postacią nie jem. Całej tej filmowej uczcie towarzyszy pewien rytualizm i mętna teologia życia, a wszystko kończy się śmiercią bohaterów, właśnie z przeżarcia. Jednak nie o filmie chciałem pisać.
Może kilka najbardziej kontrowersyjnych zdań z tego numeru tygodnika. Czytam śmiałą tezę: „Rozsądek opowiada się za Bogiem, nie za diabłem – negacja Boga to uznanie konkurencyjnego absolutu”. To w gruncie rzeczy teza życzeniowa, bo skoro nie wierzy się w Boga, to tym bardziej w diabła. Tylko, że katolik ortodoks tego nie pojmie, bo on jest tak tępy w swojej wyobraźni, że nie jest w stanie istnieć bez fikcyjnego absolutu, który nota bene – sam sobie wymyślił. A dalej tak: „Ateizm stanowi akt wolnego odrzucenia moralności i jej wymogów. Jest wojowniczy, polityczny, agitujący i komunistyczny” (sic!) Klasyczny przykład zrzucania na ideologicznego przeciwnika własnych grzechów i przewinień, ale również, niekoniecznie skrywanych ciągot do podporządkowania sobie wszystkich i wszystkiego. Nie brakuje też odniesień do seksualności, gdyż bez niej teizm traci na swej barwności i ostrości: „Rozpustnicy [a każdy ateista to podobno rozpustnik – dopisek mój] negują Boga, gdyż Jego wszechwiedza oznacza, że ich zachowanie obserwuje Ten, który nie może takich czynów pochwalać. Dopóki takie jednostki nie porzucą swojej egotycznej zwierzęcości, muszą upierać się przy ateizmie, ponieważ tylko ateista potrafi wyobrazić sobie, że nikt na niego nie patrzy”. To już nie jest moralitet, to jest skrajna schizofrenia połączona z obsesyjnością w jej najbardziej drastycznym wariancie. Bóg, jako spaczony podglądacz miłosnych igraszek – tego to nawet sam diabeł by nie wymyślił.
W kolejnym eseju też można znaleźć prawdziwe perełki: „Człowiek, który „żyje jakby Bóg nie istniał” otrzymuje substytut wiary, otrzymuje zatem iluzję. To bardzo niebezpieczne zjawisko, i z psychologicznego punktu widzenia, i egzystencjalnego”. Pełna zgoda, ktoś kto żyje iluzją może mieć poważne problemy natury psychologicznej lub egzystencjonalnej. Problem w tym, że wbrew życzeniu autora tej światłej myśli, to nie ateizm żyje iluzją, to teizm krzewi iluzję w jej pełnym, baśniowo-mitologicznym wariancie. I dalej już bezpośredni atak na naukę odartą z teizmu: „(...) w pewnym sensie [obiektywna nauka – dopisek mój] może być konsekwencją błędu metodologicznego i redukcjonizmu poznawczego. Przyrodnik, jeśli definiuje poznanie i doświadczenie wyłącznie do sfery empirycznej i scjentystycznej, popełnia błąd metodologiczny. Grzeszy pychą. Jedno i drugie, trochę go dyskwalifikuje jako naukowca” (sic!) Ta karkołomna a światła myśl opiera się nomen omen, na nieempirycznym założeniu, że nauka bez Boga, to tylko pseudo-nauka i taką a priori można, a wręcz trzeba ignorować. I wreszcie to: „Często fałszywie zarzuca się Kościołowi, że jest symbolem „ciemnogrodu”, ponieważ rzekomo odrzuca prawie wszystkie odkrycia i dokonania naukowe. Kościół spogląda na te dokonania w podwójnej i spójnej, można powiedzieć holistycznej perspektywie – Boga i człowieka. Jeśli jakieś odkrycie próbuje konfrontować swoje wyniki z Bogiem, ogłaszając Jego „śmierć”, to nie trzeba się domyślać, że Kościół musi podejść krytycznie do tych badań”. Mam w tym miejscu klasycznie mieszane odczucia, gdyż według mojej wiedzy nauka nie tylko nie zajmuje się istotą bytu Boga, ale również, i to na pewno – nie ma na celu uśmiercenie Boga. Prezentowany przez autora pogląd wynika z panicznego przerażenia, kiedy to nauka, tak zupełnie mimochodem odbiera temu Bogu tajemnice wszechświata.
Już na koniec jeszcze jedna światła myśl natchnionych ortodoksów: „Ateiści sprawiają wrażenie, jakby myśleli, że ludzie, którzy są pewni istnienia osobowego Boga, uwierzyli w Stwórcę np. drogą losowania, a nie w oparciu o doświadczenie niezwykłości własnego człowieczeństwa, którego nie da się racjonalnie wytłumaczyć, jako wytworu nieosobowej i nieświadomej siebie materii. Wiara ateistów w to, że człowiek wymyślił Boga, jest równie irracjonalna jak wiara w to, że człowiek wymyślił samego siebie, albo jak wiara w to, że mężczyzna wymyślił kobietę”. I znów mamy do czynienia z przykładem pobożnego życzenia, które ma deprecjonować ateizm. Po pierwsze, ów „wytwór nieosobowej i nieświadomej siebie materii” jest bardziej racjonalny niż się to autorowi wydaje, co nie znaczy, że do końca udowodniony. I o ile można przypuszczać, że w końcu znajdą się na to dowody, o tyle dowodów na istnienie Boga nie poznamy nigdy. Po drugie, owo „doświadczenie niezwykłości własnego człowieczeństwa”, jest tylko przejawem niezrozumiałej pychy i zarozumiałości, opartej li tylko na domniemaniu, tym ciekawszym, że podobno podarowanym nam przez Boga. Po trzecie, nie znam żadnego ateisty, który by twierdził, że „człowiek wymyślił sam siebie” albo, że „mężczyzna wymyślił sobie kobietę”. Za to jestem przekonany w stu procentach, że to właśnie wymysł pasterzy owiec i kóz sprzed kilku tysięcy lat. Tym stwierdzeniom brak logiki, ale skoro tak to widzi autor, dowodzi tym, że u niego logika, to jeszcze bardziej czarna magia, niż wiara w niematerialną a sprawczą Istotę.
Przypisy:
- całość można pobrać tu: https://www.pch24.pl/ateizm--autostrada-w-przepasc---najnowszy-numer-pch24-co-tydzien-poswiecony-problemowi-niewiary,78251,i.html