Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludobójstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludobójstwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 listopada 2018

Ateizm – ideologia ludobójstwa


  I znów komuś przeszkadza ateizm. Mój blogowy oponent zwrócił mi uwagę na pewien artykuł, pewnie po to, aby mi udowodnić, jak bardzo jest miałki ten mój światopogląd, oraz jaką zbrodniczą ideologię sobie wybrałem. Rzekłbym: nie pierwszyzna, tym bardziej, że dość powszechna w szeregach wierzących ze wskazaniem na chrześcijaństwo. Ów artykuł ukazał się na portalu Pch24.pl, i jest zatytułowany „Ateizm, czyli urojona wizja człowieka”1, ks. Marka Dziewieckiego, o którym piszę w poprzedniej notce. Trudno się odnieść do całości od razu, bo musiałbym opublikować elaborat nie do strawienia jak na notkę na blogu. Będą dwie lub trzy, każda w innym temacie. Dziś – tak jak w tytule.

  Ks. Dziewiecki pisze: „Ateiści nie reagują na najbardziej nawet oczywiste argumenty, które wykazują irracjonalność przyjętego przez nich systemu przekonań (...) Każdy z ateistów jest kopią innego ateisty. (...) Wygląda na to, że o ludobójstwach dokonanych przez ateistów wiedzą wszyscy poza… ateistami. Żaden ze spotkanych przeze mnie ateistów nie powiedział, że przeprasza za zbrodnie dokonane przez systemy ateistyczne i że on sam próbuje wyciągać wnioski z najnowszej choćby historii1.

  Jeśli mowa o irracjonalności, to trudno o bardziej irracjonalną postawę niż wiara w byty niematerialne a sprawcze, o których się twierdzi, że poznać ich nie można, gdyż stoją zdecydowanie wyżej niż my, ale jednocześnie wierni, pełni niezachwianej pewności, dokładnie wiedzą, czego one od nas oczekują, nie mając z nimi żadnego kontaktu, poza wyimaginowanym.  Tak jest dokładnie z Bogiem chrześcijańskim. Odłóżmy jednak Boga na bok i przypatrzmy się ateizmowi w odniesieniu do religii. Tu albo ks. Dziewiecki jest ignorantem, ale celowo kłamie. Innej alternatywy nie ma. Ateizm nie posiada  żadnego systemu przekonań – ogranicza się tylko do jednego przekonania: nie ma bytów niematerialnych a sprawczych. Do tego trzeba koniecznie dodać, ze ateiści w swych pozostałych poglądach na świat są zdecydowanie bardziej zróżnicowani od wierzących, bo też nikt nikomu jakichś spójnych poglądów nie narzuca. Inaczej jest w religiach, tam nie tyle wszyscy myślą tymi samymi kategoriami, ile jest to wręcz nakazane. Poprzez indoktrynację od przedszkola do samej śmieci, drukuje się mózgi według jednej sztancy, choć czasami zdarzają się błędy w kopiach tych sztanc, stąd tyle odłamów chrześcijaństwa.

  W odróżnieniu od ks. Dziewieckiego, który w religii widzi tylko miłość, i tylko Bożą, ja mam świadomość tego, czego dokonał komunizm. Piszę komunizm, a nie ateizm z pełna premedytacją. Faktem jest, że komunizm opierał się na ateizmie w sensie negacji istnienia bogów, tyle, że jest drobny, ale istotny szczegół. Komunizm tworzył się na modelu religii, w którą wprzągł  ateizm, co w samo w sobie jest jakby herezją ateizmu. Przypomnę definicję herezji, aby sprawa była jasna: herezja to doktryna religijna odrzucana przez Kościoła jako błędna. Innymi słowy, komunizm jest całkowicie błędny w stosunku do ateizmu. Twierdzić, że komunizm jest ideologią ateizmu, to tak jak zarzucić chrześcijaństwu satanizm. Nawiasem mówiąc byłoby w tym drugim przypadku więcej prawdy niż w pierwszym. Jeśli jakąś ideologię cechuje powstawanie niezliczonych ilości herezji, nie bójmy się słów i faktów, bez wątpienia należy do niej ideologia chrześcijańska. W tej materii można śmiało rzec, że przy tej religii komunizm to mały pikuś. Oczywiście nie w kategorii skutków, bo byłbym hipokrytą, bo sam bym zakłamywał rzeczywistość, gdybym twierdził, że skala zbrodni komunizmu nic nie znaczy. Choć na dobrą sprawę, biorąc pod uwagę czasokres trwania ludobójstwa komunizmu (dokładnie jeden wiek), a czasokres trwania krwawej ekspansji chrześcijaństwa (około dziesięć wieków), jeśli wziąć pod uwagę metody i możliwości „techniczne” zabijania innych i swoich – ta różnica wcale nie jest taka oczywista.

  Napisałem, że komunizm uczynił z ateizmu religię, co za moment wyłuszczę, i dlatego śmiem twierdzić, że to religie w sensie instytucjonalnym, a nie przekonanie o nieistnieniu bogów, są przyczyną wynaturzeń ludzkości, w tym najgorszych z możliwych, ludobójstwo  Komunizm nie tyle zabijał za wiarę ile za sprzeciw wobec tej ideologii, paradoksalnie nawet jej twórców. Aby potwierdzić religijność komunizmu posłużę się bardzo prostymi analogiami:

- papież – I sekretarz partii. Najbardziej znany to Stalin, którego tak czczono, jak Polacy czcili Jana Pawła II;
- Święte Oficjum kardynalskie – Komitet Centralny partii;
- Sobory – zjazdy partii pod przewodnictwem Komitetu Centralnego;
- kapłani – komisarze ludowi;
- święci – bohaterowie ZSRR, nie sposób ich wszystkich wymienić tak jak w Kościele katolickim;
- Święte Księgi – dzieła Marksa i Engels jako Biblia, dzieła Lenina jako Katechizm;
- główne święta – 1 maja (odpowiednik Bożego Narodzenia), rocznica Rewolucji Październikowej (odpowiednik Wielkanocy);
- Msza święta – zebrania partyjne;
- procesje i pielgrzymki – marsze, wiece i defilady;
- Spowiedź święta – zeznania przed funkcjonariuszami NKWD;
- ewangelizacja i misjonarstwo – emisariusze z hasłem: „proletariusze wszystkich krajów – łączcie się”;
- modlitwa – nawet prawosławne babcie do dziś się modlą za Stalina i Rosję sowiecką;
- pierwszy modlitewnik – książeczka partyjna;
- nauka religii młodzieży – Komsomoły;
- komunista (uczestnik I Komunii Świętej spożywający pierwszy raz Komunikat) – komunista (pierwsza w życiu setka spirytusu zakąszanego ogórkiem);
- pieśni religijne – tyle ich było, że już nie ośmielę się wymienić;
- jeśli jakieś podobieństwo pominąłem, można dodać...
Jasno widać wyraźne podobieństwa komunizmu do religii chrześcijańskiej w sferze organizacyjno-rytualnej. Jeśli do tego dodać to samo dążenie do opanowania świata...

  Teraz mam retoryczne pytania do ks. Dziewieckiego i jemu podobnych: czy Kościół katolicki kiedykolwiek przepraszał za herezje powstałe w łonie tego Kościoła, i czy kiedykolwiek wyciągnął w związku z nimi jakiekolwiek wnioski? Bo dziś prawdziwy ateizm odżegnuje się nie tylko od komunizmu, ale od wszelkich prób tworzenia z niego religii. Tymczasem nad Kościołem wisi widmo kolejnego rozłamu. Owszem, powstają jakieś tam stowarzyszenia  o charakterze ateistycznym, gdyż ludzie zawsze mają pragnienia stanowić jakąś grupę o wspólnych poglądach na jakąś sprawę. Te grupy jednak nie mają charakteru obowiązkowego, ogólnego, czy narzuconego odgórnie. Ich istnienie jest daleko różne od wszystkich stowarzyszeń chrześcijańskich, i jeszcze bardziej dalekie od prowadzenia działalności ewangelizacyjno-ateistycznej. Jeszcze jedno różni ateizm od religii. Pierwszy optuje za neutralnością światopoglądową, nie wykluczając prawa istnienia innych, religia katolicka ma tendencję do przymuszenia wszystkich do swego światopoglądu, a jeśli to niemożliwe, posługuje się kłamliwą deprecjacją innowierców i niewierzących.


Przypisy:
1 - https://www.pch24.pl/ateizm--czyli-urojona-wizja-czlowieka,13259,i.html


wtorek, 11 listopada 2014

Dziś o sprawach poważnych



Na tym portalu (Fronda.pl) promują się również blogerzy. Jedynie słusznej ideologii oczywiście. Jednym z nich jest Stefan Bryś, mianujący się niezależnym publicystą, drugim Mirosław Salwowski, mianujący się prawnikiem. Wydawałoby się więc, że to ludzie inteligentni. Wiara przecież inteligencji nie wyklucza. Czytając ich posty można jednak nabrać poważnych wątpliwości.

Wczoraj zabłysnął ten pierwszy. Tekstem o „Współczesnych podstawach Wszechświata”. Otóż Stefcio podważa zasadność wszelkich praw fizyki, biologii, astronomii i chemii. Szkoda, że nie dodał też matematyki - byłby komplet. Człowiek się nudził, więc sobie powymyślał wszystkie prawa wszechświata, zarówno na poziomie makro jak i mikro. W efekcie doszedł do wniosku (człowiek bezbożny), że 13,7 miliardów lat temu musiał nastąpić Big Bang. A to przecież oczywista bzdura - tak przynajmniej twierdzi Stefcio. Tak jak to, że Ziemia krąży wokół Słońca, że istnieje coś takiego jak siła ciężkości (grawitacja), czy to, że światło porusza się w próżni z prędkością blisko 300 km/sek. O prawach rządzących biologią czy chemią już nawet nie wspomnę. Czy takie myślenie, taka ignorancja, jest możliwe w XXI wieku?! Okazuje się, że a jakże i to wśród ludzi sprawnych w mowie i piśmie. W którymś z komentarzy Stefcio przyznaje, że jest zwolennikiem inteligentnego projektu (ID). W powyżej przedstawionej  notce zaprzecza sam sobie. Zwolennicy tej idei nie negują praw fizyki, ani innych nauk.

Drugi z wymienionych, dzień wcześniej popełnił wpis pt.: „Czy w Ameryce północnej doszło do ludobójstwa Indian?”. Jeśli ktoś nie miał wątpliwości, po lekturze tego tekstu, już będzie miał. W dość obszernym elaboracie, posługując się prawdziwymi faktami, dowodzi czarno na czarnym (jego ulubione kolory), że Indianie Ameryki Północnej sami na własne żądanie się wytrzebili. No, może nie sami, ale do tego wytrzebienia sprowokowali chrześcijańskich (protestanckich) kolonizatorów. Nie chcieli oddać swojej ziemi osadnikom, za to chlali wódę i kupowali trefne towary. Dowód? Według źródeł Mirka, w ciągu 300 lat walki z kolonizatorami zginęło zaledwie 7 200 Indian. O jakim więc ludobójstwie tu mowa?! I dochodzi do ciekawego wniosku. Tam gdzie działali chrześcijanie katolicy (Ameryka Środkowa) Indian pozostało (przy życiu) zdecydowanie więcej(??!!). Dzięki temu, że przyjęli (na siłę zresztą), wiarę katolicką.

Uwielbiam czytać ich teksty. Żaden z obecnie działających kabaretów nie jest w stanie mnie tak rozbawić, choć mam świadomość, że wyśmiewanie bliźniego jest grzechem... A miało być poważnie.


Źródła: Fronda1  ; Fronda2