Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 sierpnia 2019

Każdy ma prawo... do seksu


  Pozwolę sobie, na razie bez podania źródła i przyczyny na cytat: „Nieważne, kim są ludzie, którzy umawiają się na intymną sytuację. (...) Sprawa dotyczy dorosłych ludzi. Każdy z nas ma prawo do życia intymnego. Każdy z nas ma prawo do życia seksualnego”. Czy ma ktoś zastrzeżenia do takiego tekstu? Byłbym zdziwiony. A jednak wszystko się odrobinę komplikuje po wyjaśnieniach.

  Zacznę od tego, że te słowa wypowiedział prof. Roman Kubicki nauczyciel akademicki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. To samo w sobie jeszcze nie jest komplikacją, gdyby nie chodziło o seks homoseksualny. To już nowa jakość podejścia do homoseksualizmu, skoro Kościół jeszcze toleruje homoseksualizm, ale tylko ten, który nie wkracza w cielesność. Dalej jest ciekawej, gdyż jeden z mężczyzn wspomaga się... narkotykami i prosi swego partnera: „Chodzi mi o klimaty, takie wiesz… białe. Ale potrzebuje pilnie, potrzebuje kółka, rozumiesz o co chodzi? Ale na dziś byś zorganizował, jakbyśmy się spotkali? Dlaczego Ci o tym mówię, bo moja hurtownia wyjechała do Mielna. Pilnie potrzebuję. Dla siebie”. Cóż, dalej trudno nie przyznać profesorowi racji – każdy ma prawo do życia seksualnego, a że zamiast viagry potrzeba mu białego – no comment.

  A teraz uwaga! Będzie miazga. Jednym z partnerów owego związku homoseksualnego, tym potrzebującym białego wspomagania, jest... ksiądz kanonik, który prosi partnera: „musisz się ze mną delikatnie obchodzić” (sic!) Teraz wypowiedź profesora ze wstępu jest już z tych bardziej kuriozalnych. W końcu tego księdza kanonika, kapłana uhonorowanego tą godnością za szczególne zasługi dla Kościoła lokalnego, obowiązuje – celibat. Tak mi się przynajmniej zdaje, chyba, że coś się już zmieniło. Może jednak nie, gdyż podobno abp Gądecki usunął kanonika z parafii. Mam nadzieję, że nie po to by go ukryć i przenieść gdzie indziej. Ten ksiądz kanonik-gej tłumaczył się, że to była prowokacja i szantaż, i on sprawę zgłosił już wcześniej na policję, rzecz w tym, że nie bardzo wie na jakim posterunku. To znaczy, żaden posterunek nie przyjął takiego zgłoszenia. Ksiądz kanonik potwierdza natomiast, że głos na nagraniu wideo jest jego.

  Przyznam, że dla mnie to tylko drobna sensacyjka. Uważam, że takie sprawy w polskim Kościele katolickim to niemal codzienność, i właściwie nie ma o co robić rabanu. Gdy się jednak przyjrzeć nagonce tego Kościoła na środowiska LGBT, to ta nagonka wydaje się już czymś więcej niż sensacyjką. To obłuda do kwadratu. To chyba Jezus powiedział: „Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta” [Mt 23, 26].






czwartek, 24 maja 2018

Homofobia


  W tęczowym rankingu ILGA Europe Polska zajęła drugie miejsce – od końca! Od razu przyznam, że nie wiem czy to jest powód do dumy. Mam bardziej niż mieszane uczucia i z ręką na sercu wyznam, że szczególną miłością do homoseksualizmu nie pałam. Byłem wychowywany na homofoba i to nie tylko przez rodziców, ale i w szkolnym środowisku, o religijnym nie wspomnę. Potrzebowałem sporo czasu, aby ową homofobię zastąpić tolerancją, przy czym bardziej w znaczeniu „cierpliwie znosić” niż „poszanowania inności”. Dziś skłaniam się ku drugiemu, i to z kilku powodów.

  Nie wiem jakimi kryteriami kierowano się przy ocenie Polski we wspomnianym rankingu, ale to jest raczej nieistotne. Miałem okazję w środę oglądać program „Tak jest”1 na kanale TVN24, w którym problem homofobii w Polsce poruszano. Na czoło wysunął się problem prawa do zawierania związków małżeńskich par jednopłciowych. Jacek Wilk, zasłaniając się umiłowanie do wolności, stwierdził, że wystarczy rozpisać referendum i jeśli większość opowie się za, on wtedy jest gotów je zaakceptować, choć sumienie, jako katolikowi, dyktuje coś innego. Przyznam, że w moim odczuciu to propozycja nie pozbawiona szyderczej ironii, bo większość Polaków była wychowywana dokładnie tak jak ja, jeśli nie na jawnych, to skrywanych homofobów, innymi słowy, wynik referendum jest tak przewidywalny jak fakt, że jutro też będzie dzień. Z tą większością jest też jeszcze jeden ciekawy aspekt. Jej dyktat w stosunku do homoseksualistów da się porównać do tego jak traktuje się kobiety w krajach arabskich i nie do pomyślenia jest, aby to miało się tam kiedykolwiek zmienić, choć my uważamy takie traktowanie kobiet za archaiczny, wręcz haniebny przeżytek. Czy referendum w krajach arabskich jest w stanie tę sytuację zmienić? Przecież tam nawet kobiety w zdecydowanej większości będą głosować za obecną sytuacją. Na dobrą sprawę, ja się tak zastanawiam, to w czym homoseksualne małżeństwo zagraża tradycyjnemu małżeństwu, skoro może być tylko cywilne i nikt heteroseksualnych nie będzie zmuszał do tak „heroicznych” czynów?  A tak, przecież tradycja – podobna zagrożona...

  W starożytnej Grecji małżeństwo miało spełniać cztery funkcje: zapewnienie przywileju własności, utrzymanie kobiet, usługiwanie mężczyznom i zapewnienie potomstwa. Z tą czwartą funkcją było najgorzej, mężowie woleli spędzać czas z heterami i młodzieńcami. Aby zapobiec wyludnieniu nałożono obowiązek sypiania z żoną minimum trzy razy w miesiącu (sic!). W Rzymie chyba nie było lepiej. Najpierw istniało małżeństwo z przymusu, później per usum, czyli z nawyku i z przyzwyczajenia... W cesarskim Rzymie istniała instytucja zwana paziowie, ładni chłopcy na usługi żon (również seksualne). Ale najważniejsze, na żony nie nakładano obowiązku rodzenia dzieci, częściej decydowano się na adopcję. Istniał też dość powszechny zwyczaj wypożyczania żony przyjacielowi. A katolickie średniowiecze? Tu już przydałaby się osobna notka, bo bywało różnie, nierzadko śmiesznie. Nadmienię tylko, że dopiero Sobór Trydencki w XVI wieku uznał za jedyny prawowity związek małżeński ten, który był zawarty przed obliczem kapłana, a małżeństwa kościelne pospólstwa (chłopów, najemników i w końcu robotników) stały się powszechne dopiero w XIX wieku..

  Już nie pamiętam gdzie zetknąłem się z określeniem, że homoseksualizm to prawdziwa sodomia i tak to się przyjęło traktować. Skojarzenia z biblijną Sodomą są niejako oczywiste... I tu mam dla moich Czytelników prawdziwą, wręcz sensacyjną niespodziankę. Czytał ktoś historię zagłady Sodomy i Gomory w tej świętej Księdze osobiście i w całości? A ta zaczyna się tak: „Po czym Pan rzekł: «Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się»” [Rdz. 18, 20-21]. Gdzie tu mowa konkretnie o rozwiązłości i rozpasaniu seksualnym? Możemy najwyżej domniemywać i to za sprawą światłych teologów średniowiecza. Później, po długim targu, Bóg zgodził się na odnalezienie dziesięciu sprawiedliwych. Na czym polegała sprawiedliwość Lota, która uratowała go i jego rodzinę od zagłady? Trudno mówić o moralności, skoro oferował swoje córki, które jeszcze nie żyły z mężczyzną, napastnikom, aby ich przekupić, a którzy chcieli wtargnąć do jego domu i dorwać obcych dla wszystkich, również dla Lota, gości. Spieszę wyjaśnić, jego sprawiedliwość to nic innego jak gościnność, jaką wykazał się dla tych obcych. Wniosek jest jeden, sodomia tak naprawdę jest grzechem... niegościnności. Ja bym od siebie dodał: również niegościnności wobec homoseksualistów, ale to może już o jeden krok za daleko. Tu chodzi nie tylko o tolerancję, ale o poszanowanie inności. Wszak Lot nie wiedział, kim są jego goście.

  Równie zdumiewającym, tym razem wydarzeniem, były słowa papieża Franciszka do molestowanego w młodości homoseksualisty Juana Carlosa Cruza. Posłużę się wersją z portalu doRzeczy.pl, aby nie być posądzonym o manipulację: „Wiesz Juan Carlos, że to nie ma znaczenia. Bóg cię takim stworzył. I takim cię kocha. Papież takim cię kocha i ty też powinieneś siebie kochać oraz nie przejmować się tym, co mówią ludzie”2. To, że papież w jakiś sposób broni homoseksualistów, nie jest niczym nowym, oburzenie wywołał stwierdzeniem „Bóg cię takim stworzył”, co podważa dotychczasową, mocno rozpropagowaną hipotezę Kościoła, że homoseksualizm jest zaburzeniem (chorobą) i da się leczyć. Otóż, nie da się go wyleczyć, więc czy chcemy czy nie, musimy się na nich godzić i pozwolić im żyć według własnych potrzeb (nie mylić z paradą równości, co do której sam mam poważne wątpliwości).




poniedziałek, 5 października 2015

Pokłosie – mocny list do księży homoseksualistów



  W zasadzie unikam kontynuacji tematu jednej notki w następnej. Tym razem jednak powstrzymać się nie mogę. Sprawa dotyczy oczywiście ks. Charamsa. Ja celowo nie chcę jego postępku poddać osobistej ocenie. Bo z jednej strony powiedział prawdę o własnym środowisku, z drugiej, jak wielu słusznie zauważyło, wiedział w jakie środowisko się pakuje, choć być może nie tak do końca, kiedy święcenia przyjmował. Ale po szczeblach kariery się piął, choć wtedy już musiał być zorientowany.

  Przez ostatnie dni pilnie śledziłem wszelkie możliwe opinie o bohaterze skandalu i szum jaki swoimi zwierzeniami wywołał. I przyznaję, że wszystkie te opinie są przewidywalne. Z prawej, konserwatywnej strony potępienie, z lewej, bardziej liberalnej, pianie z zachwytu. I oto, w tym natłoku, trafiłem na prawdziwą perełkę!!!  I to gdzie?! Na ultrakatolickim portalu, który mówiąc szczerze, nigdy mnie jeszcze nie zawiódł. Będą cytaty, proszę o wybaczenie. Już sam tytuł budzi podziw: „Mocny list ks. Węgrzyniaka – do księży homoseksualistów!”*. Nie wiem jak kto to oceni, ale według mnie w tym momencie ks. Węgrzyniak stawia się w tym samym szeregu, co ks. Charamsa, choć jego intencje są skrajnie odmienne. Potwierdza to zresztą w samym liście: „Jeśli nawet jest was [księży homoseksualistów – dopisek mój] więcej niż widać i jeśli żadne spotkania kapłańskie nie są objawem jawnej przeciw wam walki, to jest to tylko dowodem na to, że nie jest wam źle w kapłaństwie”. Wniosek można wysnuć jeden – księży o orientacji homoseksualnej jest sporo, znacznie więcej niż może się wydawać, tak sporo, że nikt nie jest w stanie ich liczby określić, i co najważniejsze, wszyscy są tego świadomi.

Ks. Węgrzyniak, w dalszej części listu, kompromituje się jednak zdecydowanie bardziej: „Mówią, że się wspieracie, że są powiązania i układy, ale jeśli tak, to dlatego, że pod wieloma względami jest wam lepiej niż księżom heteroseksualnym. Wy możecie jechać razem na wakacje. My z kobietami nie możemy. Wy możecie spotykać się co tydzień i zostawać na noc u kolegi. My tak nie możemy”(sic!) Po tych zdaniach przecierałem oczy ze zdumienia. Na wszelki wypadek sprawdziłem, czy faktycznie jestem na portalu Frondy, bo w tym miejscu każdy inny portal posądziłbym o mistyfikację. Ksiądz heteroseksualny ma żal nie wiadomo do kogo, że nie może z kobietą spędzić wakacji!!! Że nie może u koleżanki spędzić nocy!!! Jeszcze jedno zdanie z tego listu: „Nawet seks możecie uprawiać bezpiecznie, nie bojąc się, że partner zajdzie w ciążę”(sic!) To już pozostawię bez komentarza.

 Ale i w wymiarze oceny samego Kościoła ks. Węgrzyniak zaskakuje: „To prawda, że w wielu naszych słowach nie ma Ewangelii. Prawda, że jest za wiele jadu i złości. I za to będziemy przepraszać aż do umiłowania każdego człowieka. I z tego względu nigdy nie będzie za mało słów Kościoła wzywających do szacunku”. Ja przyznaję, że nawet jako antyklerykał, trafniej bym tego zagadnienia nie ujął. Oczywiście, można mi zarzucić, że te zdania wyrwane są z kontekstu, bo tak naprawdę ks. Węgrzyniak chce uzmysłowić czytelnikom, że homoseksualizm jest złem a celibat wyborem. Ja w tych kwestiach z nim nie będę polemizował. Niemniej mam wrażenie, że autor tego listu potwierdza publicznie wszystkie zarzuty swego homoseksualnego oponenta. Nie ja będę wyznaczał kierunki Kościołowi. Ten list jeszcze bardziej kompromituje kler niż poczynania ks. Charasmana. Ale rozumiem, przy takim zamieszaniu można stracić rozeznanie...


Przypisy:
* - http://www.fronda.pl/a/mocny-list-ks-wegrzyniaka-do-ksiezy-homoseksualistow,58021.html