Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ks. Krzysztof Porosło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ks. Krzysztof Porosło. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 października 2016

Poważnie o modlitwie



  Dwa poprzednie felietony w tym temacie, co przyznaję bez bicia, należało traktować z lekkim przymrużeniem oka, choć bez przesady, zawarte w nich konkluzje podtrzymuję. Gro wierzących, a katolików w szczególności, nie ma zielonego pojęcia czym jest i czym powinna być modlitwa. I postaram się to udowodnić. 

  NinelSG zaproponowała mi pewną ankietę. Proponuję inną niż jej sugestia. Każdy chętny może odpowiedzieć na proste pytanie: Czy w swych modlitwach kierowałeś/-aś prośby do Boga, inne niż prośba o wiarę dla siebie? Dopuszczalne są tylko odpowiedzi: tak/nie – bez podawania przykładów. Ja pierwszy odpowiadam: tak, gdy byłem wierzący.
 
  Zwykło się traktować modlitwę jako rozmowę z Bogiem, najczęściej (choć nie zawsze) w formie błagalnej prośby, a przykłady można zaczerpnąć z poprzednich notek. Dodałbym również prośby o nasze i naszych bliskich zdrowie, o powodzenie w tej czy innej sprawie, o szczęście dla rodziny, czy konkretnej osoby. Jednak za tymi wszystkimi formami modlitewnej prośby może kryć się bardzo niebezpieczna pułapka, w którą modlący nieraz wpadają. Zapytaj sam siebie, ile razy prosiłeś Go o coś. Gdy stwierdziłem w jednej z notek, że modlitwa jako prośba, jest bez sensu, okrzyknięto mnie bluźniercą. Pozwolę sobie na słowa, które mogą się wydać równie, jeśli nie bardziej bluźniercze. Bóg modlitwy nie potrzebuje. Taki paradoks, polegający na tym, że to ludzie potrzebują modlitwy, a nie Bóg. Trzeba sobie jasno powiedzieć: Bóg do niczego nie potrzebuje naszych modlitw, On z ich powodu nie będzie się czuł lepiej, gdyż ma poczucie własnej wartości. Bóg jest w pełni szczęśliwy, nie odczuwa żadnych potrzeb i żadnego braku, który musiałby być uzupełniony przez modlitwę człowieka. Tak przynajmniej uczy religia. Mało tego, nasze modlitwy nie mogą nic w Nim zmienić. Bóg nic nie traci, kiedy nie klękamy do modlitwy, ani nic nie zyskuje, kiedy to czynimy. To tylko wierni potrzebują modlitwy jak powietrza. To co napisałem powyżej w niczym nie uwłacza Bogu, ani Mu nie ubliża. Oznacza to równocześnie, że Bóg, wiernych do niczego nie wykorzysta i nie potraktuje ich jak stado bezrozumnych owieczek, aby spełnić jakąś swoją potrzebę. On modlitwę przyjmie, ale nie tak jak myślisz.

  Jeśli ktoś zna liturgię mszy św. na tyle dobrze by przypomnieć sobie IV prefację, odnajdzie tam streszczenie sensu modlitwy: „Chociaż nie potrzebujesz naszego uwielbienia, pobudzasz nas jednak swoją łaską, abyśmy Tobie składali dziękczynienie. Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, (...)” Pominę dalszą część, choć obiecuję do niej wrócić. Te słowa z oczywistych powodów nie negacją modlitwy, nadają im jedynie właściwą formę i sens. Powrócę do tych pułapek związanych z prośbą modlitewną. Dotyczy to przekonania, że swoją modlitwą wypraszamy coś u Boga. W modlitwie chodziłoby wtedy o to, żeby przekonać Boga do zrobienia czegoś, czego wcześniej nie chciał zrobić, a teraz modlitwa ma się stać przyczyną zmiany Jego postanowień. Oznaczałoby to w praktyce, że Bóg mógł się mylić i tylko dzięki modlącemu, błędu nie popełni. Ba!, można by sądzić, że to modlący jest bardziej miłosierny od Boga (sic!), skoro On sam nie chciał wcześniej uzdrowić chorego czy zapobiec aborcji. Czyżby wierni zapomnieli, że modlitwa nie jest po to aby zmieniać Boga?! Mnie kiedyś tłumaczono, że modlitwa jako prośba może dotyczyć tyko mnie samego i tylko w jednym przypadku: bym stał się taki jak Bóg. To, że ja swego czasu zadaniu nie sprostałem, jest tu kompletnie bez znaczenia. Skoro Bóg jest wolny w Swoim działaniu, to działanie może być tylko Jego inicjatywą, nasze prośby nie wchodzą w ogóle w rachubę. Wrócę do IV prefacji, która kończy się słowami: „(...) ale się przyczyniają do naszego zbawienia.” Wierzący Czytelniku poskładaj sobie ten tekst prefacji w całość, by zrozumieć, że Twoje modlitwy mają się przyczyniać tylko do Twego zbawienia. Prośba o zdrowie cioci po imieninach, czy o nawrócenie ateisty, tego zbawienia Ci nie zapewni.

  Bardzo często w rozmowach o modlitwie słyszę, że Ewangelie i historia chrześcijaństwa pełne są świadectw skuteczności prośby modlitewnej, bo Jezus czynił cuda gdy lud go błagał. Pominę wyliczankę tych cudów. To lekkie przekłamanie. Jezus był głuchy na prośby o cuda, ba! stwierdził wprost, że nie będzie cudów na prośbę, on je czynił tylko dlatego, że ktoś (i to niekoniecznie chory, na którym cud się dokonał), uwierzył najpierw w Boga, a dopiero później w Jego cudotwórczą moc. Zatem trzeba zmienić myślenie o modlitwie, która nie jest po to, aby coś nią wyprosić, aby Boga do czegoś przekonać, aby załatwić setki swoich spraw, nawet niezwykle ważnych i z dobrych pobudek (tu się kłania Duchowa Adopcja i GROM), ale jest wyrazem hołdu dla Boga. I o tym próbuję Cię wierzący Czytelniku przekonać ja..., przekorny, niepokorny, czasami prześmiewczy ateista, w dodatku mający czelność przybrać nick diabła.

  Czujesz się zgorszony/-a cyklem ostatnich trzech notek o modlitwie?! No to mam dla Ciebie miłą niespodziankę. Całą tę ostatnią notkę oparłem na tekście ks. Krzysztofa Porosło, umieszczonego ledwie kilka dni temu na katolickim portalu katolik.pl, chyba jedynym, na którym pisze się o wierze z sensem.