W komentarzach pod notką o mleku teściowej1,
jak bumerang powróciła sprawa opętań i jak na zawołanie, trafiły mi się dwa
ciekawy artykuły w tym temacie. Jeden dość ogólny, choć jednoznaczny w wymowie,
poddający ostrej krytyce Facebook, jako narzędzie groźnego uzależnienia, które
może nam zrujnować życie. Drugi dotyczy zaburzeń psychicznych i stosunek do
nich w oparciu o wiarę. To fragment książki, którą na pewno sobie kupię...
Zacznę od groźnego przesłania tytułu „Jak
Facebook zjada ci mózg” Michała Lewandowskiego. Osobiście mam mieszane uczucia
do tej platformy społecznościowej jaką jest Facebook, ale uczciwie przyznam, że mam tam swoje
konto. Nawet trudno mi umotywować swoją obecność. Na dziś ograniczam się do
sprawdzenia, co mają ciekawego do powiedzenia znajomi, przy czym kładę nacisk
na: „ciekawego”. Ktoś był na ważnej imprezie (opera, teatr), ktoś
znalazł coś ciekawego do przeczytania (artykuł, książka), ktoś był świadkiem
niecodziennego wydarzenia, itp. Sam rzadko mam coś do zakomunikowania, nawet
już wypadami do opery za bardzo się nie chwalę. Tak, właśnie chwalę się, bo tam
wypada się li tylko chwalić. W końcu nie zawsze mamy gdzie i komu, a Facebook
się idealnie do tego nadaje. Ogólnie, jestem tam dwa, trzy razy dziennie, nie
dłużej niż kilka minut. Pytanie: czy mimo to Facebook zjada mi mózg?
Czytam: „Wiedziałem, że dzieje się ze mną coś złego. Struty chodziłem kilka dni
i próbowałem zrozumieć, co sprawia, że gorzej się wysypiam, mniej koncentruję
na wszystkim, spokój ustępuje miejsca rozdrażnieniu i podenerwowaniu. Choć
fizycznie byłem zdrowy, to czułem, jakby coś zjadało mi mózg”2.
Cóż, jak twierdzi Lewandowski, badania amerykańskich
uczonych wykazały, że częste zaglądanie na Facebook nas po prostu
unieszczęśliwia. Podobno za sprawą mechanizmu, który zmusza nas do porównania
naszego życia z życiem innych, a to się musi źle skończyć (sic!) Moje zdumienie bierze się stąd, że i bez Facebooku, a ja znam
takie czasy, też nie byłem zawsze szczęśliwy, gorzej, też porównywałem swoje
życie do życia innych. Wysunę śmiałą tezę: dzięki Facebookowi masz mniejsze szanse pokłócić się ze
znajomymi, a nawet z żoną pod warunkiem, że ona też siedzi godzinami w
Facebooku. Masz dość pełnej napięć gadki z żoną? Namów ją na Facebook. Sam zaś
możesz spokojnie w pozycji półleżącej, z piwkiem obok, kontemplować w telewizji
mecz...
Podobno nasz mózg nie jest przystosowany do
takich ilości informacji, co uważam za wierutne kłamstwo. Jeśli Twój mózg nie
potrafi sobie radzić z takim natłokiem, to dowodzi, że już wcześniej miałeś
mocno zżarty mózg (np. alkoholem, felerem genetycznym, lub bardzo niskim ilorazem
inteligencji). Gdy dotarłem do fragmentu: „Dla
każdego chrześcijanina korzystanie z Facebooka wiąże się z jeszcze jednym
zagrożeniem. Nieustanne powiadomienia, chaos, ciągłe rozproszenie nie wpływają
dobrze na modlitwę”3, doszedłem do wniosku, że ten Lewandowski faktycznie
miał już wcześniej problemy. I to wcześniej niż..., niż pierwszy raz zajrzał na Facebook. Nie, nie
chodzi mi o to, że modlitwa zżarła mu mózg, raczej o to, że jej nadmiar też miał na
niego zgubny wpływ. Może się okazać, że modlący będzie miał majaki. W sukurs
przychodzi mi drugi artykuł „W średniowieczu nikt by jej nie leczył. Spłonęłaby
na stosie”. Czytam: „Rozmaite zaburzone
formy myślenia i zachowania zyskują akceptację społeczną, występując
w kontekście religijnym. (...) religia może sprzyjać wystąpieniu czy
pogłębieniu zaburzeń psychicznych, działając stresogennie na daną osobę,
na przykład restrykcyjne wychowanie religijne sprzyja rozwojowi nerwicy
natręctw”4. Tu wyjaśnię, wbrew pozorom, cały artykuł nie jest
krytyką religijności, wręcz przeciwnie, niemniej daje do myślenia. Czym są
natręctwa? Klasycznym przykładem jest uzależnienie od Facebooka, ale równie adekwatnym
jest potrzeba ciągłej modlitwy. Fachowo mówimy: zaburzenia obsesyjno-kompulsywne –
przy czy drugi człon znaczy tyle, co czynności przymusowe. Jeśli musisz myć
ręce, co pół godziny, jeśli co pięć minut zaglądasz na Facebook, jeśli ciągle
masz potrzebę modlenia się – jak to mówił ks. Natanek – wiedz, że coś złego się
dzieje.
Rodzi się pytanie, które z tych zachowań
jest bardziej niebezpieczne, a trzeba mieć świadomość, że jest ich dużo więcej?
W moim osobistym mniemaniu, to potrzeba ciągłej modlitwy, choć innych nie
ignoruję. Facebook się w końcu i tak znudzi, modlitwa może mieć zaś fatalne
skutki. W tym drugim artykule jest taki tekst (fragmenty): „Najbardziej interesujące w kontekście
naszej rozmowy są: trans i opętanie. Ludzie zazwyczaj mieli psychotyczne
przeżycia o treści religijnej, na przykład związane z diabłem. Spójrzmy:
kończy się druga dekada XXI wieku, po ulicach jeżdżą autonomiczne samochody,
nasze telefony są naszpikowane sztuczną inteligencją, podbijamy kosmos,
a te urojenia związane z diabłem są wciąż dość częste. Mam pod opieką
pacjentkę, zakonnicę, bardzo sympatyczną, pobożną, bogobojną kobietę. Ostra
psychoza schizofreniczna zaczęła się u niej od przeżyć,
w których przychodził do niej diabeł, a ona z nim
kopulowała”5. Jakby mi te słowa z ust wyjęto. Moja diagnoza, co
do opętań w ujęciu religijnym, jest dokładnie taka sama.
Nie wiem, czy ktoś miał trans
kopulowania z Facebookiem, wydaje mi się to wręcz mało prawdopodobne. Za dużo
świadków, więc i o śmieszność łatwiej. Na miejscu tego Lewandowskiego mocno bym
się zastanowił, czy uciekając przed Facebookiem, nie wpadnie pod rynnę,
ściślej, w ramiona napalonego, biseksualnego diabła...
Przypisy:
1 - https://antyfronda.blogspot.com/2020/02/nie-pijcie-mleka-tesciowej.html
2 - https://deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/jak-facebook-zjada-twoj-mozg,450587
3 - ibidem;
4 - https://deon.pl/inteligentne-zycie/sredniowieczu-nikt-by-jej-nie-leczyl-splonelaby-nastosie,749940
5 - ibidem;
1 - https://antyfronda.blogspot.com/2020/02/nie-pijcie-mleka-tesciowej.html
2 - https://deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/jak-facebook-zjada-twoj-mozg,450587
3 - ibidem;
4 - https://deon.pl/inteligentne-zycie/sredniowieczu-nikt-by-jej-nie-leczyl-splonelaby-nastosie,749940
5 - ibidem;