Za sprawą mojego ulubionego oponenta Mirka, trafiłem na
inny blog, w którym autor, niejaki Lewandowski opisuje, jak sobie poradził z
ateistycznym argumentem z cierpienia i zła przeciw Bogu. Już samo to
stwierdzenie budzi moje rozbawienie. Ateizm z samej swej istoty nie może być
przeciw Bogu, gdyż aby być przeciw komuś, czemuś, ten ktoś, to coś musi
istnieć. Dla ateisty Bóg nie istnieje, zatem ten argument może być tylko
skierowany wobec pewnej koncepcji Boga rozpowszechnianej przez wierzących (tu:
katolicyzm), dodajmy, koncepcji całkowicie oderwanej od rzeczywistości, gdyż
jak twierdzą sami wierni – Boga nie da się poznać i pojąć w doczesnym życiu.
Lewandowski tłumaczy swój stosunek do
zagadnienia cierpienia i zła w ten sposób: „To co czujemy to jedno, a to co możemy udowodnić to
już zupełnie osobna kwestia”. I tu się zgodzę,
gdyż udowodnić w kwestii Boga nie da się niczego, więc wierny może się opierać
li tylko na tym, co czuje, lub..., co mu wpojono. Dalej, ze zdumieniem czytam
iż: „Nie da się ciągle jeść tylko
słodyczy. Wszystkie nasze niedole osiągają jednak znaczenie zerowe w skali
wieczności, która czeka nas z Bogiem”. Innymi słowy, cierpienie i zło musi
istnieć w życiu doczesnym, bo byśmy wymiotowali tą słodkością. Ja się z tym też
w pełni zgadzam, ale czy autor tych słów jest świadom tego, co czeka go po
śmierci w tej wiecznej szczęśliwości? Ja mu w związku z tą słodkością
serdecznie współczuję. Lewandowski stwierdza, że Bóg nie może być
odpowiedzialny za zło i cierpienie, i znów się z nim zgodzę, choć moje
przesłanki takiego twierdzenia są zupełnie inne. Nie może, gdyż nie istnieje.
Gdyby istniał, to wbrew twierdzeniu Lewandowskiego o pośrednictwie, które
rzekomo nie implikuje odpowiedzialności, jest akurat inaczej. To prawda, za
morderstwo, które dokonał syn, rodzice nie odpowiadają, choć gdyby się uprzeć, być
może na postępki syna miało wpływ wychowanie. Ale jest taka zasada, że jeśli ów
syn nie płaci alimentów na swoje dzieci - obowiązek alimentacyjny spada na
dziadków, i nie ma zmiłuj się. Podobnie jest w sytuacji, gdy ojciec maltretuje
własne dzieci przy biernej postawie matki. Ta matka również ponosi odpowiedzialność
za ten stan rzeczy. Już nie wspomnę o tym, że Boga wierni nazywają Ojcem, co
dobitnie wskazuje, kto byłby odpowiedzialny za cierpienie ludzi, gdyby uznać,
że Bóg jest odpowiedzialny za swoje dzieło stworzenia.
Jako inny przykład braku
odpowiedzialności Boga za zło i cierpienie Lewandowski przytacza przykład
szafki, którą ja sobie zamontowałem, a która spadając z niewyjaśnionych
przyczyn, kogoś zabija. Czy ja jestem za to odpowiedzialny? Gorzej nie mógł
wybrać, bo faktycznie byłbym w pełni odpowiedzialny za tę śmierć, nawet gdyby bezpośrednią
przyczyną był mały wstrząs tektoniczny. Tak było w przypadku zawalenia się
dachu hali w Katowicach pod ciężarem zgromadzonego na nim śniegu, a pod którym
zginęło kilkadziesiąt osób. Osoby odpowiedzialne za konstrukcję i wykonanie
tego dachu zostały oskarżone i skazane, choć podobno nie wszystkie, dlatego
śledztwo wznowiono. Tym samym, gdyby uznać, że stwórcą naszej planety był Bóg,
to on osobiście ponosi pełną odpowiedzialność za wszystkie kataklizmy na tej
planecie, a które przyniosły śmierć i cierpienie milionów ludzi. Nawet jeśli
nie jest bezpośrednim sprawcą wybuchów wulkanów, tsunami, huraganów, susz, głodu,
śmiertelnych pandemii, a nawet wojen.
Prawdziwym ewenementem jest stwierdzenie: „Klasyczna argumentacja
ateistyczna jest płytka, krótkowzroczna i skrajnie jednostronna. Świat był
urządzony bez zła ale jak widać dla ludzkości było to za mało i chciała ona też
sprawdzić jak to jest ze złem”. Wyjaśnijmy. Cierpienie
istniało na długo przed pojawieniem się człowieka na ziemi. Zło zaś jest
wynikiem wyposażenia człowieka w rozum i samoświadomość, co rzekomo ma być
dziełem Boga. Pojęcie zła jest bowiem nieodzowne, aby wiedzieć czym jest dobro.
Ludzkość nie tyle chciała sprawdzić czym jest zło, ludzkość musiała go
doświadczyć, nawet jeśli zło w dużej części od niej pochodzi. Możliwość wyboru zła, owa osławiona,
a mityczna „wolna wola” polega na tym, że aby wybrać zło, ono musi najpierw
zaistnieć w naszym wyobrażeniu. Lewandowski niby rozumie ten dylemat, ale gdy
pisze: „Obecny świat
wraz ze swym złem jest pełną opcją wyborów, to znaczy zawiera również pełną
informację o tym jak to jest bez Boga”, wykazuje się pełną
indolencją. W świecie z Bogiem opcja wyborów jest tak samo pełna i niesie ze
sobą takie same skutki, powiedziałbym znacznie gorsze, gdyż mimo świadomości
konsekwencji i tak wyboru zła nie pozwala uniknąć. Ba! na własne potrzeby
wymyślono koncepcję szatana i instytucję spowiedzi, która ma zwalniać z pełnej
odpowiedzialności własne sumienie, przynajmniej na jakiś czas.
Jeszcze jeden kuriozalny cytat: „Ateista twierdzi, że
skoro Bóg jest wszechmocny to powinien stworzyć wolny świat pozbawiony
jednocześnie zła i cierpienia”. Jedyne, co twierdzi
ateista, to tylko to, że Boga nie ma, więc nie może mówić jaki powinien być Bóg
i jaki powinien stworzyć świat. To nie ateista dał temu Bogu przydomek
„wszechmocny”, który nie ma nic wspólnego z realiami. Nawet gdyby był, ta
wszechmoc jest nieosiągalną iluzją. Wystarczy paradoks stworzenia kamienia,
którego nie jest w stanie podnieść. Dla ateisty świat jest jaki jest i nawet
nie próbuje go wymyślać na nowo, jak wierzący w idei „nowego świata” po
Paruzji. Iluż mistyków i teologów łamało sobie bezowocnie głowy (i nadal łamie)
nad tym, jak ten świat powinien wyglądać. Tak jakby chcieli swemu Bogu coś
podpowiedzieć, nie do końca ufając Jego mądrości (sic!)
Już ostatni argument Lewandowskiego: „A w tym świecie konsekwencją braku Boga jest
właśnie degeneracja, zło oraz cierpienie. Błędne jest założenie ateisty, że zło
oraz cierpienie są koniecznością spowodowaną przez Boga gdyż są one tylko opcją”.
I znów to samo. Zawsze twierdziłem, że cierpienie jest konsekwencją życia,
natomiast zło (podobne jak dobro) jest udziałem ludzi. I tylko ludzi. Jestem
ciekaw, który ateista o cokolwiek oskarża Boga? Z miejsca musiałby się wyrzec
ateizmu. Ale chcę również przypomnieć, że degeneracja i zło nie jest
konsekwencją ateizmu, one istniały na długo przedtem niż pierwszy prawdziwy
ateista, negujący istnienie Boga, pojawił się na świecie. Śmiem twierdzić, że
Boże dzieło nie zniszczyli głupi ateiści – najpierw zniszczyli to dzieło gorliwie
w Niego wierzący. Może, gdy przybędzie ateistów, ten świat da się w końcu
naprawić, przynajmniej w sferze moralnej...
PS. Jeszcze wrócę do Lewandowskiego w kontekście głupoty ateistów.
Przypisy:
- wszystkie cytaty pochodzą z: http://lewandowski.apologetyka.info/ateizm/bog-a-cierpienie-teodycea-raz-jeszcze,997.htm
- wszystkie cytaty pochodzą z: http://lewandowski.apologetyka.info/ateizm/bog-a-cierpienie-teodycea-raz-jeszcze,997.htm