Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zło. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 grudnia 2018

Jak głupi ateista zepsuł dzieło Boże (dla Mirka)


  Za sprawą mojego ulubionego oponenta Mirka, trafiłem na inny blog, w którym autor, niejaki Lewandowski opisuje, jak sobie poradził z ateistycznym argumentem z cierpienia i zła przeciw Bogu. Już samo to stwierdzenie budzi moje rozbawienie. Ateizm z samej swej istoty nie może być przeciw Bogu, gdyż aby być przeciw komuś, czemuś, ten ktoś, to coś musi istnieć. Dla ateisty Bóg nie istnieje, zatem ten argument może być tylko skierowany wobec pewnej koncepcji Boga rozpowszechnianej przez wierzących (tu: katolicyzm), dodajmy, koncepcji całkowicie oderwanej od rzeczywistości, gdyż jak twierdzą sami wierni – Boga nie da się poznać i pojąć w doczesnym życiu.

  Lewandowski tłumaczy swój stosunek do zagadnienia cierpienia i zła w ten sposób: „To co czujemy to jedno, a to co możemy udowodnić to już zupełnie osobna kwestia”. I tu się zgodzę, gdyż udowodnić w kwestii Boga nie da się niczego, więc wierny może się opierać li tylko na tym, co czuje, lub..., co mu wpojono. Dalej, ze zdumieniem czytam iż: „Nie da się ciągle jeść tylko słodyczy. Wszystkie nasze niedole osiągają jednak znaczenie zerowe w skali wieczności, która czeka nas z Bogiem”. Innymi słowy, cierpienie i zło musi istnieć w życiu doczesnym, bo byśmy wymiotowali tą słodkością. Ja się z tym też w pełni zgadzam, ale czy autor tych słów jest świadom tego, co czeka go po śmierci w tej wiecznej szczęśliwości? Ja mu w związku z tą słodkością serdecznie współczuję. Lewandowski stwierdza, że Bóg nie może być odpowiedzialny za zło i cierpienie, i znów się z nim zgodzę, choć moje przesłanki takiego twierdzenia są zupełnie inne. Nie może, gdyż nie istnieje. Gdyby istniał, to wbrew twierdzeniu Lewandowskiego o pośrednictwie, które rzekomo nie implikuje odpowiedzialności, jest akurat inaczej. To prawda, za morderstwo, które dokonał syn, rodzice nie odpowiadają, choć gdyby się uprzeć, być może na postępki syna miało wpływ wychowanie. Ale jest taka zasada, że jeśli ów syn nie płaci alimentów na swoje dzieci - obowiązek alimentacyjny spada na dziadków, i nie ma zmiłuj się. Podobnie jest w sytuacji, gdy ojciec maltretuje własne dzieci przy biernej postawie matki. Ta matka również ponosi odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Już nie wspomnę o tym, że Boga wierni nazywają Ojcem, co dobitnie wskazuje, kto byłby odpowiedzialny za cierpienie ludzi, gdyby uznać, że Bóg jest odpowiedzialny za swoje dzieło stworzenia.

  Jako inny przykład braku odpowiedzialności Boga za zło i cierpienie Lewandowski przytacza przykład szafki, którą ja sobie zamontowałem, a która spadając z niewyjaśnionych przyczyn, kogoś zabija. Czy ja jestem za to odpowiedzialny? Gorzej nie mógł wybrać, bo faktycznie byłbym w pełni odpowiedzialny za tę śmierć, nawet gdyby bezpośrednią przyczyną był mały wstrząs tektoniczny. Tak było w przypadku zawalenia się dachu hali w Katowicach pod ciężarem zgromadzonego na nim śniegu, a pod którym zginęło kilkadziesiąt osób. Osoby odpowiedzialne za konstrukcję i wykonanie tego dachu zostały oskarżone i skazane, choć podobno nie wszystkie, dlatego śledztwo wznowiono. Tym samym, gdyby uznać, że stwórcą naszej planety był Bóg, to on osobiście ponosi pełną odpowiedzialność za wszystkie kataklizmy na tej planecie, a które przyniosły śmierć i cierpienie milionów ludzi. Nawet jeśli nie jest bezpośrednim sprawcą wybuchów wulkanów, tsunami, huraganów, susz, głodu, śmiertelnych pandemii, a nawet wojen.

  Prawdziwym ewenementem jest stwierdzenie: „Klasyczna argumentacja ateistyczna jest płytka, krótkowzroczna i skrajnie jednostronna. Świat był urządzony bez zła ale jak widać dla ludzkości było to za mało i chciała ona też sprawdzić jak to jest ze złem”. Wyjaśnijmy. Cierpienie istniało na długo przed pojawieniem się człowieka na ziemi. Zło zaś jest wynikiem wyposażenia człowieka w rozum i samoświadomość, co rzekomo ma być dziełem Boga. Pojęcie zła jest bowiem nieodzowne, aby wiedzieć czym jest dobro. Ludzkość nie tyle chciała sprawdzić czym jest zło, ludzkość musiała go doświadczyć, nawet jeśli zło w dużej części od niej pochodzi. Możliwość wyboru zła, owa osławiona, a mityczna „wolna wola” polega na tym, że aby wybrać zło, ono musi najpierw zaistnieć w naszym wyobrażeniu. Lewandowski niby rozumie ten dylemat, ale gdy pisze: „Obecny świat wraz ze swym złem jest pełną opcją wyborów, to znaczy zawiera również pełną informację o tym jak to jest bez Boga”, wykazuje się pełną indolencją. W świecie z Bogiem opcja wyborów jest tak samo pełna i niesie ze sobą takie same skutki, powiedziałbym znacznie gorsze, gdyż mimo świadomości konsekwencji i tak wyboru zła nie pozwala uniknąć. Ba! na własne potrzeby wymyślono koncepcję szatana i instytucję spowiedzi, która ma zwalniać z pełnej odpowiedzialności własne sumienie, przynajmniej na jakiś czas.

  Jeszcze jeden kuriozalny cytat: „Ateista twierdzi, że skoro Bóg jest wszechmocny to powinien stworzyć wolny świat pozbawiony jednocześnie zła i cierpienia”. Jedyne, co twierdzi ateista, to tylko to, że Boga nie ma, więc nie może mówić jaki powinien być Bóg i jaki powinien stworzyć świat. To nie ateista dał temu Bogu przydomek „wszechmocny”, który nie ma nic wspólnego z realiami. Nawet gdyby był, ta wszechmoc jest nieosiągalną iluzją. Wystarczy paradoks stworzenia kamienia, którego nie jest w stanie podnieść. Dla ateisty świat jest jaki jest i nawet nie próbuje go wymyślać na nowo, jak wierzący w idei „nowego świata” po Paruzji. Iluż mistyków i teologów łamało sobie bezowocnie głowy (i nadal łamie) nad tym, jak ten świat powinien wyglądać. Tak jakby chcieli swemu Bogu coś podpowiedzieć, nie do końca ufając Jego mądrości (sic!)

  Już ostatni argument Lewandowskiego: „A w tym świecie konsekwencją braku Boga jest właśnie degeneracja, zło oraz cierpienie. Błędne jest założenie ateisty, że zło oraz cierpienie są koniecznością spowodowaną przez Boga gdyż są one tylko opcją”. I znów to samo. Zawsze twierdziłem, że cierpienie jest konsekwencją życia, natomiast zło (podobne jak dobro) jest udziałem ludzi. I tylko ludzi. Jestem ciekaw, który ateista o cokolwiek oskarża Boga? Z miejsca musiałby się wyrzec ateizmu. Ale chcę również przypomnieć, że degeneracja i zło nie jest konsekwencją ateizmu, one istniały na długo przedtem niż pierwszy prawdziwy ateista, negujący istnienie Boga, pojawił się na świecie. Śmiem twierdzić, że Boże dzieło nie zniszczyli głupi ateiści – najpierw zniszczyli to dzieło gorliwie w Niego wierzący. Może, gdy przybędzie ateistów, ten świat da się w końcu naprawić, przynajmniej w sferze moralnej...


PS. Jeszcze wrócę do Lewandowskiego w kontekście głupoty ateistów.




sobota, 30 kwietnia 2016

Zło czyli diabeł wcielony



  W naszej kulturze utrwaliły się dwa bardzo odmienne wyobrażenia diabła. Bardziej popularny jest wizerunek diabła ludowego, takiego z paskudną gębą, rogami na głowie, kopytami zamiast stóp i ogonem jak u krowy. Mimo swej szpetoty, wydaje się nawet sympatyczny, bo jest odrobinę przygłupi, odrobinę rubaszny i strasznie boi się święconej wody. Drugi, mniej znany, to po prostu upadły anioł. Upadły, ale anioł. Ten jest autentycznie groźny, bo jak każdy anioł, obdarzony jest większą mocą i mądrością niż człowiek. A do tego, nomen omen, diabelnie przebiegły. Tak jest zresztą traktowany przez Kościół i Pismo Święte. I na tym wizerunku będę się opierał.

  Jak twierdzi niejaki Charles Baudelaire1 „Największą sztuczką diabła jest dowieść własnego nieistnienia.” Przyznam, że długo nie potrafiłem sobie poradzić z tym koronnym argumentem apologetyków.  Skoro ja w diabły nie wierzę, jego sztuczka mu się udała, co jednocześnie podważa mój ateizm. Riposta przyszła jak archimedesowska „Eureka!”. Skoro tak może zrobić diabeł, pewnie tak samo postąpił ze mną Bóg. Dowiódł mi swego nieistnienia. Ale czy można przyjąć, że Bóg stosuje te same sztuczki, co diabeł, nawet jeśli je nazwać „wolną wolą”? Prawdę powiedziawszy, jest trochę inaczej. Bo ten diabeł stosując taką sztuczkę wobec mnie, mimochodem, z podobnym skutkiem, stosuje ją wobec wierzących. Jak twierdzi Sławomir Zatwardnicki: „nie wolno się nadmiernie na nim [diable – dopisek mój] koncentrować.”2 Tu warto sobie przypomnieć Credo, chrześcijańskie wyznanie wiary, gdzie nie ma odniesienia wprost do diabła, ale gdzie mówimy: „Bóg jest stworzycielem wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”. Czyli również stworzycielem diabła – upadłego anioła. A to już popada w herezję, mimo że tak stwierdził synod w Bredzie (574 r.). Teologowie wyszli z tego absurdu obronną ręką, stwierdzając, że upadłe anioły miały wolną wolę. Wprawdzie oni tego upadku aniołów nie widzieli, nigdzie w Biblii nie jest opisany, a jednak są go pewni (sic!) Podobnie postępuje wspomniany Sławomir Zatwardnicki, odpowiadając na sobie zadane pytanie:  Dlaczego wierzyć w szatana? Wymienia kilka powodów: bo to jest zgodne z tradycją Kościoła, odpowiada zmaganiom chrześcijan doświadczających walki ze złym duchem, czy wreszcie dlatego, że tak każe zdrowy rozsądek (sic!) Już w tym miejscu ręce opadają, ale Zatwardnicki nie ustaje: „Nie sposób przecząc realności szatana, odpowiedzieć, kto stoi za wielkimi i małymi dramatami świata, czy komu w istocie zawdzięczamy śmierć.”3 Za odpowiedź niech posłużą słowa Alexandre Ganoczy: „W rozumieniu Biblii można wierzyć tylko w Boga, nie można wierzyć w złego ducha.”4 Tylko skoro nie można wierzyć w szatana, to skąd ta największa sztuczka szatana?

  W tym właśnie miejscu rodzi się pytanie o zło? Jest trudniej, gdyż aby odpowiedzieć na pytanie skąd, trzeba by najpierw zło zdefiniować, co wbrew pozorom, nie jest wcale takie proste. Chrześcijanin powie, że złem jest wszystko, co jest sprzeczne z Dekalogiem. Jest w tym sporo racji, ale i budzi wątpliwości. Dekalog jest mało precyzyjny, zbyt ogólny i nie definiuje wszystkich objawów zła. Nie ma w Dekalogu nic o niewolnictwie, ludobójstwie, czy deprawacji nieletnich. A jak zdefiniować zachowanie kotki, pożerającej własne młode, zjawisko powszechne również wśród ryb (oba przypadki znam z autopsji, mam kotkę i miałem akwarium)? Jeśli to nie jest złem, dlaczego złem ma być aborcja? Wiem, wiem, człowiek ma rozum, świadomość tego, co jest złem, ale człowiek ma też instynkt przetrwania, tak samo silny jak u zwierząt. Nawet silniejszy, bo mimo posiadania pewnych aspektów moralności, nie zawaha się zabić w obronie własnej, łamiąc tę moralność. Tak się dzieje zawsze w ekstremalnych warunkach zagrożenia życia, np. kataklizmy czy katastrofy. Czy można mówić, że śmiertelne choroby są dobrem? W celu ochrony przed nimi człowiek będzie maltretował zwierzęta w laboratorium, poddając je niewyobrażalnym cierpieniom. Bóg podobno dał nam władzę nad zwierzętami, ale czy na pewno o taką władzę Mu chodziło?
 
  Paweł VI w 1975 roku powiedział: „Zło jest niedostatkiem, jest pewnym brakiem. Ktoś jest chory, brak mu zdrowia (...)”5 Gdzie w tym jest uosobienie zła – szatan? Paweł VI ucieka się jednak do innej konstrukcji: „O ile choroba wynika z braku skuteczności, o tyle istnieje również zło skuteczne, zło istniejące, zło, które jest osobą [szatanem – dopisek mój].”6 Nie potrafię zrozumieć tej chrześcijańskiej zależności: dobro jest działaniem Boga, za zło odpowiada człowiek, czyniąc je z podszeptu szatana. W tym miejscu rodzi się pytanie: czy Biblia kłamie mówiąc: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” [Rdz 1:27], czy też Bóg ma taką samą słabość do czynienia zła jak człowiek?  W moim odczuciu kłamie Biblia, bo ani człowiek nie jest podobny do Boga fizycznie, ani intelektualnie, ani moralnie. Nie sposób bowiem mieć rozeznanie tego, co jest dobrem, nie wiedząc, co jest złem. To działa również w drugą stronę. Bez istnienia zła nie będziemy wiedzieć, czym jest dobro. Jedno bez drugiego nie może istnieć i do tej konstrukcji nie jest potrzebny ani Bóg, ani tym bardziej diabeł. Te obie postacie możemy jedynie uznać za personifikację naszego postrzegania zmiennej w czasie moralności, widzenia dobra i zła, a nie za ich przyczynę.

  I teraz powstaje dylemat: czy ateizm jest złem w sytuacji, gdy ateista postępuje niejednokrotnie bardziej moralnie (w znaczeniu pozytywnym) niż niejeden wierzący? Czy sztuczka diabła z niewiarą w niego, nawet jeśli by ją uznać za skuteczną, czyni człowieka złym? Ja myślę, że nawet ów diabeł, gdyby istniał, miałby z odpowiedzią na to pytanie poważny problem.

Przypisy:
1 – za „Katolicki przewodnik towarzyski”, Sławomir Zatwardnicki, Wydawnictwo Fronda PL, str. 97
2 – „Katolicki przewodnik towarzyski”, Sławomir Zatwardnicki, Wydawnictwo Fronda PL, str. 97
3 – ibidem str.100
4 – za „Katolicki przewodnik towarzyski” str. 101
5 – ibidem str. 99
6 – ibidem str. 99