Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreacjonizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreacjonizm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Pardon


  Sorry, miało być w tytule Purdom, ściślej dr Purdom, ale tak jakoś mi ta pomyłka przypadła do gustu, więc tytuł pozostał, bo ma dość ścisły związek z treścią notki. Ktoś, po lekturze, pomyśli, że mi się święta pomyliły, nic z tych rzeczy, o Adamie i Ewie czytałem na katolickim portalu właśnie w Wielkanoc. Tylko pozornie te dwa wydarzenia nie mają związku.

  Aby wprowadzić w nastrój, krótki dowcip:
Adam wraca po kilku dniach z wyprawy łowieckiej do Ewy.
- Gdzie tak długo byłeś?!
- Przecież nie u innej, skoro jest nas tylko dwoje.
- No dobrze, ale wiesz, tak jakoś złe przeczucia miałam.
Ale gdy tylko Adam zasnął, Ewa szybko przeliczyła jego żebra...”

  Genetyk, pani dr Purdom dowiodła ponad wszelką wątpliwość, że wszyscy pochodzimy od Adama i Ewy, żadne tam od małpy czy wspólnego przodka małp i ludzi. Innymi słowy potwierdziła to, co pisze Pismo Święte. Pierwsi rodzice musieli pochodzić od Boga, być przez Niego stworzeni. Najbardziej przekonywującym dowodem na ten fakt ma być badanie mitochondrialnym DNA. Taki ze mnie biologa jak i historyk, czyli żaden, więc musiałem szukać jakiejś informacji na ten temat. Okazało się, że to badania mtDNA kobiety, bo tylko one przekazuje pewne szczególne dane z pokolenia na pokolenie. DNA facetów nie ma takich zdolności. To właśnie za pomocą mtDNA można odtworzyć drzewo genealogiczne człowieka. Okazało się, wg genetyka, niejakiego Nathaniela Jeansona (uwaga: kreacjonisty), że biblijna Ewa, pramatka wszystkich ludzi, żyła w ramach czasowych opisanych przez Biblię (sic!), czyli kilka tysięcy lat temu. To na podstawie tych badań, pani dr Purdom stwierdziła bezapelacyjnie: „Chrześcijanie powinni być świadomi naukowego dowodu na stworzenie, bo Księga Rodzaju jest przedmiotem najgorętszych debat wśród ewangelicznych wierzących. Musimy pokazać ludziom, że nauka potwierdza historię tam przedstawioną1.

  Zrodziło się we mnie kilka wątpliwości. Po pierwsze, dlaczego tylko chrześcijanie a już nie Żydzi i Muzułmanie? Przecież ich religia też opiera się na Starym Testamencie, Księgi Rodzaju nie wyłączając. Po drugie, skąd taka rozbieżność, skoro niekreacjonistyczni genetycy uważają, że ta pramatka Ewa żyła nie kilka tysięcy lat temu, a około dwieście tysięcy, przy czym nie jest powiedziane, że jeszcze dawniej. Po trzecie, (tu dziwne skojarzenie) Ewa musiała być dziwką, czego nie można mieć jej za złe, gdyż inaczej naznaczeni bylibyśmy piętnem kazirodztwa. Rodzi się jednak wręcz bluźniercze pytanie: ilu było tych Adamów? Bo jak znów dowodzi dr Purdom, nie mamy absolutnie żadnych związków genetycznych z małpami, co też wykazały badania DNA. Najciekawsze zostawiłem sobie na koniec opowieści o dr Purdom. Otóż, aby skończyć studia „zakopała” swoje kreacjonistyczne poglądy, aby uzyskanym dyplomem genetyka teraz wymachiwać przed oczmi niewierzących w prawdziwość mitu o Adami i Ewie.

  Ok, moje wątpliwości to jednak przysłowiowy pikuś do wątpliwości pewnego komentującego, optującego za kreacjonizmem, a który broni mojej bohaterki. Oto próbka jego pytań i argumentów (pisownia oryginalna):
- Jeśli nie było Adama i Ewy stworzonych przez Boga to kim byli ich rodzice?
- Jeśli Adam i Ewa nie zgrzeszyli, to po co Pan Jezus umarł na krzyżu?
- Dlaczego tak mało ludzi żyło do niedawna na ziemi a teraz jest już 7,5 mld.?
- Jacyś głupi byli ci ludzie. Żadnego Einsteina przez setki tysięcy lat, co za pech. Głupie koło zajęło ludziom jakieś 200 tyś lat.
- No i te głupie rekiny co nie chcą się ewolucjonizować przez kilkaset milionów lat. Siedzą w wodzie przez kilkaset milionów lat i nic, nawet im noga nie wyrosła przez ten czas.

  Pardon, jeśli uraziłem kreacjonistów.




wtorek, 14 czerwca 2016

Darwin musi odejść cz.1 (mój ateizm)



  Na wstępie uspokoję, to nie będzie naukowa rozprawa. Z teorią ewolucji, chyba jak większość z nas, spotkałem się w szkole na lekcjach biologii (choć to były dawne czasy) i przyznam szczerze, specjalnie mnie nie zachwyciła. Dużo wcześniej wytłumaczono mi w zdecydowanie prostszy sposób jak powstał świat, kto był jego Stwórcą. Wszystko było jasne i proste, a w dodatku Pismo Święte nie mogło kłamać. Tymczasem ta teoria robiła mi straszny mętlik w głowie, a już najbardziej z tym pochodzeniem człowieka od małpy, co nie ukrywam, budziło mój wewnętrzny sprzeciw, bo czułem się obrażany. Małpa miało wydźwięk pejoratywny, czego dowiódł swego czasu Prezydent Lech Kaczyński, wyrażając się o jakieś dziennikarce: „małpa w czerwonym”, a to przecież nie był komplement.

  Jednak w miarę upływu lat, szczególnie od mementu, kiedy mi wyjaśniono, że człowiek nie pochodzi od małpy, a jedynie mamy tego samego przodka, w związku z czym mam prawo uważać się za istotę faktycznie inteligentniejszą, kiedy odnajdywałem coraz liczniejsze materiały prasowe, książkowe i filmowe optujące za tą teorią, zacząłem się nią bardziej interesować. Z góry uprzedzam, nigdy nie byłem biologiem, paleontologiem ani  geologiem, choć tej ostatniej dyscypliny nauki liznąłem kawałek z racji wykształcenia i wykonywanego zawodu. Fakt jest faktem, argumenty za teorią ewolucji powoli układały mi się logiczną całość, choć jej nie utożsamiałem z światopoglądem ateistyczny. Tak naprawdę stało się to dopiero wtedy, gdy coraz mocniej zaczął się odzywać kreacjonizm, stojący w zdecydowanej sprzeczności do teorii ewolucji.

  Kreacjonizm twierdzi, że ziemia ma sześć tysięcy lat i wszystkie stworzenia zostały od razu stworzone przez Boga w takiej formie, w jakiej widzimy je dziś. W tej formie byłbym w stanie uznać ja za pełnoprawną teorię, gdyby nie to głupie pytanie: „A co z dinozaurami?” i jeszcze głupsza odpowiedź: „Te skamieliny Bóg celowo schował w kamieniu, aby człowiek miał się nad czym zastanawiać.” (sic!) Rzecz w tym, że ja, pracując pod ziemią, miałem bezpośredni kontakt z tymi skamielinami, i to sześćset metrów pod powierzchnią. Piękne fragmenty olbrzymich paproci i innych roślin, niezliczone odbitki przeróżnych skorupiaków, a do tego, nie budzące wątpliwości duże fragmenty pni kalamitów i sagowców. I najciekawsze, w tych skamielinach nie znalazłbyś Czytelniku, żadnej ze współczesnych roślin. Miałem nawet kolekcję, która przepadła z powodów zawirowań życiowych. Tak naprawdę kreacjonizm obala sam siebie. Sam nie mając żadnych dowodów na potwierdzenie swojej teorii stworzenia życia na ziemi, żąda ich od ewolucjonistów, a te które są przedstawiane, uznaje za niewiarygodne, nawet jeśli namacalne.

  Nawet autorytety chrześcijańskie w końcu uznały, że teoria ewolucji, mimo że wciąż posiadająca wiele luk, mimo, że brak niektórych łańcuchów, aby udokumentować wszystkie fazy jej procesów, jest mimo wszystko najbardziej sensownym wytłumaczeniem życia na ziemi. Z jednym „ale”. Za tym wszystkim stoi Bóg, zwany górnolotnie Wielkim Projektantem. I ten pomysł w zasadzie trudny jest do obalenia, bo przecież opiera się na wierze, która z definicji nie będzie się szukać dowodów. Ba!, mają zwolennicy tego Inteligentnego Projektu pretensje do badaczy i naukowców, że nie szukają pierwiastka Boga w swych badaniach nad teorią ewolucji (sic!) A powinni!!! Jest w tym jednak pewne niebezpieczeństwo, o którym zdają się nie mieć świadomości. Wpadają w podobną pułapkę jak kreacjoniści. Gdyby tak bowiem udało się znaleźć ów „boski pierwiastek”, okazałoby się, że ten Inteligentny Projektant nie jest wcale taki inteligentny, jakby się mogło zdawać, co już samo w sobie byłoby bluźnierstwem.  A rzecz jest banalnie prosta. Otóż ci badacze i naukowcy od teorii ewolucji stwierdzili jednoznacznie: ewolucja na swej drodze popełniała olbrzymią ilość błędów, ponosiła zdecydowanie więcej porażek, niż odnosiła sukcesów. Inteligentny Projektant, tym bardziej Bóg, nie powinien się tak często mylić. Fakt, pomylił się na ludziach, którzy mieli być na „obraz i Jego podobieństwo” i Go zawiedli, ale to w sferze intelektu. Anatomicznie przecież człowiek się wciąż rozwija, ewoluuje. Ale co w takim razie ze światem roślinnym i zwierzęcym, które nawet trudno posądzić o intelekt, a już na pewno nie o grzech pierworodny?

  Skąd więc ten tytuł eseju? Dla mnie w pewnym momencie okazało się, że nie sposób połączyć teizmu najpierw z teorią ewolucji, później już, konsekwentnie z nauką, która w pełni ogranicza się tylko do empirycznych, obserwowalnych i testowalnych danych. I choć istnieje wciąż wielu takich, którzy wierzą, że naukę (tę prawdziwą) da się połączyć z wiarą, trzeba być świadomym, że te możliwości maleją i będą maleć. Nie chcę przesądzać, nie mam się za jasnowidza, być może kiedyś nauka znajdzie ten „boski pierwiastek”, ale tak naprawdę będzie to czysty przypadek, bo nauka go nie szuka. Rzecz w tym, że jeśli go znajdzie, paradoksalnie wiara przestanie być wiarą, będzie to bowiem niezbity dowód na istnienie Boga. Jeśli więc, chcesz być w pełni wierzącym, musisz odrzucić teorię ewolucji, z jej twórcą Darwinem. Ale o dywagacjach na ten temat w następnym odcinku o moim ateizmie.