Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 sierpnia 2021

Obecny w cierpieniu

 

  Powinienem świętować, bo to jest 501 post na tym blogu, ale przyznam, że jestem w kiepskiej kondycji, raczej fizyczno-psychicznej niż egzystencjonalnej. Choroba mnie wykańcza i pewnie znów czeka mnie pobyt w szpitalu. Zdecydowałem się odstawić leki przeciwbólowe, gdyż dopadł mnie z ich powodu brak apetytu, by nie napisać wstręt do jedzenia. Unieruchomiony w domu już nie przez pandemię, czuję wokół siebie jakiś kokon, który odgradza mnie od prawdziwego życia. I mówiąc szczerze, przy życiu trzyma mnie już chyba tylko Hava. Dziś w nocy udostępniłem jej całą poduszkę, sam zadawalając się małym jaśkiem. Niech ma dostatecznie dużo miejsca do przeciągania się w rozmaitych pozycjach. Ja już tak nie potrafię. Żaden dźwięk mnie tak nie koi, jak jej pełne pretensji miauczenie, gdy się przebudzi i nie widzi mnie obok siebie.

  Przed chorobą kupiłem sobie nowiutki laptop, bo stary, pięcioletni Samsung mało, że brakuje mu kilku klawiszy, mało, że kilka w ogóle nie reaguje na moje palce, to jest już wyraźnie mułowaty. Ten nowy uruchomiłem, zainstalowałem kilka potrzebnych mi programów i..., i odstawiłem. Nie mam do niego „serca”. Na domiar złego popadłem w dziwną melancholię i na okrągło słucham najbardziej smutnych utworów, jakie znalazłem w swojej muzykotece. Ten kiepski stan składam na karb fizycznego cierpienia, jakie mnie dopadło, a któremu towarzyszyły najczarniejsze myśli. Bo tak działa cierpienie. Mało, że boli, to jeszcze przestawia ci mózgownicę na jakieś straszne manowce, które mają szansę skończyć się demencją.




  Na szczęście trafiłem na tekst, który wywołał we mnie prawdziwą wściekłość, co dowodzi, że krew jeszcze nie zamieniła się w jakąś oleistą ciecz. To pierwsza jaskółka zwiastująca powrót energii. Otóż dwaj nawiedzeni braciszkowie w śmiesznych sukienkach, dla których życie płynie beztrosko w ocienionych murach klasztoru, a prawdziwą rozrywką jest pisanie i prawienie kazań w necie będąc w kwiecie wieku, który skutecznie chroni przed cierpieniem. I usiłują mnie przekonać, że nie powinienem cierpienia traktować źle. „Ono nie jest naszym ostatecznym przeznaczeniem, ale jest potrzebne i może być owocne, jeśli tylko będziemy tego chcieli”. Większej bzdury w życiu nie słyszałem. Ostatecznym przeznaczeniem człowieka jest właśnie umrzeć w cierpieniu i tylko nielicznym szczęśliwcom udaje się tego cierpienia uniknąć. A czymże przejawiają się owoce cierpienia – dalibóg nie jestem w stanie pojąć. Dalej mnie już powaliło: „Doświadczymy go tak, czy owak, bo to jest konieczne dla oczyszczenia naszej miłości, ale dla sługi Chrystusa cierpienie będzie nie tylko oczyszczeniem z egoizmu, lecz także przejawem bycia z Bogiem, więzi z Nim - Komunii świętej”. Pierwsze, co mi przyszło na myśl to propozycja, aby jeden z drugim położył się na rozpalonym ruszcie, niczym św. Wawrzyniec, opiekun poparzonych i dręczonych chorobami reumatycznymi. Może w ten sposób udowodnią mi, że to cierpienie oczyszcza z egoizmu. Przyjdzie im to o tyle łatwiej, że wszak są powołani do dawania świadectwa. Jak mówi tradycja chrześcijańska, ów św. Wawrzyniec (sierpień to jego miesiąc) nie płakał z bólu, ale z miłości. Póki co, to tylko jałowa gadka szmatka, bo moje cierpienie fizyczne potęgowały wspomnienia uczuć do pewnej pani, których już nigdy w życiu nie zaznam, a nie przywykłem kochać kogoś, kogo mogę sobie tylko wyimaginować.



PS. Uprzejmie proszę tylko bez wyrazów współczucia. Bardziej potrzeba mi energii by się z tego letargu wyrwać.

 

Przypisy:
1 – cytaty za: https://deon.pl/wiara/bog-jest-obecny-w-naszym-cierpieniu,1504361

 

czwartek, 14 stycznia 2016

Wernyhora



  Mój Drogi Czytelniku, czy będzie mi dziś wolno pośmiać się z wiary? W dodatku bardzo ostro? Już widzę zarówno te oburzone spojrzenia, jak i te zaciekawione, co ten Asmodeusz znowu wymyślił?! Ale uspokoję. To nie będzie śmiech z wiary chrześcijańskiej, choć po części ten felietonik ją dotknie.

  Chyba wszyscy pamiętaj ubiegłoroczne larum z powodu Halloween i wróżb andrzejkowych. Grzmieli niemal wszyscy hierarchowie, a do tego grzmotu chórem przyłączyli się wszyscy, reprezentujący narodowo-katolickie nurty w tym kraju. Ogólny przekaz był taki, że te niewinne wróżby i zabawy, to nic innego jak bratanie się z samym szatanem. Trochę to może dziwne, bo ja, podobno podszyty diabłem, o czym nie mam świadomości, też w żadne gusła, wróżby, przepowiednie, horoskopy itp. nie wierzę. W swojej niewierze jestem zdecydowanie konsekwentny, choć ani mnie parzy, ani ziębi, czy nasze dzieci się w to bawią czy nie. Od tego są ich rodzice. Sam jako dzieciak, byłem przekonany, że coś w tym jest. Ale mi przeszło.

  Tym bardziej zdziwiło mnie, że mój ulubiony portal z nazwy katolicki, Fronda.pl, choć też przyłączał się do wspomnianej nagonki, dziś propaguje wróżbitów-wieszczów. Chodzi dokładnie o jakiegoś kozaka imieniem Wernyhora z XVIII wieku. Podobno to nawet postać historyczna, ale sprzeczał się o to nie będę. To jeden z tych, co miał wizje, i co o tyle jest dziwne, że w tym czasie telewizji przecież nie znano, bo na ten przykład ja też miewam wizje, ale tylko w telewizorze. Tak mnie naszło podczas pisania, że teraz się wyjaśnia dlaczego pudełko z głosem i z obrazem nazywa się tele-wizja, taki kozacki slang od – tyle tego widziałem... A Wernyhora widział naprawdę dużo. On widział Polskę od morza Białego do morza Czarnego, czego nawet dzisiejsze naziemne teleskopy nie są w stanie ogarnąć. Ba, on widział w przyspieszonym tempie, jak do tego dochodzi. Szybciej niż to stosuje dzisiejsza technika przyspieszonych klatek filmowych.

  By nie zanudzać, w możliwie największym skrócie. Polska trzy razy upadnie, aby wreszcie stać się mocarstwem. To się nawet zgadza. Upadła, pierwszy raz podczas rozbiorów, drugi, w czasie II wojny światowej, trzeci, gdy do władzy doszedł Tusk, symbolizujący koalicję PO-PSL. I tu kilka naprawdę mocnych cytatów: „Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze wracając na szlak swój prastary.”, „Warszawa środkiem ustali się świata”, „A kiedy pokój nastąpi w Warszawie, Trzech królów napoi w nim konie”. To ostatnie też się zgadza, te trzy konie symbolizują panów Kaczyńskiego, Dudę i panią Szydło. Po części zgadza się również to, że: „Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie, trzy kraje razem z Rumunią, przy majestatu polskiego tronie wieczną połączą się unią”. Trochę mnie martwi ta Rumunia, bo to symbol największej biedy w Europie, ale póki co, jeszcze nie ma tej trójunii, więc może jakimś zrządzeniem losu, szybko pogląd o tej Rumuni jeszcze zmienię. Jak nam UE zamknie kurek z euro, to my zajmiemy jej miejsce.

  Ja się tak zastanawiam, skąd to się bierze? W dodatku wśród narodowo-katolickich opiniotwórczych środowisk. I coś mi się zdaje, że ta wiara w wielkie mocarstwo o nazwie Polska, jest podsycana przez naszych polityków, bo my sobie w kaszę, takiej Unii Europejskiej, nie damy dmuchać. O tym zapewnia Pani Premier. Mam wrażenie, że i ona tę przepowiednię Wernyhory czytała i, co gorsza, w nią wierzy. A przecież katoliczka...

Dla rozładowania nastroju odpowiedni obrazek mistrza Jana Matejki, z jeszcze lepszym komentarze jakiegoś anonimowego internauty.


- Jajka po 3,50 zł widzę..., po zmartwionej minie Wernyhory, można wnioskować, że to cena za jedno jajko.


niedziela, 27 września 2015